Reklama

Reklama

Wpadka Flames, kary Oliwy

Calgary Flames z Krzysztofem Oliwą w składzie niespodziewanie przegrali przed własną publicznością z Chicago Blackhawks 3:5 w piątkowym spotkaniu National Hockey League.

Polak chociaż spędził na lodzie jedynie 2 minuty i 37 sekundy, zdążył w tym czasie dwukrotnie za bójki powędrować na ławkę kar. Oliwa w hokejowym "areszcie" przebywał w sumie 10 minut.

Ten mecz miał skończyć się tylko jednym rezultatem, zwycięstwem Flames. Ich sytuacja w Konferencji Zachodniej jest bardzo niestabilna. Calgary znajduje się w grupie 5 zespołów plasujących się na miejscach 5 - 9 , gdzie różnica wynosi zaledwie 1 punkt. Każdy mecz przynosi zmianę zajmowanego miejsca, a każdy punkt może w późniejszym rozrachunku decydować o zakwalifikowaniu się bądź nie do rundy finałowej.

Reklama

Zespół Chicago Blackhawks z drugiej strony nie ma już o co w zasadzie walczyć. Zajmują ostatnie miejsce w Zachodniej Konferencji, bez szans na awans. O słabości tego zespołu dobitnie świadczy i fakt, iż zespół z wietrznego miasta przegrał ostatnie 19 wyjazdowych spotkań pod rząd.

Trenerowie obu zespołów noszą to samo nazwisko, Sutter. Zbieżność nieprzypadkowa, Daryl i Brian są braćmi, grali w przeszłości w NHL, a co ciekawsze Brian obecny trener "Czarnych Jastrzębi" był przez parę lat również trenerem Calgary Flames.

Jeszcze mecz na dobre nie zaczął się, a tu konsternacja. Blackhawks zdobyło gola już w 1 min. Wszystko zaczyna się od bramkarza Calgary Flames, Romana Turka, który w niegroźnej sytuacji za własną bramką zagrał wprost do stojącego obok "Jastrzębia" Caldery. Ten podał do Ruutu, który nie miał żadnych problemów z umieszczeniem krążka w pustej bramce "Płomieni". Flames wyrównało w 7 min. Najlepszy napastnik kanadyjskiego zespołu Jarome Iginla zdobył swą 20 bramkę w tym sezonie, wykorzystując doskonałe podanie Conroya. 2 minuty później zaznaczył swą obecność Krzysztof Oliwa. Jego walka z Aikenem nie przyniosła rozstrzygnięcia, ale sędziowie dali obu zawodnikom po 5 min na ochłonięcie. Kolejny gol dla Flames padł w 17 min w trakcie przewagi, kiedy to kolejne doskonałe podanie Conroya wykorzystał Lydman. Była to 19 asysta Conroya, przy zaledwie jednym golu zdobytym dotychczas przez tego zawodnika.

Druga tercja to był mocny męski hokej. 6 kar i 2 następne gole, ale co ciekawe zdobyte w czasie gdy oba zespoły grały w pełnych składach. Najpierw podwyższył na 3:1 dla Calgary Jarome Iginla. Jego indywidualną akcję w środkowej części lodowiska zakończył pięknym strzałem z dystansu w górne okienko bramki Passmore. Tuż po wznowieniu ponownie Oliwa wdał się w "dyskusję", tym razem z Shawnem Thornton'em. Tak jak w przypadku pierwszej potyczki polskiego Enforcera, było więcej przepychania niż uderzeń, jednak obaj powędrowali na 5 min na ławkę kar. Była to 20 większa kara Oliwy w tym sezonie. Calgary miało w całej tercji trzykrotnie przewagę zawodnika, ale nie potrafiło skapitalizować tego. W końcowej części tercji Chicago strzeliło kontaktową bramkę, wykorzystując potężne zamieszanie pod bramką Calgary.

Nikt z widowni wypełnionego po brzegi Pengrowth Saddledome Stadium w Calgary chyba nie spodziewał się tego, co nastąpiło w 3 tercji. Zaczęło się od bramki Arnasona doprowadzającej do remisu, który wykorzystał źle obroniony przez Turka strzał Berarda. Calgary nie ochłonęło jeszcze po tym, a minutę później sytuacja zmienia się diametralnie. Zespół z Chicago objął prowadzenie za sprawą Sullivana. Ekipa z Calgary próbowała wyrównać, ale to Blackhawks znowu zdobyli gola po kolejnej kontrze. Wynik na 5:3 podwyższył Bell (to już 14. gol w sezonie tego zawodnika). "Płomienie" starali się zmienić niekorzystny rezultat aż do końca spotkania, ale obrona Chicago jak i ich bramkarz byli już nie do ugryzienia.

Chicago wygrało spotkanie 5:3, odczarowując w końcu fatum wiszące nad tym zespołem na meczach wyjazdowych. Na uwagę zasługuje strzelenie przez ten zespół 4 kolejnych goli w ciągu 15 minut, kiedy zmienili wynik z 1:3 na 5:3.

Calgary Flames przegrało mecz którego nie powinno przegrać. Prowadząc dwiema bramkami z zespołem takim jak Blackhawks, wydawało się, że nie powinni mieć problemów z utrzymaniem korzystnego rezultatu. Ta porażka kosztowała ich spadek na 8 pozycję, ostatnią premiowaną awansem do play-off.

Janusz Kałaczyński, Calgary

Komplet widzów w Anaheim (ponad 17. tysięcy) wielce nieprzychylnie przyjął swych byłych ulubieńców Paula Kariyę i Fina Teemu Selaenne, obecnie grających w drużynie Colorado Avalanche. Szczególnie nieprzyjemnie został potraktowany Kariya, którego każdy kontakt z krążkiem został skwitowany buczeniem.

Goście - liderzy Konferencji Zachodniej - widać byli skonfundowani taką reakcję publiczności, bowiem przegrali z najsłabszą drużyną Pacific Division, Mighty Ducks, w dogrywce, 3:4.

Bramki dla Mighty Ducks strzelili: Czech Vaclav Prospal, Steve Rucchin, Rosjanin Siergiej Fiodorow i Szwed Niclas Havelid, dla Avalanche: Szwed Peter Forsberg, Steve Konowalchuk i Joe Sakic.

Hokeiści Buffalo Sabres sprawili niespodziankę w Madison Square Garden i pokonali New York Rangers 3:1. Sukces drużynie gości zapewniły bramki Daniela Briere'a, Chrisa Drury'ego i Czecha Alesa Kotalika. Jedynego gola dla Rangers uzyskał Dale Purinton. W zespole gospodarzy zabrakło Erica Lindrosa, który w poprzednim meczu doznał wstrząsu mózgu, ósmego w swej karierze.

Sabres, zajmujący ostatnie miejsce w Northeast Division sklasyfikowani są na dziewiątej pozycji w rankingu Konferencji Wschodniej. Ósme miejsce zajmuje drużyna Mariusza Czerkawskiego, New York Islanders, mająca dorobek o pięć większy niż hokeiści z Buffalo.

Wyniki piątkowych meczów NHL: 
New York Rangers - Buffalo Sabres       1:3 
Atlanta Thrashers - Toronto Maple Leafs 1:4
Dallas Stars - San Jose Sharks          3:1
Calgary Flames - Chicago Blackhawks     3:5
Mighty Ducks - Colorado Avalanche       3:4

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje