Reklama

Reklama

1. liga. Sentymentalny mecz prezesa Rakowa

Broniący się przed spadkiem z 1. ligi piłkarskiej GKS Katowice podejmie w sobotę lidera Raków Częstochowa. "To dla mnie ważny, sentymentalny mecz" - powiedział prezes gości Wojciech Cygan, który poprzednio kierował klubem ze stolicy Górnego Śląska.

"Wracam do miasta, w którym mieszkam, gdzie długie lata zajmowałem się GKS, na Bukowej (siedziba klubu) spędziłem dużą część życia. To będzie dziwny moment, kiedy częściej będę spoglądał na ławkę gości. Odszedłem z GKS, ale tak do końca mentalnie się nie pożegnałem. To nadal klub ważny dla mnie. Kibicuję mu, by szedł do przodu, choć w sobotę kciuki będę trzymał za Raków" - dodał Cygan, który szefem częstochowian został w lipcu 2018.

Reklama

Z katowickim klubem rozstał się we wrześniu 2017. Był tam najpierw kuratorem, potem wiceprezesem, prezesem. Wyprowadzał miejski klub na prostą, współtworzył jego wielosekcyjną (hokej, siatkówka, szachy, futbol) strukturę.

Katowiczanie po odzyskaniu stabilności finansowej ciągle zawodzą w walce o awans do ekstraklasy. Nie udało się wielu trenerom, także obecnemu selekcjonerowi reprezentacji Polski Jerzemu Brzęczkowi.

Teraz GKS, mając 18 punktów, jest przedostatni w tabeli, a Raków jej lideruje (51 pkt).

"Mamy oczywiście plan związany z możliwością awansu. Trudno, żebyśmy nie rozpatrywali optymistycznego scenariusza, chociaż pewni być nie możemy. Bylibyśmy jednak wariatami, gdybyśmy zaczęli o tym mówić pod koniec maja" - stwierdził prezes.

Właściciel częstochowskiego klubu Michał Świerczewski opracował trzyletni plan awansu do elity, obecnie klub jest w połowie drugiego sezonu.

Zdaniem Cygana, GKS i Raków wiele dzieli, oprócz struktury właścicielskiej także wielosekcyjność katowiczan.

"Nie można mówić o funkcjonowaniu GKS w minionych ośmiu latach w oderwaniu od tego, jak wyglądał klub w 2010 roku. To były zgliszcza. Nie tylko brakowało sponsorów, ale istniało zadłużenie, krążyli wokół komornicy, pojawiały się wnioski o upadłość. Oczywiście to nie jest wytłumaczeniem dla późniejszego braku wyniku sportowego. Nie udało się nam awansować, choć wydawało się, że  organizacyjnie i finansowo jesteśmy w stanie" - ocenił Cygan.

Przyznał, że jego niemal ośmioletnie doświadczenie z GKS przyda się w Rakowie.

"Mam nadzieję, że jakąś cegiełkę do sukcesu w maju dołożę. Ale miejsce drużyny to zasługa trenerów i piłkarzy, Wielu mówi, że GKS to najbardziej specyficzny klub w Polsce. Może to przesada, ale na pewno jeden z bardziej charakterystycznych, jeżeli chodzi o oczekiwania kibiców i wielosekcyjność" - stwierdził.

Podkreślił, że w Rakowie premie za awans zostały wyznaczone na rozsądnym poziomie.

"Zawodnicy co miesiąc dostają pieniądze na konta za występy. Co prawda kiedyś próbowano mnie przekonać, że wynagrodzenia zawodników są za treningi, a premie - za mecze. Ja się jednak z tą tezą nie zgadzam" - wyjaśnił Cygan.

Zaznaczył, że nie uważa siebie ani za czynnik determinujący brak awansu GKS, ani za powód faktu, że Raków ma duże szansę na sukces.

"Walczyliśmy w GKS o awans ze wszystkich sił i to mi w Rakowie w jakimś stopniu pomaga. Myślę, że idziemy w dobrą stronę" - ocenił.

Zauważył, że w prywatnym klubie proces decyzyjny jest prostszy niż w samorządowym.

"Właściciel jest pod telefonem i z jego strony pada jasna decyzja - robimy coś lub nie. A nikt przecież nie będzie dzwonił do prezydenta w kwestii funkcjonowania jednej z miejskich spółek" - stwierdził.

Podkreślił, że sobotniego meczu nie traktuje jako okazji do udowadniania czegokolwiek.

"Nie mam takiej chęci. Ci, którzy ze mną pracowali, mają swoją ocenę. Nie muszę nikogo przekonywać. Wiem, co mi się udało, a co nie, gdzie były błędy, a gdzie dobre decyzje. Nie uważam, że bilans mojej pracy w GKS jest ujemny" - podsumował Wojciech Cygan.

Autor: Piotr Girczys

1. liga: wyniki, tabela, terminarz, strzelcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama