Reklama

Reklama

Żużel. Pogoda rozwiąże problem za działaczy? Już wcześniej torpedowała start ligi

Polska od paru dni jest zasypana śniegiem i skuta mrozem. Według prognoz synoptyków, zima nie odpuści jeszcze przez kilka najbliższych tygodni. Jeśli tak się stanie, inauguracja ligi może zostać przesunięta niezależnie od decyzji żużlowych działaczy

W kość dostały nie tylko publiczne drogi, ale także żużlowe tory. Zmrożona nawierzchnia często znajduje się teraz pod grubą warstwą śniegu. Jeśli wierzyć długoterminowym prognozom pogody, roztopów nie należy spodziewać się prędzej niż w marcu. Jeżeli tak będzie, start rozgrywek ligowych w wielkanocny weekend (a więc w pierwszym tygodniu kwietnia) stanie pod dużym znakiem zapytania.

Jak słyszymy w klubach, czarny scenariusz jest jak najbardziej prawdopodobny. Nie chodzi tylko o śnieg, który przecież można odgarnąć, a przede wszystkim o skutą mrozem nawierzchnię. Zanim zakończą się roztopy, na tor nie może wyjechać żaden ciężki sprzęt. To sprawa dobrze znana chociażby rolnikom, którzy również wczesną wiosną są zmuszeni czekać z wyjazdem na pola, bo ziemia na nich jest po prostu zbyt twarda i nie nadająca się do orki.

Reklama

Kiedy już nawierzchnia zmięknie, problem wcale nie stanie się łatwiejszy do rozwiązania. Wszyscy wiemy jak wyglądają podczas przedwiośnia wiejskie drogi gruntowe: kałuża na kałuży otoczona błotnistą breją. Tory żużlowe zachowują się bardzo podobnie, więc potrzeba będzie naprawdę sporego nakładu pracy, by dostosować je do narzuconych przez regulamin standardów. Tu sporo zależeć będzie od tego, jak kluby zabezpieczyły swoje obiekty jesienią. Tych, którzy po minionym sezonie zlekceważyli siłę natury czekać będzie prawdziwa walka.

Nawet jeśli wszystkie drużyny uwiną się z pracami agrarnymi przed Wielkanocą, to przecież zawodnik nie może po półrocznej przerwie wsiąść pierwszy raz na motocykl i od razu walczyć o ligowe punkty. Potrzeba stopniowych treningów: najpierw wielu ćwiczebnych okrążeń, później pierwszych jazd spod taśmy, a na koniec najlepiej kilku sparingów, by móc dokonać ostatecznej selekcji sprzętu. W przeciwnym razie czekać będzie nas wiele upadków, kontuzji, a także defektów i zerwań taśmy przez problemy ze sprzęgłem. Wyniki byłyby niezwykle loteryjne.

Polski żużel zna takie sytuacje. W 2013 - gdy śnieg padał nawet w Wielkanoc - przełożono trzy pierwsze kolejki. Nie trzeba było jednak aż tak niecodziennych zjawisk pogodowych, by kluby miały problem z wyrobieniem się na inaugurację. Chociażby przed sezonem 2018 - gdy zima była dużo lżejsza od tegorocznej - część klubów z Polonią Bydgoszcz na czele nie zdołała przygotować torów na pierwszą kolejkę.

Kluby żużlowe czeka prawdziwy wyścig z czasem. Czy aby na pewno będą w jego trakcie jechać na pełnym gazie? Już teraz słychać głosy, że działacze paradoksalnie mogą sporo zyskać na niefortunnej pogodzie. Część z nich zakładała w tegorocznych budżetach obecność kibiców na trybunach przez cały sezon. Jeśli do kwietnia fani nie wrócą na stadiony, przełożenie pierwszych kolejek na terminy letnie może okazać się zbawieniem dla klubowych kas. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL