Reklama

Reklama

Kontuzja kandydata do olimpijskiego medalu

Marcin Lewandowski, będący naszą nadzieją na medal olimpijski w Londynie, nie wystąpi w rozpoczynających się w piątek w Bielsku-Białej 88. Mistrzostwach Polski w Lekkiej Atletyce. - Przez 10 lat omijały mnie kontuzje, aż tu nagle skręciłem kostkę – mówi Lewandowski. Na szczęście nie zagraża to jego występowi w Londynie.

Lewandowski miał w Bielsku-Białej bronić mistrzowskiego tytułu z ubiegłego roku, a jego rywalizację na bieżni z Adamem Kszczotem zapowiadano jako jedną z większych atrakcji zawodów. Niestety, w piątkowych eliminacjach i sobotnim finale (godz. 18.50) wystąpi tylko ten drugi. - Podczas przygotowań do mistrzostw kraju nadepnąłem na jakiś korzeń, który był przykryty liśćmi. Skręciłem przy tym kostkę, na szczęście lekko - twierdzi  sportowiec. Badania w poznańskiej klinice Rehasport nie wykazały jednak poważniejszych urazów. -  Jest niewielki obrzęk, trochę wylały się płyny z torebki stawowej, ale powrót do zdrowia to kwestia czterech dni - mówi Lewandowski.

Reklama

W tym roku zawodnik Zawiszy Bydgoszcz pokonał dystans 800 metrów w czasie 1.44,34, czyli dokładnie o pół sekundy wolniej od swojego rekordu życiowego. Kszczot był szybszy - w Hengelo w tym samym biegu uzyskał wynik 1.43,83. Lewandowski uważa jednak, że stać go znacznie lepsze wyniki. - Wyniki na poziomie 1.44 uzyskuję co start. Teraz chodzi o to, by regularnie uzyskiwać 1.43, a jestem przekonany, że jak troszeczkę szczęście pozwoli, to padnie i 1.42. Oczywiście, musi być tego dnia bardzo dobre samopoczucie, znakomita dyspozycja i tak dalej. Jestem jednak przekonany, że stać mnie na to - zapewnia Lewandowski.

Póki co, klasą dla siebie jest rekordzista świata (1.41,01) David Rudisha. W niedawnym mityngu Diamentowej Ligi w Nowym Jorku Kenijczyk uzyskał czas 1.41,74, a co start pewnie wygrywa. - Rzeczywiście, na mityngach tak to wygląda, że jest Rudisha i długo nikt. Ale turniej olimpijski to zupełnie inna bajka, są trzy biegi dzień po dniu, jest presja i inne bieganie, nie ma pacemakerów. Na pewno nie jest tak, że nie można go pokonać - uważa lekkoatleta Zawiszy.

Teraz Lewandowski chce wyleczyć uraz, a w przyszłym tygodniu wyjeżdża już na zgrupowanie do Francji. - Kontuzja i tak nie ma większego znaczenia, bo w tym czasie zrobię trening całej obudowy, wzmacniający i stabilizacyjny. Może to i na dobre wyjdzie - twierdzi i dodaje: - We Francji będę się przygotowywał do igrzysk, planuję jeden lub dwa małe starty, może w Diamentowej Lidze w Paryżu (6 lipca). W mistrzostwach Europy nie wystąpią, ale już wcześniej taki był plan.

Andrzej Grupa


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy