Reklama

Reklama

Kings zmniejszyli straty w rywalizacji z Blackhawks

Hokeiści Los Angeles Kings pokonali na własnym lodowisku Chicago Blackhawks 3-1 w finale Konferencji Zachodniej NHL. W serii do czterech zwycięstw wciąż prowadzą jednak "Czarne Jastrzębie", ale już tylko 2-1.

W czwartek "Królowie" będą chcieli wyrównać stan rywalizacji, zanim ta przeniesie się z powrotem do Chicago. Zwycięzca w finale Pucharu Stanleya zagra z lepszym z pary Boston Bruins - Pittsburgh Penguins.

Reklama

Broniący trofeum Kings objęli prowadzenie już w czwartej minucie. Wtedy gola strzelił Justin Williams. W 27. minucie podwyższył je Wiaczesław Wojnow, ale na 34 sekundy przed końcem drugiej tercji kontaktową bramkę dla Blackhawks zdobył Bryan Bickell.

Goście nie byli jednak już w stanie więcej razy pokonać Jonathana Quicka, który zanotował 19 skutecznych interwencji, natomiast gospodarze 28 sekund przed zakończeniem meczu, za sprawą Dwighta Kinga, wykorzystali opuszczoną bramkę, po tym gdy Corey Crawford zjechał do boksu, by Blackhawks mogli wpuścić dodatkowego napastnika.

W tym spotkaniu nie zabrakło też ostrych starć. Obrońca "Czarnych Jastrzębi" Duncan Keith uderzył kijem w twarz Jeffa Cartera, rozcinając mu brodę, za co trafił na cztery minuty na ławkę kar. - To był wypadek - tłumaczył się potem Keith.

Dowiedz się więcej na temat: NHL | Los Angeles Kings | Chicago Blackhawks | Jonathan Quick

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje