Reklama

Reklama

Mundial 2019: Święto w Moskwie trwa dalej, historyczny sukces Rosjan

Najważniejszy od ponad 30 lat dla Rosjan mecz piłkarskiego mundialu zakończył się ich zwycięstwem. W starciu 1/8 finału z Hiszpanami na Łużnikach nie stwarzali groźnych sytuacji, ale dzięki bramkarzowi Igorowi Akinfiejewowi wygrali w rzutach karnych. Moskwa dzisiaj nie uśnie...

"Im dłużej gospodarz gra w wielkiej imprezie, tym lepiej dla turnieju" - takie zdanie, powtarzane mniej lub bardziej oficjalnie, słyszy się od wielu lat przy okazji mistrzostw świata czy Europy.

W niedzielne południe można było zobaczyć, skąd bierze się ta opinia. Moskwa w dniu meczów Rosjan (tak było również na inaugurację - z Arabią Saudyjską) zamienia się w miasto tętniące życiem, radością. Nawet stojący na każdym rogu policjanci i maszerujący przez stadionem członkowie Rosgwardii wydają się mniej groźni niż zwykle.

O tym, że 1 lipca nie jest zwykłym mundialowym dniem, można było przekonać się choćby po wyjściu z metra Sportiwnaja, niedaleko stadionu.

Czego (i kogo) tam nie było... Ludzie na szczudłach, orkiestra grająca skoczne melodie, kramy z łakociami - 150 metrów od Łużników naprawdę można było zapomnieć, że niedługo odbędzie się tutaj najważniejszy dla Rosjan mecz mundialu w ostatnich 30 latach.

Rosyjscy kibice nie są tak barwni jak goście np. z Ameryki Południowej. Dla miejscowych fanów szczytem ekstrawagancji jest namalowana na policzku mała flaga albo czapka "budionowka" z czerwoną gwiazdą na głowie. Niektórzy założyli koszulki swojej reprezentacji, inni owijali się flagą narodową, a jeszcze inni machali małymi flagami.

To jednak nie znaczy, że było bezbarwnie wśród widowni na Łużnikach. Jak zwykle nie zawiedli fani z Ameryki Południowej. Brazylijczycy, Peruwiańczycy, Kolumbijczycy - oni są na wszystkich meczach w Moskwie. Widoczni z daleka, w pomysłowych, kolorowych strojach.

"Pojutrze nasza drużyna gra w Moskwie z Anglikami (na stadionie Spartaka - PAP), ale chcę zobaczyć również dzisiejszy mecz" - powiedział młody kibic z Bogoty. Na wieść, że rozmawia z polskim dziennikarzem, poklepał go pocieszająco po plecach... I chyba przez grzeczność, często okazywaną przez kibiców "Los Cafeteros", nie zaczął mówić o niedawnym meczu jego drużyny z kadrą Adama Nawałki (3:0 w Kazaniu).

Humory dopisywały nawet Peruwiańczykom. Wprawdzie ich drużyna odpadła w fazie grupowej, ale pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie, a poza tym - jak zgodnie przyznawali - kochają futbol i dopóki będą w Rosji, chcą obejrzeć jak najwięcej meczów.

Obrazu kolorowego i głośnego folkloru dopełniali chińscy fani, którzy przynieśli ze sobą świetnie wykonaną replikę pucharu dla triumfatorów mundialu. To nic, że niektórym drużynom łatwiej zdobyć mistrzostwo świata niż Chińczykom awansować na taki turniej. Przecież każdemu wolno marzyć.

Również Rosjanom. Oni już kilka dni wcześniej dokonali wielkiej rzeczy. Po raz pierwszy od rozpadu Związku Radzieckiego wyszli z grupy podczas mistrzostw świata.

Kibice rosyjscy zmierzali na Łużniki nieco skupieni, jakby stremowani stawką meczu. Hiszpania - wiadomo, wielki rywal, ale przecież na tym mundialu wszystko jest możliwe. W Rosji nie ma już aktualnych mistrzów świata (Niemcy), wicemistrzów świata (Argentyna) i mistrzów Europy (Portugalia).

"Kiedy ostatni raz nasi piłkarze wyszli z grupy na mundialu, nie było mnie jeszcze na świecie (w 1986 roku w Meksyku, jeszcze jako ZSRR - PAP). Dla mnie to chyba najważniejszy mecz w życiu. Nie wiem, czego się spodziewać, ale bardzo liczę na sensację" - powiedział młody kibic z okolic Moskwy.

Przed meczem gospodarze dodawali sobie otuchy. Jeden z rosyjskich ekspertów wskazywał, że Hiszpania - jeżeli już w przeszłości przegrywała - to właśnie z zespołami prezentującymi podobny futbol jak obecnie "Sborna". A szukanie w kronikach wpadek Hiszpanów wymaga trochę czasu - nie przegrali 23 poprzednich meczów. Ostatniej porażki doznali 27 czerwca 2016 roku, gdy podczas mistrzostw Europy we Francji ulegli w 1/8 finału Włochom 0:2.

Trener gospodarzy Stanisław Czerczesow wystawił aż pięciu obrońców w składzie, co nie uchroniło jego zespołu przed stratą bramki już w 12. minucie (pechowa interwencja doświadczonego Siergieja Ignaszewicza). Tuż przed przerwą - po długim okresie bez emocji - gospodarze wyrównali, po rzucie karnym wykorzystanym przez Artioma Dziubę. Chwilę wcześniej Czerczesow odwrócił się, wolał tego nie oglądać...

Druga połowa była jeszcze bardziej nudna niż pierwsza, zabrakło nawet goli. W dogrywce nic się nie zmieniło (wciąż było 1:1), więc ćwierćfinalistę musiała wyłonić seria "jedenastek". W niej pomylili się dwaj hiszpańscy piłkarze - Koke i Iago Aspas, których strzały obronił Igor Akinfiejew.

Rosjanie w całym meczu nie stworzyli z gry praktycznie żadnej groźnej okazji, ale - jak się okazało - nie musieli.

Dzień wcześniej dziennikarze pytali Czerczesowa, czy to mecz "na śmierć i życie". Selekcjoner przychylił się do tej opinii ("skoro jeden odpada, to można tak powiedzieć" - stwierdził). A pomocnik Denis Czeryszew dodał po chwili, że życie będzie się jednak toczyło dalej.

Będzie, ale już bez Hiszpanii na tegorocznym mundialu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL