"Juras" zaprasza Lewandowskiego na tor Ninja. "Jest na szczycie mojej listy"
Łukasz "Juras" Jurkowski to postać, którą znają chyba wszyscy Polacy. Niegdyś gwiazdor KSW, a dziś postać mocno związana z Legią Warszawa i jeden z prowadzących w Ninja Warrior Polska. Tuż przed finałem 12. edycji tego show 45-latek w rozmowie z Interią Sport opowiedział o kulisach programu, najlepiej wspominanej walce w MMA, podzielił się odczuciami nt. przejścia Marka Papszuna do Legii Warszawa i... skomentował działania Łatwoganga oraz Bedoesa, którzy rozpoczęli akcję charytatywną, o której mówi dziś cała Polska.

Amanda Gawron, Interia Sport: Jak to się stało, że trafiłeś do programu Ninja Warrior Polska?
Łukasz "Juras" Jurkowski: - Przechodziłem obok. (śmiech) A tak naprawdę, to dostałem telefon od Jurka Mielewskiego, że format Ninja Warrior wchodzi do Polski, że szukają komentatora sportowego. I to w zasadzie dzięki Jurkowi jestem w tym programie, bo wiem, że na początku był inny pomysł na prowadzących. Ale Jurek stale powtarzał, że nikt nie zrobi tego lepiej niż ja. Jake Vision szybko ten pomysł podchwycił, w zasadzie spotkaliśmy się już następnego dnia, aby zrobić taki mały "casting". Z tym, że ja się z Jurkiem Mielewskim znam prywatnie od wielu lat, więc to takie nasze naturalne "flow" wszyscy kupili. Bo to, co widzowie widzą w programie, to my tacy jesteśmy w stosunku do siebie na co dzień. Nie ma w tym żadnej gry. Jeśli chodzi o sam zamysł, to mogę zaznaczyć, że byłem wielkim fanem tego formatu jeszcze zanim on przyjechał do Polski, więc mówiąc tak bardzo kolokwialnie - jarałem się jak dziecko, że będę miał okazję to prowadzić.
Teraz w Telewizji Polsat transmitowana jest 12. edycja programu.
- Tak jest.
Na przestrzeni ostatnich lat wiele się zmieniło - teraz na torze możemy oglądać także panie, zawodników z zagranicy, a także… nastolatków. Nie ma chyba lepszego dowodu na to, że zawody ninja cieszą się w naszym kraju coraz większą popularnością, także wśród dzieci i młodzieży.
- Program zrobił absolutnie robotę dla rozwoju tej subkultury - bo to już można śmiało nazwać subkulturą - ninja w Polsce. Wraz z rozwojem programu jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać kolejne tory - i to takie już w pełni profesjonalne. Kiedyś był chyba jeden tor gdzieś pod Warszawą, a teraz takie parki ninja są praktycznie we wszystkich dzielnicach w stolicy. Ludzie mogą na taki park przyjść, wypróbować. Wielu zawodników i zawodniczek Ninja Warrior Polska poszło całkowicie w tym kierunku, żyją tylko z tego - wielu z nich pootwierało swoje kluby, które pękają w szwach. To cudowne. Szczególnie, jeśli chodzi o dzieciaki, bo dzieci są naprawdę dużą grupą odbiorców naszego programu. No ale kto z nas za młodu nie wisiał na trzepakach i próbował różnych akrobacji. A teraz te dzieciaki mają szansę realnie rozwijać się właśnie w tym kierunku, bo wiedzą, że mogą być kolejnymi Jankami Tatarowiczami.
Jest to coś pięknego.
- U mnie się raduje serduszko, gdy patrzę, jak są otwierane kolejne tory. Ludzie przysyłają mi często filmy ze swoimi dziećmi, które śmigają po torze i piszą do mnie: "Juras, szykuj miejsce w Ninja Warrior". To pokazuje, jak wiele fajnego zrobiliśmy dla tego sportu jako program. Także tutaj brawa dla absolutnie całej ekipy zaangażowanej w jego produkcję.
A propos programu i rozwoju ninja w Polsce, rozmawiałam ostatnio z Damianem Drzewieckim i mówiłam mu, że patrząc na to z boku ma się wrażenie, że Ninja Warrior to nie tylko rywalizacja, a zawodnicy są dla siebie jak rodzina, mocno się wspierają. Damian opowiadał też o swoim klubie i mówił, że jego najmłodsi podopieczni już z zapartym tchem czekają na to, aby przekroczyć ten limit wiekowy i wystartować w programie.
- Albo powinniśmy stworzyć program "Ninja Junior". Absolutnie mamy zawodników i zawodniczki w wieku około 11-12 lat, którzy poziomem są gotowi, żeby rywalizować na najwyższym poziomie. Wiem, bo widziałem.
To naprawdę byłoby coś. Wróćmy jednak na ten moment do rywalizacji seniorów. W tym sezonie nie brakowało emocji. Ty sam mówiłeś, że twoim zdaniem były to najlepsze półfinały jakie kiedykolwiek oglądałeś. W finale walczyć będzie wielu naprawdę niesamowitych i doświadczonych zawodników. Czy masz może swoich faworytów?
- Faworyt jest zawsze jeden - Jan Tatarowicz. Jego oglądać na torze jest przyjemnością. Ogólnie faworytami do zwycięstwa są co prawda Clement Gravier i Samuel Folsom, czyli zawodnicy spoza naszego kraju, ale pamiętajmy, że w sporcie czasami decyduje forma dnia danych zawodników. Jest myślę, że to będzie kluczowe. No i zobaczymy, kto we wtorek zwycięży w tym wielkim finale.
W programie Ninja Warrior Polska swoich sił na torze w przeszłości próbowali także profesjonalni sportowcy, w tym m.in. Piotr Lisek, Mariusz Pudzianowski i Bartosz Bednorz. Gdybyś to ty podejmował kluczowe decyzje, jakich sportowców ty chciałbyś zobaczyć w roli ninja?
- To dobre pytanie. Na pewno chciałbym zobaczyć najlepszych polskich sportowców, więc wiadomo, że Robert Lewandowski byłby na szczycie mojej listy. Nie wiem kurczę, jeśli mam być szczery. Aśkę Jędrzejczyk próbowałem namówić, ale ona chyba nie chce wejść na tor, co w pełni rozumiem. Natomiast wielu zawodników MMA już miało okazję być w programie, więc wiadomo, że dla mnie to coś ważnego.
Jeśli już mówimy o sporcie, to nie można zapominać, że za tobą wiele lat obfitej w sukcesy kariery w sportach walki. To właśnie ty miałeś okazję zapisać się w historii polskiego MMA i wygrać pierwszy turniej Konfrontacji Sztuk Walki z 2004 roku. W kolejnych latach występów w oktagonie zaliczyłeś jeszcze wiele, a po zakończeniu kariery jako pierwszy zawodnik w historii trafiłeś do Hall of Fame KSW. Którą walkę najlepiej wspominasz i jesteś z niej najbardziej dumny?
- Ja generalnie nie przywiązuje za bardzo wagi i gradacji walk według ich ważności. Nie potrafię wskazać, czy dana walka była najlepsza, bo na to składa się wiele czynników. Jeżeli mam wybrać jedną, to... Na pewno nie była to najlepsza walka w moim wykonaniu, może niezbyt była widowiskowa, ale na pewno niosła ze sobą największy do udźwignięcia ciężar. Byłby to powrót po prawie siedmiu latach przerwy w zawodowym sporcie i powrót od razu na Stadion Narodowy. Wychodziłem do klatki do utworu "Sen o Warszawie", na oczach 60 tysięcy ludzi. I jeszcze rywal, który był na prawdę mocno rozpędzony... Tak, to była chyba najważniejsza walka w mojej sportowej karierze, ale tak jak mówię, wynika z tego wiele składowych.
MMA to jednak nie jedyna dyscyplina bliska twojemu sercu. Nie jest przecież tajemnicą, że jesteś wielkim fanem piłki nożnej
- Futbol jest dla mnie najważniejszy, MMA to dyscyplina numer dwa.
A więc porozmawiajmy o futbolu, a konkretniej o Legii Warszawa. W grudniu stało się jasne, że nowym szkoleniowcem w stołecznym klubie będzie Marek Papszun. Jak ty zareagowałeś na to ogłoszenie? Byłeś zadowolony w takiego obrotu sytuacji, czy raczej sceptycznie nastawiony?
- Zadowolony, jak najbardziej. Jestem wielkim fanem talentu i tego, co Marek Papszun robi z zespołem, co pokazał w Rakowie Częstochowa. Z Markiem znamy się prywatnie i ja czekałem na to, żeby on przyszedł do Legii, bo to Warszawiak, Legionista. Wiedziałem, że to kwestia czasu, aby dostał tę szansę. I mam nadzieję, że on w tym klubie zostanie na lata i powoli będzie budował ten zespół. Prosiłbym wszystkich na górze, aby uzbroić się w cierpliwość i dać trenerowi Papszunowi wolnej ręki.
A my możemy jedynie dołączyć do tej prośby i mieć nadzieję, że pójdzie to w dobrym kierunku.
- Tak jest. Cieszę się, tym bardziej, że w sztabie trenerskim jest mój kolega, Michał Garny, który jest odpowiedzialny za przygotowanie atletyczne. Mam przyjemność być ojcem chrzestnym jego córki, współpracowałem z nim też przy okazji przygotowań do wielu moich walk pod względem atletycznym. Także mam "swoich" ludzi w sztabie (śmiech).
Legia po raz ostatni mistrzostwo Polski zdobyła w sezonie 2020/2021. Od tamtej pory po końcowy triumf dwa razy sięgał Lech Poznań, wygrywały też kluby Raków Częstochowa i Jagiellonia Białystok. A która drużyna twoim zdaniem sięgnie po mistrzostwo w tym sezonie?
- Lech Poznań. Myślę, że dowiozą.
Poruszmy jeszcze jeden z najważniejszych obecnie tematów w naszym kraju. Legia Warszawa jako jeden z wielu klubów piłkarskich zabrała głos na temat live'a Łatwoganga i zbiórce funduszy na wsparcie fundacji Cancer Fighters. Akcję wsparli także m.in. Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Jan Bednarek, a także Arka Gdynia, Cracovia i Korona Kielce. Czy masz jakąś wiadomość, którą chciałbyś przekazać osobom, które wsparły tę piękną inicjatywę lub naszym małysz bohaterom, dla których zbierane są te pieniądze?
- Ja powiem w ten sposób: mam przyjemność współpracować z fundacją Cancer Fighters od wielu już lat. Działamy razem prawie od samego początku i wielokrotnie gościłem na oddziałach dziecięcej onkologii. I jak patrzę na to szaleństwo, które teraz zapoczątkował Bedoes i rozkręcił Łatwogang, ile osób zaangażowało się w to, aby dla Cancer Fighters zbierać fundusze. Fundusze, które pomogą w walce tym małym wojownikom, bo to naprawdę są wojownicy. Miałem okazję wielu z nich poznać osobiście. I kurdę, raduje się serduszko, ukłony absolutnie dla wszystkich zaangażowanych w tę akcję. To pokazuje, że jesteśmy jako ludzie fajnymi postaciami. Jeszcze raz brawa dla wszystkich, którzy wpłacili choćby złotóweczkę na to, wszystkich zaangażowanych w promocję i niech to pokaże, że można robić w internecie fajne rzeczy dla innych.














