Reklama

Reklama

Chicago Blackhawks wygrali pierwszy finał 6-5

Aż 11 goli kibice NHL zobaczyli w pierwszym starciu finałowym o Puchar Stanleya. Młody zespół z "polskiego" miasta Chicago - Blackhawks pokonał Philadelphia Flyers 6-5!

Tylko w połowie meczu padło aż osiem goli! W nowoczesnym hokeju, gdy bramkarze mają lepszy sprzęt i umiejętności, a na dodatek wszystkie zespoły budowane są od defensywy, takie cuda rzadko się zdarzają!

Najpierw Leino podaniu na drugi słupek, bramkarz przeciął to podanie, ale krążek odbił się nieszczęśliwie od nogi obrońcy Chicago Hjalmarssona i wpadł do bramki. Radość gości trwała ledwie minutę, bo uderzeniem z koła bulikowego wyrównał Brouwer.

Reklama

Konia z rzędem temu, kto by się spodziewał, że po golu strzelonym w osłabieniu przez Bollanda (odebrał krążek Coburnowi i popędził sam na sam z bramkarzem Michaelem Leightonem strzelając mu pod pachę), "Lotnicy" odzyskają prowadzenie jeszcze w I tercji. A tak się stało, na 27 sekund przed jej końcem Briere zdobył gola na 2-3 (druga dobitka przy leżącym bramkarzu)! Wcześniej, na 2-2 wyrównał zarośnięty niczym niedźwiedź Hartnell w okresie przewagi liczebnej dobijając krążek po strzale Prongera.

Na początku II tercji goście ruszyli do natarcia ze zdwojoną energią, chcieli rozstrzygnąć losy meczu, ale zatrzymał ich fiński bramkarz Antti Niemi, który zatrzymał kontrę trzech na dwóch. Po interwencji Niemiego ruszyła kontra dwóch na jednego, Sharp zasymulował podanie, po czym wypalił z nadgarstka w okienko i zamiast 2-4 zrobiło się 3-3!

Walka cios za cios trwała aż do 49. min, gdy 28-letni Słowak z Iławy - Tomasz Kopecky zdobył gola, na który goście nie znaleźli odpowiedzi! Kopecky dostał znakomite podanie od Krisa Versteega, wyczekał do końca bramkarza i strzałem po lodzie tuż przy słupku ulokował krążek w sieci!

Warto dodać, że niewiele brakowało, a Kopeckiego nie byłoby w ogóle na lodzie! We wcześniejszej rywalizacji z San Jose Sharks trener Joel Quenneville wysłał go na trybuny, gdyż uznał, że Słowak jest za słaby.

- To wspaniały powrót - powiedział po meczu finałowym Quenneville.

- Nie było łatwo oglądać mecze z trybun. Tym bardziej, że to przecież decydująca faza sezonu, ale nie mogłem nic zrobić, tylko ciężko trenować, dawać z siebie 100 procent każdego dnia. I wierzyć, że to przyniesie efekty - powiedział Kopecky.

Cieprliwością wykazał się też Tomasz w sytucji, w której strzelił gola. - Nie jest łatwo o spokój i cierpliwość, gdy mecz jest tak ważny i toczy się w tak zawrotnym tempie. Ale gdy dostałem podanie od "Steegera" zauważyłem, że bramkarz wyjechał trochę za daleko, więc postanowiłem go wyczekać, przełożyć krążek na forhend i dopiero wtedy strzelić do bramki - opowiada słowacki napastnik. - Była to trafna decyzja. Za bandą siedziała starsza pani i po tym moim strzale tak się cieszyła, że aż się chciała dostać na lód. Natychmiast wstała i zaczęła napierać na pleksę! Było to niezwykle wzruszające. Nie łatwo ulegam emocjom, ale ten moment na długo zapamiętam.

- Kiedy tylko Tomasz się dowiedział, że dostanie szansę przysiągł sobie, że zrobi wszystko, aby być innym, lepszym zawodnikiem. I udało mu się tego dokonać - chwalił kolegę Kris Versteeg. - Kopecky ma niesamowicie zwinne ręce. Nie wiem, czy ktokolwiek na 10 minut przed końcem meczu o Puchar Stanleya mógłby się zachować podobnie.

Finał Pucharu Stanleya

Chicago Blackhawks - Philadelphia Flyers 6-5 (2-3, 3-2, 1-0)

Bramki:

0-1 Leino (6:38)

1-1 Brouwer (7:46)

2-1 Bolland (11:50 w osłabieniu)

2-2 Hartnell (16:37 w przewadze)

2-3 Briere (19:33)

3-3 Sharp (21:11)

3-4 Betts (27:20)

4-4 Versteeg (29:31)

5-4 Brouwer (35:18)

5-5 Asham (3849)

6-5 Kopecky (48:25)

Stan play-off do 4 zwycięstw 1-0

Zobacz skrót meczu:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje