Reklama

Reklama

Zła seria Pacers, Lampe grał...

Sezon regularny NBA ma to do siebie, że niemal każdy zespół przeżywa w trakcie niego jakiś kryzys. Tym razem są to Indiana Pacers, którzy przegrali po raz szósty z rzędu, ulegając na własnym parkiecie Toronto Raptors 97:98.

Na parkiecie w Nowym Orleanie pojawił się natomiast Maciej Lampe. Nasz jedynak zdobył w ciągu trzech minut 2 punkty, a Hornets przegrali z Dallas Mavericks 82:90.

Wróćmy jednak do Conseco Fieldhouse w Indianapolis, gdzie gospodarze byli bardzo blisko przerwania złej serii i zwyciężenia Raptors po raz szósty z rzędu. Jeff Foster skutecznie wyegzekwował bowiem rzuty wolne po faulu Donyella Marshalla i Pacers prowadzili 97:96 na 1,9 s przed końcem. Jednak zespół z Toronto ani myślał się poddawać i - po przerwie na żądanie - piłka powędrowała do Jalena Rose, który odważnie wszedł na kosz i został nieprzepisowo zatrzymany przez Stephena Jacksona. Rzuty wolne (0,4 s przed syreną) także i tym razem były skuteczne i Rose mógł się cieszyć z pierwszego swojego zwycięstwa w Indianapolis od czasu, gdy został oddany przez Pacers trzy lata temu.

Reklama

- Wiedzieliśmy, że rywale będą próbowali przeszkadzać, więc chcieliśmy by piłka znalazła się w rękach Jalena - wyjaśnił szkoleniowiec Raptors Sam Mitchell. - Jalen zagra niezwykle mądrze. Wiedział, że ma sporo czasu.

W Bostonie miejscowi fani mieli powody do radości. Wprawdzie nie oglądali wyrównanego meczu, ale ich ulubieńcu wygrali z Nets 110:89. Formą błysnął Paul Pierce, który zanotował drugie w sezonie i czwarte w karierze " triple-double", zapisując na swoim koncie 28 punktów, 10 zbiórek i 10 asyst.

Ekipa z New Jersey, która nie zdołała wygrać piątego meczu z rzędu, miała słabą skuteczność z gry (39 proc., Celtics 54 proc.) i nie pomogło jej 25 punktów Jasona Kidda. Celtics, którzy wygrali po raz dziewiąty w jedenastu ostatnich "domowych" pojedynkach z Nets, prowadzili w środowy wieczór nawet różnicą 29 punktów.

Nieobecność Chrisa Webbera, Peji Stojakovicia i Cuttino Mobleya nie przeszkodziła Sacramento Kings w odniesieniu wyjazdowego zwycięstwa w Oakland nad Warriors 111:107. Nie przyszło ono jednak łatwo, bowiem o losach spotkania zdecydowała dopiero dogrywka, a konkretnie jej ostatnie 10,8 s w której Brad Miller zdobył cztery ze swoich 38 punktów (rekord kariery).

New Orleans Hornets przegrali u siebie z Dallas Mavericks 82:90. Maciej Lampe pojawił się na parkiecie i w ciągu trzech minut zdobył dwa punkty (1/1 z gry) i zanotował jedną zbiórkę (w obronie). Nasz jedynak w NBA grał przez trzy minuty. Miał szanse na poprawienie swojego dorobku punktowego, ale nie wykorzystał dwóch rzutów wolnych.

Ton grze teksańczyków nadawali Niemiec Dirk Nowitzki (20 pkt) oraz Jerry Stackhouse (zaliczył o jeden punkt mniej). Najwięcej (18 pkt) w szeregach gospodarzy zdobył Dan Dickau. Hornets mają

zaledwie osiem wygranych i 37 porażek.

37 zwycięstwo w sezonie odnieśli koszykarze drużyny Phoenix Suns, w której jeszcze do niedawna występował Lampe, pokonując na wyjeździe Minnesotę Timberwolves 108:79. Była to czwarta w historii klubu porażka różnicą aż tylu punktów, a przyczynił się do tego głównie Amare Stoudemire rzucając dla gości 23 punkty. Identyczną liczbą wygranych legitymują się liderzy Southwest Division San Antonio Spurs.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 2 lutego

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL