Reklama

Reklama

Żaneta Glanc: Zawiodłam kibiców i samą siebie

Przed czterema laty podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie dyskobolka Żaneta Glanc spaliła wszystkie trzy próby w kwalifikacjach. W piątek w Londynie żaden z jej rzutów nie osiągnął 60 metrów i zawodniczka OŚ AZS Poznań musiała pożegnać się z turniejem.

Glanc, który w tym roku regularnie poprawiała rekord życiowy (aktualnie wynosi on 65,34) w wieczornych eliminacjach uzyskała zaledwie 59,88 m. Dyskobolka załamana opuszczała Stadion Olimpijski.

Reklama

"Miałam ósmy wynik na listach światowych, więc liczyłam na dobry rezultat. Tym bardziej, że w ostatnim czasie była stabilizacja na poziomie 65 metrów. Nie wiem, co się dziś stało. Na pewno nie było tremy, jak cztery lata temu w Pekinie. Nie stresowałam się kwalifikacjami, bo byłam pewna, że jestem w stanie bez kłopotów awansować do finału" - mówiła 29-letnia lekkoatletka.

Jak podkreśliła, po przyjeździe do Londynu trenowała i nie było powodów do niepokoju.

"Ostatni trening rzutowy nie wskazywał, że może coś się złego przydarzyć. Nawet podczas próbnych rzutów widziałam, że nie ma się czym martwić, bo wyglądało to dobrze. Przykro mi, że akurat taki występ przytrafił mi się na igrzyskach. Bardzo mi zależało, solidnie się przygotowywałam. Dużo włożyłam serca w tę pracę" - podkreśliła.

Glanc dwukrotnie na mistrzostwach świata zajmowała czwarte miejsce (Berlin 2009 i Daegu 2011). Wierzy jednak, że zdobędzie medal mistrzostw świata czy igrzysk.

"Żałuję, że tak szybko igrzyska się dla mnie skończyły. Pozostanie mi tylko kibicować moim koleżankom i kolegom" - podsumowała Glanc.

Pobierz aplikację i śledź igrzyska Londyn 2012 na swej komórce, bądź tablecie!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje