Reklama

Reklama

17-letni kontrakt Kowalczuka zakwestionowany

Władze hokejowej ligi NHL zakwestionowały najdłuższy w historii, bo aż 17-letni kontrakt Rosjanina Ilii Kowalczuka z New Jersey Devils. Uważają, że umowa, której wartość osiągnęła sumę 102 milionów dolarów, stanowi próbę ominięcia limitu zarobków dla zespołów.

Dzień po tym, jak właściciele "Diabłów" ogłosili, że doszli do porozumienia z 27-letnim rosyjskim napastnikiem, kontrakt ten wciąż budzi kontrowersje. Jak na razie działacze NHL nie wypowiedzieli się oficjalnie w tej sprawie. Nieoficjalnie jednak, jak wynika z przecieków prasowych, twierdzą, że umowa nie zostanie zaakceptowana przez zarząd.

Reklama

Szczególnie "podejrzane" są zapisy szczegółowo regulujące stopniowo malejące zarobki Kowalczuka w ostatnich latach jego gry w Devils. Trudno bowiem uwierzyć, by zgodził się w każdym z pięciu krańcowych sezonów grać za sumę 550 tys. dolarów, zwłaszcza, że umowa straci ważność, gdy hokeista będzie miał 44 lata. Bardziej prawdopodobne jest, że za porozumieniem stron rozwiąże ją w okolicach 39. czy 40. urodzin, czyli zanim jego apanaże skurczą się nagle z 11,5 mln dolarów.

Od pewnego czasu długoterminowe zobowiązania pomiędzy klubami i zawodnikami budzą podejrzliwość rady dyrektorów NHL, która dostrzega w tym metody uniknięcia przekraczania limitu zarobków. Salary cap w przyszłym sezonie wyznaczono na kwotę 59,4 miliona dolarów, a wyjście ponad ten limit pociąga za sobą poważne skutki finansowe i dyscyplinarne.

Na dodatek najwyższa pensja hokeisty nie może przekroczyć granicy 20 procent salary cup, co daje sumę 11,8 mln dolarów. Do rocznego pułapu zarobków wlicza się średnią kwotę z całego okresu umowy, co w przypadku Kowalczuka oznacza sześć milionów. Taką niską wartość roczną daje wydłużenie czasu obowiązywania do 17 lat, a dzięki temu klub z New Jersey zyskał pewne swobody w swoim budżecie i może pozyskać kolejnych zawodników.

Z oficjalnych informacji wynika, że za każdy z dwóch najbliższych sezonów Rosjanin otrzyma sześć milionów. W kolejnych pięciu po 11,5 mln, a od 2017 roku jego zarobki będą regularnie maleć do: 10,5 mln (2017-18), 8,5 mln (2018-19), 6,5 mln (2019-20), 3,5 mln (2020-21) i 750 tys. dolarów (2021-22). Później zatrzymają się na kwocie 550 tys. na pięć ostatnich lat.

Kowalczuk, po siedmiu sezonach gry NHL w barwach Atlanta Thrashers, trafił 4 lutego do Devils w zamian za czterech innych graczy. Z rocznymi zarobkami na poziomie 7,5 miliona dolarów nie doszedł do porozumienia w sprawie przedłużenia współpracy z "Diabłami" i 1 lipca zyskał status "wolnego agenta". Mając wolną rękę w kwestii szukania nowego pracodawcy prowadził mocno zaawansowane negocjacje z Los Angeles Kings, po czym nagle ogłosił, że pozostanie w New Jersey.

27-letni Rosjanin ma za sobą 621 występów ligowych, w których zdobył 642 punkty, z czego 338 to bramki, a 304 asysty. Tylko w pierwszym z ośmiu sezonów nie udało mu się przekroczyć granicy 50 punktów.

Przed nim długoterminowe kontrakty w NHL zawarli w ostatnich latach bramkarz Rick di Pietro z New York Islanders na 15 sezonów oraz Aleksiej Owieczkin z Washington Capitals - na 13. Jednak w nich nie znalazły się tak rażące dysproporcje w zarobkach w miarę upływu czasu.

Dowiedz się więcej na temat: Jersey | New Jersey | NHL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama