Reklama

Reklama

Oliwa ulubieńcem kibiców

Dla Calgary Flames było to ostatnie spotkanie regularnego sezonu 2003/2004 przed własną publicznością. Tak się również złożyło, że wygrana w tym meczu zapewniała kanadyjskiemu zespołowi awans do play-off, po 8 kolejnych latach bez rundy finałowej. Nic dziwnego, że zespół Krzysztofa Oliwy chciał godnie pożegnać się ze swoją publicznością, co się zresztą stało.

Dla Calgary Flames było to ostatnie spotkanie regularnego sezonu 2003/2004 przed własną publicznością. Tak się również złożyło, że wygrana w tym meczu zapewniała kanadyjskiemu zespołowi awans do play-off, po 8 kolejnych latach bez rundy finałowej. Nic dziwnego, że zespół Krzysztofa Oliwy chciał godnie pożegnać się ze swoją publicznością, co się zresztą stało.

"Płomienie" wygrały to spotkanie najmniejszym z możliwych rezultatów, 1:0. Szczęśliwym zdobywcą bramki okazał się nie kto inny jak Jarome Iginla, który zanotował 40. trafienie w tym sezonie, obejmując prowadzenie w tej klasyfikacji ex equo wraz z Rickiem Nash'em z Columbus Blue Jackets.

Jedyny gol spotkania padł w pierwszej tercji, po zamieszaniu pod bramką bardzo dobrze grającego tego dnia bramkarza Phoenix, Johnsona Brenta, broniącego 31 strzałów w ciągu całego meczu. Jego vis-a-vis w bramce Calgary, Mikka Kiprusoff zachował czyste konto już 4 raz w tym sezonie, broniąc wszystkie 27 strzałów rywali, z czego ponad połowę w ostatniej tercji. Oba zespoły miały z resztą szereg dogodnych okazji do uzyskania kolejnych trafień, parę sytuacji sam na sam z bramkarzami, "Kojoty" zaś dwukrotnie słupek uchronił od większej przegranej.

Reklama

Jednak najpopularniejszym zawodnikem w wypełnionym do ostatniego miejsca Saddledome okazał się... Krzysztof Oliwa !. Polak zagrał w sumie niecałe 5 min, nie oddał żadnego strzału ani - co niecodzienne - nie uczestniczył w żadnej bójce. Jednak OLIWA, OLIWA było skandowane wielokrotnie przez ponad 18.000 gardeł ( przeze mnie zresztą też :-).

Ostatnie parę minut cała praktycznie hala obejrzała na stojąco. Doping dla Flames był ogłuszający, wszyscy chcieli być świadkami tego, na co Calgary żyjące hokejem czekało długich 8 lat. Ostatnie 2 min to jeden wielki huragan oklasków a potem to już po prostu szał radości. Jeeeeeeeest !!!!! Marzenie stało się faktem, Calgary Flames zakwalifikowało się do play-off, mając jeszcze do rozegrania 2 mecze na wyjeździe.

Kibice długo jeszcze nie opuszczali miejsc, ciesząc się i wiwatując. Po zakończonym spotkaniu doszło do prezentacji całego zwycięskiego zespołu. Największe brawa za cały sezon zebrali bramkarz Mikka Kiprusoff oraz prawy napastnik Jarome Iginla. Największą jednak porcję braw dostał Krzysztof Oliwa, który stał się ulubieńcem kibiców. Jego poświęcenie dla drużyny, jak i serce do walki zjednały mu całe rzesze entuzjastów.

Calgary wchodzi do play-off i bardzo miło brzmią komentarze innych zespołów z Konferencji Zachodniej, które pytane na jaki zespół nie chciałyby trafić w pierwszej rundzie, odpowiedź brzmi zawsze tak samo: "nie na Calgary Flames", na zespól nieobliczalny, grający paradoksalnie najlepiej z najlepszymi zespołami. Z dotychczasowego przebiegu sezonu można pokusić się o stwierdzenie, że Calgary "nie leżą" tylko 2 drużyny: Dallas Stars i San Jose Sharks. Wszystko wskazuje na to, że przeciwnikiem w pierwszej rundzie będzie Colorado Avalanche, a co ciekawe nikomu z zespołu z Denver takie rozwiązanie się nie uśmiecha...

Janusz Kałaczyński, Calgary

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy