Reklama

Reklama

Piłka nożna w Wodzisławiu Śląskim - z ekstraklasy do klasy C

Odra po spadku z pierwszej ligi piłkarskiej nie otrzymała drugoligowej licencji. W Wodzisławiu Śl. powstał nowy klub - KP Odra 1922, który rozpocznie grę od najniższego szczebla, czyli rybnickiej klasy C. By wrócić do ekstraklasy, potrzebuje ośmiu awansów.

Odra zanotowała dwa spadki w kolejnych dwóch sezonach. Najpierw po 14 latach gry w ekstraklasie znalazła się w pierwszej lidze. Po spadku odeszło z drużyny 18 piłkarzy, skończyły się pieniądze od stacji Canal Plus. Trwały za to w najlepsze wewnętrzne konflikty między właścicielami. Z pierwszą ligą Odra pożegnała się w ostatnim sezonie, zajmując na finiszu przedostatnie, 17. miejsce.

Reklama

Sytuacja finansowa klubu była dramatyczna. Ostatnie dwa mecze drużyna oddała walkowerem, wcześniej na spotkanie do Ostrowca Świętokrzyskiego piłkarze pojechali busami poprowadzonymi przez trenerów.

Większościowy udziałowiec Odry - czeski biznesmen Zdenek Zlamal - deklarował chęć zbycia swoich akcji za symboliczną złotówkę. Bezskutecznie.

Komisja ds. Licencji PZPN nie zajęła się wnioskiem z Wodzisławia, bo nie spełniał wymogów formalnych. - Wizytowałem klub, którego już praktycznie nie było - wspomniał szef komisji Krzysztof Smulski. Były za to długi. W związku z tym zajęte przez komornika zostały m.in. należące do Odry telewizory, sprzęt komputerowy, meble biurowe i klimatyzator.

"Wyleczony" z inwestowania w futbol wydaje się być polski udziałowiec Odry, rybnicki biznesmen Andrzej Rojek. - Jak się kupuje rower i chce jeździć, to trzeba pedałować. A czeskiemu właścicielowi się to znudziło. Jestem kibicem. Kiedy człowiek coś robi z sentymentu, zachowuje się nieracjonalnie. Nie czuję się poszkodowany, tylko oszukany - powiedział Rojek.

Przypomniał, że zgłaszał bezskutecznie wnioski najpierw o podwyższenie kapitału spółki, a potem o ogłoszenie jej upadłości.

- Wielu ludziom chodziło o przyssanie się do spraw kontraktowych. Jestem zły, że w pierwszej lidze nie płacono zawodnikom kontraktów wynoszących po trzy tysiące złotych, a potem piłkarze, mający wpisane kwoty odstępnego na poziomie 100 tysięcy złotych, odchodzili po trzech miesiącach za darmo, bo umowy zostały rozwiązane z winy klubu. Prokuratura nie dopatrzyła się w takich działaniach przestępstwa, ale ja już w żadną piłkę nie wchodzę - dodał.

"Zaczynamy od podstaw. Chcemy co roku piąć się po kolejnych szczeblach, by przywrócić w Wodzisławiu piłkę na najwyższym poziomie" - napisali na swojej stronie internetowej członkowie stowarzyszenia kibiców Odry, którzy doprowadzili do powstania nowego klubu.

Piotr Girczys

Dowiedz się więcej na temat: odra wodzisław | Ekstraklasa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje