Reklama

Reklama

Porażka Flames, Oliwa bez kar

Calgary Flames z Krzysztofem Oliwą w składzie przegrali w San Jose z miejscowymi Sharks 1:4 w środowym spotkaniu National Hockey League.

Polak przebywał na lodzie 6 minut oraz 33 sekundy i po raz drugi z rzędu zakończył mecz bez pobytu na ławce kar.

Była to 18. porażka "Płomieni" w regulaminowym czasie gry. Dotychczas trzy mecze zakończyły się ich przegraną po dogrywce. Mają na koncie także 25 zwycięstw i cztery remisy. Z dorobkiem 57 punktów zajmują trzecie miejsce w tabeli Northwest Division.

Mecz pomiędzy Sharks a Flames miał być spotkaniem zespołów o bardzo zbliżonej do siebie koncepcji gry. Obie drużyny cechuje bardzo skuteczna gra obronna. W dotychczasowych meczach wpuściły dokładnie tyle samo, czyli 102 gole, będąc pod tym względem najlepszymi zespołami Konferencji Zachodniej, a w całej lidze NHL ustępując tylko mistrzom nad mistrze w tej dziedzinie, New Jersey Devils.

Reklama

Statystyka przed spotkaniem raczej faworyzowała "Rekiny". Siłą kalifornijskiego zespołu jest jego wyrównany skład. Ron Wilson trener Sharks dysponuje napastnikami z których tworzy 4 w pełni wartościowe linie ataku, mając możliwość ustawiania zawodników dowolnie w razie potrzeby komfort, którego trener Flames Darryl Sutter nie posiada.

Co prawda w dwóch dotychczasowych spotkaniach tego sezonu lepsze okazały się "Płomienie", ale miało to miejsce na ich własnym lodowisku. Kanadyjski zespół przegrał pod rząd ostatnie 3 mecze w San Jose. Nie polepszał sytuacji też fakt, iż w tym sezonie Sharks okazuje się niesamowicie silne na własnym lodowisku - w ostatnich 19 meczach przed własną publicznością wygrali aż 17 spotkań.

Początkowe minuty to ostrożna gra z obu stron, z przewagą bardziej zdecydowanie atakujących Sharks. Ich szósty strzał w meczu przyniósł im prowadzenie. W 7. min Rathje zdobył gola strzelonego z dystansu. Sharks nie spoczęło na laurach , nadal atakując bramkę Turka, a Calgary zaczęło "otrząsać się" z chwilowego szoku i zaczęło bardziej zdecydowanie niepokoić Nabokova.

Gra stała się bardziej agresywna, co znalazło wkrótce odzwierciedlenie w karach dla zawodników. Na ławkę kar powędrowali Regehr i Gelinas z Flames, a po nich na podwójną karę 4 min strzelec bramki dla Sharks, Rathje. Oba zespoły nie potrafiły wykorzystać okresów gry w przewadze, choć w 19 min pierwszy atak Calgary spowodował spore zamieszanie pod bramką przeciwnika. Tercja zakończyła się prowadzeniem 1:0 "Rekinów", przeważających również i w liczbie oddanych strzałów, 12-8.

Kolejna tercja zaczęła się od szybkiego wyrównania 1:1. W 24. min Gelinas zaskoczył bramkarza San Jose Nabokova, na uwagę zasługuje asysta Craiga Conroya, którego powrót po kontuzji był długo oczekiwany. Sharks nie pozwoliły Calgary pójść za ciosem; sami zaatakowali bramkę przeciwnika z pasją.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Czołowy strzelec Sharks, Patrick Marleau wyszedł na czystą pozycję, nie dając najmniejszych szans Romanowi Turkowi zdobywając kolejną, już 20 bramkę w tym sezonie, co ma miejsce w czasie pobytu Krzysztofa Oliwy na lodowisku. Powtórzyła się więc sytuacja z pierwszej tercji, i zespół z Calgary znowu zaczął przeważać. Dwie minuty przed końcem doszło do bójki. Na ławkę kar na 2 min ponownie idzie Regehr z Calgary za niebezpieczną grę wysokim kijem, a większą karę 5 minut otrzymali Kobasew za sprowokowanie bójki oraz Dimitrakos za mocne lanie jakie sprawił zawodnikowi Calgary. Minutę później trafił na ławkę kar również kolejny Shark, weteran Patrick Damphouse. Tercja kończy się ponownie prowadzeniem "Rekinów" , 2:1 i przewagą oddanych celnych strzałów 24-14.

Trzecia tercja na początku to głównie walka w neutralnej części lodowiska. Wszystko zmienia się, gdy karę otrzymał rekonwalescent Conroy. W ciągu dwóch przewagi San Jose oddało 5 strzałów na bramkę Calgary, jednakże bez zmiany wyniku.

Kolejne minuty to podręcznikowy pokaz doskonałej gry obronnej w wykonaniu San Jose Sharks. W ciągu 10 min Calgary udało się strzelić zaledwie dwukrotnie na bramkę zespołu z Kalifornii. Ekipa z San Jose czekała na swą okazję i dopięła w końcu swego. W 58. min Marleau ponownie wpisał się na listę strzelców. Piękna wymiana między nim a Marco Sturmem, wręcz ośmieszyła obronę przeciwnika. 3:1 dla Sharks na dwie minuty przed końcem i sytuacja zespołu z Kanady stała się rozpaczliwa. Wycofanie bramkarza pod koniec meczu nie dało rezultatu, a 10 sekund przed końcem meczu kolejny zawodnik Sharks, ScottThornton strzelił do pustej bramki Flames. 4:1 i koniec spotkania.

Calgary Flames zawiodło na całej linii. Żaden z elementów gry, zarówno defensywnej i ofensywnej nie mógł satysfakcjonować ani graczy ani trenera. Szczególnie przewaga Sharks w oddanych strzałach na bramkę 35-19, wymownie świadczy o ich zasłużonym zwycięstwie.

Krzysztof Oliwa spędził najmniej ze wszystkich zawodników Flames na lodowisku, tylko 6 min 33 sek , biorąc udział w 9 zmianach, nie mając tym razem okazji do oddania ani jednego strzału.

Janusz Kałaczyński, Calgary

New York Rangers przegrali w Madison Square Garden z Washington Capitals 1:2. To spora niespodzianka. Capitals są jedną z trzech drużyn o najgorszym dorobku punktowym w lidze. Rangers w dotychczasowych zmaganiach zgromadzili 12 punktów więcej.

Swoistego smaczku środowemu pojedynkowi dodała obecność w barwach Rangers jednego z najlepiej zarabiających hokeistów świata (kontrakt na 11 mln dolarów rocznie), Czecha Jaromira Jagra, który pięć dni wcześniej był zawodnikiem Capitals. O sukcesie gości zadecydowały bramki Jeffa Helperna i Trenta Whitfielda. Gola dla Rangers, w 46 min przy stanie 0:2, zdobył Czech Martin Ruczinsky. W bramce Capitals bardzo dobrze spisywał się Niemiec (urodzony w RPA) Olaf Koelzig. Obronił 32 strzały, w tym sześć - Jagra.

Podczas meczu doszło do nieprzyjemnego incydentu, jakim był faul Jasona Doiga na czołowym zawodniku Rangers, Ericu Lindrosie. Gwiazdor nowojorskiej drużyny, Lindros został w drugiej tercji "rzucony" przez rywala na bandę i przez pewnie czas nie mógł dojść do siebie. Wkrótce jednak stanął do wznowienia gry i... rozpoczął bójkę z Doigiem. Obaj zostali odesłani na ławkę kar na pięć minut.

Podczas przerwy między tercjami Lindrosa zbadał lekarz i stwierdził wstrząs mózgu. To ósmy tego rodzaju uraz Lindrosa w jego karierze. Lindros nie grał już w trzeciej tercji i nie wiadomo, kiedy wróci na lodowisko. Młodszy brat 31-letniego Erica, Brett kilka lat temu zrezygnował z gry w hokeja, także z powodu doznanych wstrząsów mózgu.

W środę do ekipy z Waszyngtonu dotarła wiadomość o karze 100 tysięcy dolarów, nałożonej na właściciela klubu, Teda Leonsisa. To sankcje za awanturę w jaką wdał się Leonsis z jednym z kibiców Capitals, mającym pretensję o słabe wyniki stołecznej drużyny hokeistów. NHL ponadto zdyskwalifikował Leonsisa na tydzień.

Na lodowisko wrócił hokeista Atlanta Thrashers, Dany Heatley, po wrześniowym wypadku samochodowym, w którym zginął jego kolega z drużyny Dan Snyder (Heatley prowadził samochód). Przed meczem z St. Louis Blues zawodnicy z Atlanty i kibice uczcili pamięć Snydera. Mecz zakończył się po dogrywce remisem 1:1. Bramkę dla Thrashers uzyskał Jeff Cowan, dla Blues Scott Mellanby.

Punkt, 66, zdobyty w Sunrise w meczu z Florida Panthers (3:3) dał hokeistom Philadelphia Flyers samodzielną pozycję lidera Konferencji Wschodniej. Dla zespołu z Filadelfii bramki uzyskali - Fin Joni Pitkanen dwie oraz Eric Weinrich, dla Panthers: Szwed Andreas Lilja, Słowak Juraj Kolnik oraz inny Szwed Kristian Huselius. Lepszym od Flyers bilansem punktowym w lidze legitymują się tylko liderzy Konferencji Zachodniej, hokeiści Colorado Avalanche, którzy zdobyli 68 pkt. Grająca w Atlantic division, z drużyną z Filadelfii, ekipa Mariusza Czerkawskiego, New York Islanders zajmuje trzecie miejsce z dorobkiem 54 pkt.

Zobacz wyniki i zdobywców goli w meczach NHL z 28 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje