Kajakowy koszmar Biało-Czerwonych. To miał być medal, dwie świetne osady
Mamy dwa znakomite duety w kobiecym K-2, obie polskie osady leciały do Francji z medalowymi marzeniami. Ta doświadczona, z Karoliną Nają i Anną Puławską, i ta znacznie młodsza: z Martyną Klatt i Heleną Wiśniewską. Jedne i drugie to medalistki mistrzostw świata, awans do finału wydawał się być formalnością. Prawda okazałą się dla Biało-Czerwonych brutalna, wielka forma gdzieś się ulotniła. I w końcówce półfinału żal było patrzeć na słabnące polskie osady. Medalowa seria w tej konkurencji została przerwana.

Karolina Naja przyjechała do Paryża po swój medal na czwartych igrzyskach olimpijskich z rzędu, piąty w ogóle. Mogła dołączyć do największych legend w historii całego polskiego sportu, Ireny Szewińskiej i Jerzego Pawłowskiego - im też ta sztuka udała się w czterech różnych miejscach.
Jednocześnie w czwartek pierwszą wielką okazję straciła, "Atomówkom" zabrakło 24 setnych sekundy, by w K-4 na 500 metrów dogonić Węgry i wywalczyć brąz. Mimo, że dystans zmniejszał się z każdym pokonywanym metrem.
Została więc druga szansa, w dwójkach, gdzie wspólnie z Anną Puławską broniły srebra wywalczonego trzy lata temu w Tokio. A tu wyrosły im też wielkie konkurentki, na dodatek... na rodzimym podwórku.
Polki walczyły o finał K-2, płynęły obok siebie. Koniec był zaskakujący
Mamy bowiem w K-2 dwie świetne osady: duet doświadczony i duet znacznie młodszy. Naja ma już 34 lata, ogromne doświadczenie i wiele medali, Puławska jest od niej o sześć lat młodsza. Klatt i Wiśniewska to kajakarki z rocznika 1999, wielką klasę pokazały już w zeszłorocznych mistrzostwach świata w Duisburgu. Złoto w K-2 na 200 m to jedno, bo to nie jest olimpijska konkurencja, ale już srebro w K-2 na 500 metrów trzeba równie mocno docenić. Pokazało ich przynależność do światowej czołówki.
Obie polskie dwójki popłynęły już w pierwszym półfinale, na dodatek obok siebie, na piątym i szóstym torze. Skład wydawał się sprzyjać temu, by znalazły się w najlepszej czwórce, a tylko cztery z ośmiu miały awansować do wielkiego finału A. Największe faworytki: Nowozelandki z Lisą Carrington, która w czwartek cieszyła się z szóstego olimpijskiego złota, znalazły się w tym drugim.
Tyle że od początku coś jakby nie grało, zwłaszcza z duetem Naja/Puławska. Czwarte w połowie dystansu, to jeszcze można było zaakceptować. W końcu na miejscu dającym awans. Ale później wyraźnie osłabły, przestały się liczyć. A Klatt z Wiśniewską były niemal równo z prowadzącymi Niemkami. I one tez osłabły, straciły trzecią pozycję po 250 metrach Skończyły szóste, do awansu zabrakło blisko pół sekundy. Nawet Meksykanki znalazły się wyżej.
Ostatecznie Polki popłynęły w finale B - o dziewiąte miejsce. Klatt i Wiśniewska finiszowały trzecie, to dało im 11. miejsce łącznie. A Naja i Puławska - zaraz za nimi.
Złoto zaś wywalczyły Nowozelandki: Lisa Carrington (siódme złoto w ogóle, drugie w Paryżu) i Alicia Hoskin, srebro Węgierki (Tamara Csipes i Alida Dora Gazso), a brąz Niemki z byłą reprezentantką Polski Pauliną Paszek i Jule Marie Hoske oraz ex aequo Węgierki (Noemi Pupp/Sara Fojt).
Zobacz również:













