Reklama

Reklama

Paulo Sousa rzuca kadrę. Nieśmieszny skecz o polskiej piłce

Nie mógł wybrać Paulo Sousa gorszego momentu na znalezienie sobie nowej posady? Jeśli chce zostawić piłkarską reprezentację Polski przed barażami o mundial w Katarze, to znaczy, że jego odejścia nie powinniśmy żałować.

Kilka dni temu poprosiłem Jerzego Dudka, by podsumował mijający rok w wykonaniu drużyny narodowej. Na początek zapytałem byłego bramkarza reprezentacji Polski, dlaczego kibice tak łatwo darowali portugalskiemu selekcjonerowi wpadkę w meczu z Węgrami na zakończenie fazy grupowej eliminacji MŚ 2022? - A jaka jest alternatywa? - odpowiedział pytaniem Dudek. - Nasi kibice mają uraz do polskiej myśli szkoleniowej, więc każdy trener z zagranicy budzi w nich większe nadzieje - dodał.

Paulo Sousa rzuca kadrę. Najgorszy moment na odejście?

Okazuje się, że piłkarska reprezentacja Polski nie budzi nadziei w Paulo Sousie. Pracował z nią 11 miesięcy i pierwsza propozycja wydała mu się bardziej atrakcyjna.

Reklama

Słowa byłego prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i jego następcy Cezarego Kuleszy niczego nie zmienią. Związek może żądać odszkodowania, nie zgadzać się na odejście Portugalczyka, trudno jednak wyobrazić sobie, że zatrzyma trenera wbrew jego woli. Dobrowolność jest warunkiem koniecznym w tej pracy.

Jaki byłby efekt zmuszania Sousy do pozostania w Polsce? Nawet gdyby moment, w którym odejdzie, był najgorszy z możliwych. 24 marca Polska gra z Rosją baraż o mundial w Katarze. Jeśli wygra, 29 marca zmierzy się z wygranym z pary Szwecja - Czechy. Prawdopodobieństwo awansu na mistrzostwa świata w Katarze nie przekracza 20 procent. Niezbyt wiele? Warunkiem podstawowym jest jednak wiara w to, co się robi.

Jeśli Paulo Sousa uważa, że jego przyszłość w Polsce sprowadzi się do 90 minut meczu z Rosją, lepiej niech się nie podejmuje zadania. Nawet gdyby był najlepszym selekcjonerem jakiego polscy piłkarze mogą mieć.

Paulo Sousa rzuca kadrę. Duma, czyli ble, ble, ble

Sytuacja jest krytyczna: mundial w Katarze to cel nadrzędny dla kadry. Prawdopodobnie ostatnia szansa dla Roberta Lewandowskiego i kilku innych liderów kadry, by zagrać w finałach mistrzostw świata.

Paulo Sousa dostał szansę pracy z reprezentacją Polski jako bezrobotny. Był grzeczny, miał nienaganne maniery, na konferencjach prasowych dziękował za każde pytanie i dużo mówił o dumie. Nagle jego słowa i nienaganne maniery obracają się w proch i pył. Zaszczyt z pracy z Lewandowskim ku chwale 38-milionowego kraju okazuje się zwykłym ble, ble, ble.

Cały ten eksperyment z Sousą przypomina mało zabawny skecz. Reprezentacja miała grać ofensywniej, wykorzystać potencjał swojego kapitana - jednego z najlepszych graczy świata. Porażka na Euro 2020 była wpisana w koszty pogoni za lepszym jutrem. Wszystko to pachnie dziś frazesem, skeczem bez puenty. Nie pierwszym i nie ostatnim w polskiej piłce.

- Polscy kibice polubili Sousę, bo mają ograniczony wybór - powiedział Dudek. Zapewne będą musieli przeprosić się z polską myślą szkoleniową, skoro zagraniczna ocierającą się właśnie o groteskę.

ZOBACZ TEŻ:

PZPN uruchomił prawników. Kto następcą Paulo Sousy? 

Piechniczek o Sousie: - Przestraszył się

Trudno zrozumieć ten nagły zwrot Paulo Sousy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje