Reklama

Reklama

Żużel coraz bardziej zmierza w kierunku F1. Komisarz dmucha na zimne, bo chce mieć czyste ręce

Start, pierwszy łuk i można wypisywać program. Tak wygląda większość biegów żużlowych. Tory są tak przygotowywane, by były bezpieczne. Cierpi na tym widowisko, bo trudno o mijanki na betonie. W odczuciu wielu ekspertów, można by było nieco złagodzić reguły dotyczące przygotowania nawierzchni. - Przydałoby się coś poluzować. Da się zrobić tor przyczepny, a bezpieczny - mówi nam Mirosław Kowalik, który jeździł jeszcze w czasach, gdy widywaliśmy różne sposoby szykowania torów.

Poza pojedynczymi meczami, większość zawodów żużlowych to obecnie w 80% start. Zawodnicy zdają sobie sprawę, że muszą jak najlepiej wyjść spod taśmy, bo to jest klucz do sukcesu na torze twardym bez dużych możliwości walki na dystansie. Takie mecze jednak nudzą kibiców, bo de facto speedway sprowadza się już niemal tylko do pierwszych kilkunastu sekund danego wyścigu. Kiedyś było zupełnie inaczej, ale też inne były reguły. Nie było komisarza toru, który obecnie w zasadzie dyktuje gospodarzom sposób przygotowania nawierzchni.

Reklama

To też kwestia sprzętu. Żużlowcy wiedzą, że decyduje start i na tym w ogromnej większości się skupiają. Wiedzą, że ustawienia muszą być przede wszystkim dopasowane do jak najlepszego wyjścia spod taśmy - mówi nam Mirosław Kowalik, były żużlowiec. - Tory są zbyt wygłaskane. Naprawdę nic by się nie stało, jakby poluzowano nieco te zasady odnośnie do ich przygotowania. Da się zrobić tor przyczepny, a bezpieczny - dodaje.

Warto także zwrócić uwagę na coraz większą dominację w światowym speedwayu tzw. startowców, czyli zawodników wygrywających wyjście spod taśmy. Jedynym wyjątkiem jest tutaj w zasadzie... aktualny mistrz świata, Bartosz Zmarzlik, który jednak ma cechy żużlowego geniusza. Wydaje się np. że taki Mark Loram mógłby w obecnym żużlu być bez szans. - Myślę, że akurat Loram by sobie poradził. Bartek to z kolei chyba jedyny na świecie zawodnik, który jedzie niezależnie od toru. Nawet na twardym potrafi pokazać, że da się wyprzedzać. Wcześniej umiał to tylko Tomasz Gollob. Uważam swoją drogą, że moja kariera też inaczej by się potoczyła, gdyby ktoś kiedyś nauczył mnie dobrze startować, bez podniesionego koła do góry. Teraz się tylko z tego śmieję.

Mirosław Kowalik uważa, że komisarz toru zbyt restrykcyjnie podchodzi do pewnych spraw i uniemożliwia przeprowadzenie ciekawych zawodów. - Jeśli taką rolę pełni człowiek, który nigdy nie siedział na motocyklu, to o czym tu mówić? On chce po prostu by było bezpiecznie, żeby mieć czyste ręce. Ten temat zresztą jest bardzo obszerny i moja prywatna opinia niczego tu nie zmieni. Komisarze to jeden z czynników mocno wpływających na atrakcyjność zawodów, a właściwie jej brak - słyszymy.

Nie da się ukryć, że jednym ze zdecydowanie najważniejszych elementów atrakcyjności widowiska żużlowego jest właśnie walka na dystansie. Kibice, a zapewne także sami zawodnicy, nie lubią jazdy wyłącznie gęsiego, na pozycjach uzyskanych po dobrym bądź złym starcie. Być może należałoby faktycznie nieco zmienić zasady przygotowania torów i dać większą swobodę gospodarzom danych zawodów. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie przyszykuje niebezpiecznej nawierzchni, bo ewentualna kontuzja mogłaby przydarzyć się także miejscowemu zawodnikowi.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Mirosław Kowalik | F1 | Mark Loram

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje