Reklama

Reklama

Żużel. Jak trwoga, to do Boga. Po dobrym meczu był pierwszy do wywiadów, po słabszym udawał, że nie umie po polsku

Wielu zawodników uważa, że kibic powinien być z nimi na dobre i na złe, niezależnie od wyniku meczu. Sami jednak się do tego nie stosują, bowiem gdy dobrze im pójdzie, to w wywiadzie chętnie ocenią dla kibica mecz. Gorzej, jak im się nie powiedzie. Wtedy zapominają o swoich zasadach i rozmawiać nie chcą. Tym samym niejako lekceważąc fanów, którzy chcieliby wiedzieć, jakie są powody słabszej dyspozycji ich ulubieńca. Czy to przypadkiem nie jest hipokryzja?

Najczęściej jest tak, że im lepszy występ, tym zawodnik bardziej chętny do rozmowy. To zresztą normalne - każdy człowiek woli rozmawiać o sukcesach, a nie o porażkach. Jeśli jednak od kibica wymaga się wsparcia ponad wszystko, wypadałoby umieć się zachować w sytuacji, gdy wynik nie był najlepszy. Wielu zawodników odmawia rozmowy, chowa się w busach, względnie zamyka w warsztacie. Kilka lat temu w Polonii Bydgoszcz był zawodnik zagraniczny, który po dobrym meczu płynnie mówił po polsku. Po słabszym twierdził, że nie rozumie pytań, choć kilka dni wcześniej na nie odpowiadał. To najlepiej obrazuje, w jak niepoważny sposób żużlowcy czasem podchodzą do mediów, a tym samym również do kibiców.

Reklama

Nikt oczywiście nie oczekuje od zawodnika, który zdobył jeden punkt, wielkiej opowieści na temat powodów takiej dyspozycji. Każdy wie, że po prostu pojechał słabo. Media są jednak pośrednikiem pomiędzy żużlowcem a kibicem, bowiem przeciętny fan na stadionie nie ma możliwości rozmowy z zawodnikiem, zwłaszcza w trakcie sezonu. Poprzez kilka zdań wypowiedzianych nawet po nieudanym spotkaniu żużlowiec pokazuje, że zależy mu na dobrej relacji z fanami, a ci z kolei wiedzą, że mimo kiepskiej postawy na torze, potrafił zachować się z klasą.

Są zawodnicy, którzy niezależnie od wyniku, są w stanie niemal zawsze z szacunkiem podejść do dziennikarzy. Do takich należą: Szymon Woźniak, Bartosz Zmarzlik, Kacper Gomólski czy Hans Andersen. Duńczykowi zdarzało się, że będąc poobijanym i ledwo stojąc na nogach, udzielał długich wywiadów. Greg Hancock mimo licznych wzbudzanych przez siebie kontrowersji, także wobec mediów zachowywał się wzorowo. Będąc czterokrotnym mistrzem świata nie odmawiał rozmowy nawet redaktorom studenckiego radia działającego w danym mieście, na których wielu innych patrzyło z góry.

Ciekawą rzeczą jest to, że często zawodnicy słynący z niechęci do mediów, dostają strzał wybitnej sympatii wobec dziennikarzy, gdy mają coś ważnego do załatwienia za pośrednictwem danego redaktora. W niektórych polskich ośrodkach dziennikarze jako szablonowy przykład takiego zachowania wskazują dwóch polskich braci, z których jeden ma ogromny wpływ na drugiego i niejeden raz jednocześnie odmawiali wywiadów. Gdy jednak trzeba było głośno powiedzieć np. o zaległościach klubu, sami zgłaszali się do wypowiedzi, bo po prostu mieli z tego korzyść.

Wydaje się, że aby utrzymać odpowiednie relacje, należy przede wszystkim darzyć się szacunkiem. Zawodnik powinien umieć powiedzieć kilka zdań po przegranym meczu, a dziennikarz musi wiedzieć, że są sytuacje, w których nie należy prosić o wywiad. Podobnie jest z kibicem. Nie każde spotkanie swojego ulubieńca musi kończyć się prośbą o zdjęcie, bo żużlowiec to też człowiek i ma prawo do prywatności. Słabo wygląda jednak, gdy ktoś ma określone zasady, ale trzyma się ich w wygodny dla siebie sposób. Odrobina wzajemnego respektu nic nie kosztuje, a pozwala zbudować zdrowe i prawidłowe relacje.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużlowcy | media | żużel | wywiady | Greg Hancock

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje