Reklama

Reklama

NHL. Tak Craig Berube poprowadził St. Louis do Pucharu Stanleya

Jako hokeista potrafił jednym ciosem rozłożyć na łopatki rywala i nigdy nie wyglądał na wielkiego myśliciela hokeja. Czasem pozory mylą. Potwierdził to Craig Berube, bo to o nim mowa, który jako trener odmienił St. Louis Blues, by nad ranem polskiego czasu zdobyć z nim pierwszy w historii klubu Puchar Stanleya.

Grecja mistrzem Europy, Porto wygrywa Ligę Mistrzów (2004 r.), Leicester najlepszy w Anglii, a teraz listę największych sensacji uzupełniają "Bluesmani". Klub, który jeszcze w styczniu był jednym z najgorszych w NHL zdobył Puchar Stanleya.

Wyobrażacie sobie, że nasz Krzysztof Oliwa zostaje trenerem? To pewnie jesteście sobie w stanie wyobrazić. Gorzej już z wyimaginowaniem sobie, że zostaje znakomitym szkoleniowcem. Takim właśnie jest Craig Berube - człowiek, który odmienił St. Louis.

Berube to kanadyjska wersja Oliwy. W NHL rozegrał 1051 meczów, w których zdobył ledwie 61 bramek, ale nie one były jego domeną. Craig był - jak to się teraz zwykło określać - zadaniowcem. Jego rolą było okładanie po twarzy przeciwników. W tamtym okresie w dobrym tonie było kontraktowanie hokeistów takich jak on, Oliwa czy Tie Domi, którzy do czysto hokejowych emocji dokładali te pięściarskie. Berube był jednym z lepszych hokejowych bokserów. Na poniższej walce posłał na deski, a raczej na lód samego Domiego, który uchodził za lidera wśród wojowników.

Reklama


Z Tie’em Domim nie potrafił sobie poradzić nawet nasz Krzysztof Oliwa, który do ułomków nie należał.

- Z tym Domim to nawet nie wiesz kiedy, a już jest po walce - rozkładał ręce nasz hokeista, gdy zapytaliśmy go o bójki z niższym o głowę Kanadyjczykiem.

Wróćmy jednak do Berube. Przez 18 lat był związany z Philapdelphia Flyers. Tam też zaczął parać się trenerką. Po raz pierwszy głównym trenerem został w 2006 r., gdy po dwóch latach współpracy w roli asystenta, powierzono mu prowadzenie filialnej drużyny Phantoms, z ligi AHL

- To jeden z mądrzejszych facetów, z jakimi miałem do czynienia w hokeju - ocenił szef "Lotników" Paul Holmgren, który Berube powierzył Flyersów w 2013 r. Craig odpłacił się awansem do fazy play-off, by odpaść w pierwszej rundzie.

W sezonie 2017/2018 i przez pierwsze dwa miesiące rozgrywek 2018/2019 Berube był w sztabie St. Louis Blues. 19 listopada szefostwo zwolniło Mike’a Yeo i awansowało na pierwszego trenera Berube. Pożar płonął: "Bluesmani" mieli tylko 17 pkt  i byli najgorsi w Central Division. W całej lidze 17 "oczek" miały też: Florida Panthers i Pittsburgh Penguins, o cztery mniej - najgorszy w stawce 31 ekip Los Angeles Kings (13 pkt).

O czwartym najgorszym zespole w mogliście powiedzieć  wtedy wiele, ale nie to, że zdobędzie Puchar Stanleya.

Metody Berube nie przyniosły owoców od razu, a jeśli już, to były nimi śliwki-robaczywki. Na początku stycznia zespół miał bilans 15 zwycięstw, 18 porażek, w tym cztery po dogrywce. Z 34 pkt był najsłabszą ekipą w NHL, razem z Ottawa Senators.

Wszystko odmieniła wspaniała, rekordowa w historii klubu seria 11 zwycięstw z rzędu, jaką chłopcy Berube ustanowili 21 lutego, pokonując po dogrywce Toronto Maple Leafs. Dzięki niej awansowali do fazy play off.

- Nie zastosowałem żadnej cudownej recepty na odmianę passy. Po prostu, konsekwentnie wykonywaliśmy swoją pracę, aż nadeszły zwycięstwa, a w raz z nimi wzrosła pewność siebie - opowiadał Berube po zdobyciu najstarszego trofeum w zawodowym sporcie.

- Ważną decyzją było wstawienie do bramki Jordana Binningtona, który w play-offie bronił wspaniale - dodał. I faktycznie, Binnington, który na początku sezonu rozegrał 16 meczów w lidze rezerw - AHL, zanotował bardzo dobrą fazę play-off. Skuteczność w San Antonio Rampage (klub AHL) miał 92.7 procent (obronionych strzałów) i dokładnie taką samą utrzymał w NHL, gdzie strzelają najlepsi na świecie. W fazie play off spadła mu nieznacznie, do 91.4 proc.

Kolejnym kluczem do Pucharu Stanleya był triumf w... Dzień Zwycięstwa. 8 maja St. Louis wisiało na włosku, w siódmym meczu ćwierćfinału play-off z Dallas, ale wygrało 2-1, po golu w dogrywce Patricka Maroona.

Craig uczył się od najlepszych. W 2009 r., pod skrzydłami Petera Laviolette’a (były trener Mariusza Czerkawskiego w NY Islanders - przyp. red.) Berube odpowiadał za ćwiczenie obrony podczas przewag liczebnych rywala i element ten stał się atutem zespołu.Z racji tego, że płynie w nim indiańska krew i jest jedynym szkoleniowcem w NHL z takimi korzeniami, obok byłego selekcjonera Polski - Teda Nolana, nazywają go "Wodzem".

Gdy Berube zaczynał karierę trenerską, niewielu wróżyło mu powodzenie. Choćby przez odpowiedzi, jakie dawał na pytania takie jak to:

Jaka będzie strategia zarządzania bramkarzami?

- Sądzę, że to się samo rozwiąże - filozoficznie odparł "Wódz"

Kolejne jego maksymy:

- O powodzeniu w hokeju decyduje przede wszystkim gra obronna całego zespołu. Gdy przejmowałem po raz pierwszy Flyersów zespół nie grał dobrze w fazie bez krążka. To musiało ulec zmianie. Bez tego ani rusz, musisz być aktywniejszy, rywalizować znacznie twardziej.

Jeżeli prezentujesz dobry hokej bez krążka, drużyna się jednoczy i jest na właściwej drodze do odebrania krążka i umieszczenia go w siatce przeciwnika - przekonuje. Gdy nie grasz wystarczająco dobrze bez krążka, to nie strzelasz goli.

- Wprowadź jakikolwiek system gry do zespołu i w stu procentach zaufaj każdemu zawodnikowi, jakiego masz w drużynie, a na pewno odniesiesz sukces - uważa wielki Craig.



MiBi

Reklama

Reklama

Reklama