Reklama

Reklama

NHL na krawędzi

15 września br. stało się jasne, że sezon 2004/05 w NHL nie rozpocznie się w wyznaczonym terminie. Trzy miesiące później jest coraz bardziej prawdopodobne, że nie odbędzie się w ogóle.

- Istnieje realne zagrożenie, że obecny sezon zostanie odwołany. Pozostaje mi tylko nadzieja, że tak się nie stanie - powiedział ligowy weteran Jim McKenzie, napastnik Nashville Predators. Wszystko rozbija się oczywiście o pieniądze. 15 września upłynęła 10-letnia umowa regulująca zasady płac hokeistów. Brak porozumienia w tej kwestii pomiędzy NHL, reprezentującą interesy właścicieli klubów, a NHLPA, związkiem zawodników, spowodował lokaut, czyli zawieszenie rozgrywek. Nowej umowy płacowej nie udało się wypracować ani wtedy, ani do teraz. Ostatnie spotkanie pomiędzy władzami NHL, a NHLPA odbyło się 14 grudnia w Toronto i nie przyniosło żadnych rezultatów. Obie strony sporu nie przyjęły swoich propozycji. Termin nowych rozmów nie został ustalony.

Reklama

- Liga odrzuciła nasze propozycje w zasadzie bez możliwości negocjacji - powiedział Bob Goodenow, dyrektor wykonawczy NHLPA. - Wydaje się, że lokaut będzie nadal trwał, jeżeli obie strony nie postarają się ze sobą współpracować. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby negocjacje nie zostały zerwane, a widzicie jaką odpowiedź dostaliśmy - dodał.

Co jest główną kością niezgody? Przede wszystkim salary cap (pułap płacy dla zawodników), do którego dąży NHL, a które jest nie do przyjęcia dla związku. - Według mnie o salary cup można mówić jeżeli wszystkie kluby będą miały taki sam pułap zarobków, w tym wypadku wolę raczej mówić o skali zarobków - stwierdził z kolei Gary Bettman, komisarz NHL. - Stworzyliśmy system, w którym koszty płac dla zawodników będą wahać się, w poszczególnych klubach, pomiędzy 34,6 a 38,6 mln dolarów - dodał.

- NHL nie za bardzo przyłożyła się do swojej oferty. W sumie przedstawiła te same propozycje, które złożyła w lipcu, dodając parę nowych rzeczy. Poza tym wierzymy, że każdy zespół ma już salary cap. Nazywa się budżet - swojego punktu widzenia broni Goodenow.

- Jeśli przedstawiciele związku nie uczynią kolejnego kroku naprzód, będzie to dowodziło, że jego liderzy bardzo dobrze wiedzą, iż ich propozycje nie uzdrowią niewydolnego w tym momencie systemu finansowego ligi i będziemy tak tkwić przez kilka lat - straszy Bettman.

Rozgrywki National Hockey League, która powstała w 1917 roku, już po raz trzeci zostały wstrzymane z powodów finansowych. Po raz pierwszy nastąpiło to w 1992 roku, kiedy w ciągu dziesięciodniowego strajku odwołano 30 meczów. Drugi raz taka sytuacja wydarzyła się w sezonie 1994/95, a przerwa w rozgrywkach trwała aż 103 dni. W końcu udało się dojść do porozumienia i sezon ruszył 11 stycznia, a drużyny w fazie zasadniczej rozegrały 48 z 82 zaplanowanych meczów. Obecny kryzys wydaje się być jednak poważniejszy od dwóch poprzednich. Może zakończyć się katastrofą, czyli odwołaniem całego sezonu. Byłby to pierwszy taki przypadek w zawodowych ligach amerykańskich. Na razie odwołano tylko przyszłoroczny Mecz Gwiazd, który miał odbyć się w Atlancie. - Myślę, że początek 2006 roku to może być najwcześniejsza data startu nowego sezonu - pesymistycznie stwierdził McKenzie. - Jimmy ma rację. Prawdopodobnie w grudniu 2005 i styczniu 2006 będziemy w takiej samej pozycji jak obecnie, czyli szukając rozwiązania patowej sytuacji - dodał Chris Pronger, obrońca St. Louis Blues.

Spór pomiędzy NHL a NHLPA zaoferował się rozwiązać Paul Martin, premier Kanady. - Możemy być mediatorem, jeżeli obie strony się na to zgodzą - powiedział. A czasu na rozwiązanie problemu nie pozostało już wiele. Jeżeli sezon 2004/05 ma w ogóle ruszyć rozmowy pomiędzy NHL a NHLPA muszą szybko zostać wznowione. Za niecały miesiąc Goodenow i Bettman nie będą już mieli możliwości żadnego manewru. Sezon zostanie stracony. - Sądzę, że hokej ma więcej klasy niż inne sporty - mimo wszystko twierdzi legenda tej gry Brett Hull, napastnik Phoenix Coyotes. Oby miał rację.

Na razie jednak ligi nie ma, dzięki czemu kibice w Europie mieli okazje zobaczyć gwiazdy NHL na żywo w akcji. Hokeiści zza oceanu, występując pod nazwą World Stars, odbyli tournee po Starym Kontynencie, którego ostatnim akordem jest mecz z reprezentacją Polski. Odbędzie się on 22 grudnia w katowickim "Spodku".

Paweł Pieprzyca

(na podstawie materiałów agencyjnych)

Dowiedz się więcej na temat: NHL | Na krawędzi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy