Reklama

Reklama

Żużel. Słowo Frątczaka na niedzielę: Boniek i Czarnecki? Ludzie z Ekstraligi to też nie są chłopcy w krótkich spodenkach! (felieton)

Apeluję także do wszystkich, którzy rozmawiając o powrocie kibiców na stadiony mówią tylko o Bońku czy Czarneckim. Pamiętajmy o tym, że Ekstraligę tworzą również poważni ludzie. To nie jest tak, że prezes PZPN-u i PZS-u będą ratować polski żużel. Proszę mi uwierzyć, że władze naszej ligi to nie są chłopcy w krótkich spodenkach i też mają dojścia do ministra zdrowia czy innych ważnych osobistości - pisze w swoim felietonie Jacek Frątczak

Obserwujemy bardzo ciekawą wymianę ciosów między prezesem Moje Bermudy Stali Gorzów, Markiem Grzybem i środowiskiem radnych reprezentowanym przez byłego prezesa, Jerzego Synowca. Oczywiście poznałem tego drugiego, ale muszę przyznać, że nie jestem zwolennikiem ani jego samego, ani jego opcji politycznej. Natomiast szczerze mówiąc, jeżeli chodzi o to co pisze w kwestii pieniędzy w samorządach, to biorąc pod uwagę to co Stal prezentuje po transferze Martina Vaculika - chociażby obozem na Teneryfie - to pan Jerzy poniekąd ma rację. Nie widać tam skłonności do oszczędzania, a wyciągają rękę po pieniądze publiczne i to wcale niemałe.

Reklama

Jedyny kłopot pana Jerzego polega na tym, że jest - niestety - nie do końca obiektywny. Od lat jest blisko związany ze środowiskiem piłkarskim Stilonu Gorzów, któremu z żużlem nigdy nie było po drodze.

Mimo to, oczywiście zgadzam się z panem Jerzym. Z jednej strony widzimy drogie transfery i wyjazdy na Teneryfę dla kilkudziesięciu osób (to jest pół samolotu!), a z drugiej wyciągniętą rękę po prawie 4 miliony złotych. Polityków czeka teraz ciężka decyzja, która musi zostać podjęta w taki sposób, by nie wywołać gniewu środowiska kibicowskiego stanowiącego spory elektorat podczas wyborów.

Pan Marek popełnił jeden podstawowy błąd - odkrył swoje intencje. Jeśli ktoś wie o okręgu wyborczym, zna jego numer, mówi, że niczego nie wyklucza i być może stanie w szranki z żoną pana Jerzego, to jest to jasna deklaracja. Jeśli ktoś czegoś nie planuje, to takie dywagacje ucina już na samym początku. Tutaj tego nie było. Brakuje tu spójności.

Ja jestem nauczony, że by wydawać pieniądze, najpierw trzeba je zarobić. Natomiast wokół publicznych pieniędzy zawsze stoi masa innych decyzji, niestety nacechowanych politycznie. Uzależnienie się od tego typu środków powoduje, że w coraz mniejszym stopniu mamy do czynienia ze spółkami, które w żużlu funkcjonują.

Na własnej dłoni obserwowałem tworzenie się żużla zawodowego na początku lat dwutysięcznych. Najpierw proces kształtowania się spółki pod nazwą Ekstraliga, a potem objęcie jej przez Wojciecha Stępniewskiego. Jeśli naprawdę zostanie podpisany kontrakt telewizyjny o wartości stu milionów, to trzeba będzie przyznać, że prezes Wojciech i jego drużyna ratują nie tylko polski żużel, ale także dyscyplinę na całym świecie.

Człowiek na co dzień o tym nie myśli, ale kiedy dowiadujemy się, że jedynym Szwedem, rodakiem 6-krotnego indywidualnego mistrza Świata - Tonego Rickardssona, w PGE Ekstralidze w sezonie 2021 będzie Frederik Lindgren, to znaczy, że mamy kryzys ogólnoświatowego żużla.

Wszyscy miłośnicy czarnego sportu powinni dziękować Andrzejowi Witkowskiemu, który cały proces zmian niegdyś zainicjował i Wojtkowi Stępniewskiemu ciągnącemu go niezwykle profesjonalnie. Zwróćmy uwagę, że tylko pieniądze samorządowe i kontrakt telewizyjny ciągną żużel na całym świecie.

Paradoksalnie, to kluby są udziałowcami spółki "Ekstraliga", a ten kto daje pieniądze powinien je także zarobić. Swego czasu byłem zdania, że samorządy dając na kluby tak wielkie sumy, powinny również być udziałowcami, by mieć kontrolę nad procesem ich wydawania. Czy przypadkiem nie powinno być też tak, że Ekstraliga dając pieniądze powinna być udziałowcem w poszczególnych klubach, a nie na odwrót? Jak widać, Ekstraliga potrafi zarobić pieniądze, natomiast kluby decydują o ich wydawaniu. Obawiam się, że ktoś ciężko się na tą kasę napracuje, a ona później w ogóle nie zostanie zainwestowana w rozwój dyscypliny.

Apeluję także do wszystkich, którzy rozmawiając o powrocie kibiców na stadiony mówią tylko o Bońku czy Czarneckim. Pamiętajmy o tym, że Ekstraligę tworzą również poważni ludzie. To nie jest tak, że prezes PZPN-u i PZS-u będą ratować polski żużel. Proszę mi uwierzyć, że władze naszej ligi to nie są chłopcy w krótkich spodenkach i też mają dojścia do ministra zdrowia czy innych ważnych osobistości. Oczywiście, wspólne lobbowanie i współpraca między dyscyplinami jest ważna, ale nie zgadzam się z retoryką umniejszającą możliwości ludzi z czarnego sportu.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje