Reklama

Reklama

Kiko Ramirez: Futbol uległ degeneracji. Zwłaszcza w Hiszpanii. Superliga? Cios w sportową rywalizację

Piłkarska Superliga ledwo się narodziła, a już chyli się ku upadkowi. Ale aktualne pozostaje pytanie o stan współczesnej piłki nożnej. O kontrowersjach wokół Superligi mówi Interii Kiko Ramirez, były szkoleniowiec Wisły Kraków. - Sport ma aspekt ważniejszy, niż pieniądze. Jeśli nie bierzemy tego pod uwagę, to może zabierzmy futbol ze świata sportu i przekierujmy go do show-biznesu. Niech w takim razie futbol idzie do cyrku! - ironizuje Hiszpan.

Hiszpan Kiko Ramirez był trenerem krakowskiej Wisły w 2017 roku. Opowiada Interii, jak na plany stworzenia elitarnej Superligi dla najbogatszych klubów zareagowano w Hiszpanii. Projekt, którego twarzą został prezydent Realu Madryt Florentino Perez, natychmiast po ogłoszeniu został zalany słowami krytyki z wielu stron futbolowego świata. W efekcie, inicjatywa Superligi może przejść do historii, zanim na dobre się narodziła. Ramirez podkreśla jednak, że same procesy, które do powołania Superligi doprowadziły, są aktualnym problemem futbolu.

Politycy krytyczni wobec Superligi

- W Hiszpanii praktycznie wszyscy są takiemu projektowi przeciwni. Również rząd hiszpański ustawił się w krytycznej pozycji wobec tej inicjatywy Superligi. Rządzący interweniowali w tej sprawie. W Hiszpanii bowiem futbol jest ważną gałęzią gospodarki, tworzy liczne miejsca pracy. A to już jest istotna kwestia znajdująca się w polu zainteresowań rządu - zwraca uwagę Ramirez. - Stworzenie Superligi uderzyłoby finansowo w te mniejsze kluby i co za tym idzie - miejsca pracy. Politycy nie mogli na to biernie patrzeć, czy to się podoba Florentino Perezowi, czy nie. 

Reklama

Po ogłoszeniu powstania Superligi, UEFA zagroziła klubom założycielskim tego projektu, że wyrzuci je z rozgrywek Ligi Mistrzów ze skutkiem natychmiastowym. Ramirez od początku jednak nie wierzył, że cała awantura może naprawdę skończyć się wykluczeniem Realu Madryt, Manchesteru City i Chelsea z LM. I rzeczywiście, już we wtorkowy wieczór stało się jasne, że angielskie kluby wycofują się rakiem z całego pomysłu. Hiszpański szkoleniowiec przewidywał, że cały projekt Superligi skończy się klęską.  - Jestem o tym przekonany. UEFA zmieniła format Ligi Mistrzów specjalnie po to, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom tych klubów, więc myślę, że ostatecznie te wielkie kluby to zaakceptują - ocenił. I podkreślał: - Projektu Superligi nie zaakceptowali ani sportowcy, ani kibice. A futbol to właśnie piłkarze i ich fani. A reszta jest tylko od zarządzania. Nie są jednak w stanie zarządzać emocjami ludzi.

Futbol to coś więcej

Hiszpan uważa, że piłka nożna jest zbyt specyficzną dyscypliną sportu, by wprowadzać w niej rozwiązania znane choćby z amerykańskiej ligi koszykówki. - Nie sądzę, by taki projekt mógł mieć przyszłość - podkreślał Ramirez. - Oglądalibyśmy futbol funkcjonujący niczym NBA. W innych sportach być może podobne projekty jakoś funkcjonują. Ale w piłce nożnej nie. W większości krajów bowiem futbol to coś więcej, niż tylko sport.

Na Wyspach kibice Liverpoolu, Arsenalu czy obu Manchesterów dostali furii na wieść, że ich kluby mogłyby się zaangażować w takie przedsięwzięcie, jak Superliga. Stąd szybka decyzja o wycofaniu się brytyjskich zespołów. - W Hiszpanii, podobnie, jak w Anglii kibice byli wściekli. Ludzie podkreślali, że futbol, który znaliśmy do tej pory, w praktyce się skończy. Bo taka zmiana spowodowałaby, że futbol byłby już oparty tylko na stronie finansowej - zaznacza Ramirez. - Zniknąłby pierwiastek prawdziwej sportowej rywalizacji.

Hiszpan jest zdania, że w częściowo zamkniętych rozgrywkach - a taka byłaby przecież Superliga - zagubiono by podstawową wartość sportu. - Sport ma aspekt ważniejszy, niż pieniądze. Sport to przełamywanie własnych barier, stawanie się lepszym. Dążenie do zwycięstwa. To jest prawdziwa wartość sportu, z mojego punktu widzenia. Jeśli nie bierzemy tego pod uwagę, to może zabierzmy futbol ze świata sportu i przekierujmy go do show-biznesu. Niech w takim razie futbol idzie do cyrku! - ironizuje Hiszpan.

Dość transferowej bańki

Prezydent Realu Madryt, tłumacząc potrzebę stworzenia Superligi, przekonywał, że kluby muszą w ten sposób zadbać o wygenerowanie większych dochodów, bo pandemia koronawirusa mocno nadszarpnęła ich finanse. Twierdził, że obecnie Liga Mistrzów nie daje wielkim klubom odpowiednich możliwości. Udowadniał, że za chwilę kluby "będą martwe", jeśli coś się natychmiast nie zmieni.

- Jest oczywiście prawdą, że pandemia koronawirusa uderzyła dość mocno w wielkie futbolowe kluby na poziomie ekonomicznym. Ale tworzenie takich nowych rozgrywek spowodowałoby, że z kolei te mniejsze kluby po prostu zaczęłyby umierać, znikać. Z mojego punktu widzenia bardzo ucierpiałyby takie ligi, jak polska, grecka, belgijska itd. - podkreśla Ramirez. I dodaje: - Pandemia koronawirusa spowodowała, że ta bańka finansowa związana z wielkimi transferami, za ogromne pieniądze, pękła. To były przecież często kwoty transferowe przekraczające znacznie sportową wartość danych piłkarzy. Rywalizacja w tym temacie między klubami nieco się wyrównała i to jest generalnie dobre.

Futbol dla miasta, a nie globalny

Ramirez przekonuje, że większość hiszpańskich piłkarzy była przeciwna idei stworzenia takiej Superligi, tylko wielu z nich nie mogło zabrać publicznie głosu. - Zwłaszcza zawodnicy tych wielkich klubów zaangażowanych w ten projekt. Nie mogli iść w kontrze do własnego klubu. Ale jestem pewien, że odnosili się do tego pomysłu krytycznie - uważa szkoleniowiec.

Z drugiej strony, piłkarze Liverpoolu we wtorek wieczorem pokazali, że nawet będąc pracownikiem klubu założycielskiego Superligi, można mieć odwagę wystąpić przeciw temu projektowi. Zrobili to wszyscy, solidarnie, w mediach społecznościowych. - Robimy to dla miasta i dla kibiców - zadeklarowali.

- Osobiście również jestem totalnie przeciwny takiej idei Superligi - podkreślił z mocą Ramirez.

Nawet, jeśli ten konkretny projekt Superligi za moment stanie się już historią, to podobne pomysły pewnie powrócą w przyszłości. Aktualne pozostaną też problemy futbolu, które do jego ogłoszenia doprowadziły. Ramirez uważa, że futbol hiszpański generalnie nie zmierza w dobrym kierunku. Wskazuje m.in. na kwestię jego zbytniego zglobalizowania. - Futbol się zdegenerował, zwłaszcza w Hiszpanii. Spójrzmy chociaż na godziny rozgrywania meczów. Często są dostosowane do tego, by mogli je oglądać ludzie w Chinach, a nie w Hiszpanii. Superpuchar Hiszpanii mógł być rozgrywany w Stanach Zjednoczonych, ostatecznie był rozgrywany w krajach arabskich. A gdzie w tym wszystkim jest kibic związany od lat ze swoim klubem? - pyta retorycznie.

   

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje