Reklama

Reklama

Zła passa Pacers trwa

Na dłuższą metę trudno jest wygrywać bez trzech czołowych zawodników. O tej prawdzie powoli przekonują się Indiana Pacers, którzy minionej nocy ulegli na własnym parkiecie Milwaukee Bucks 86:89.

Podopieczni Ricka Carlise'a, którzy wciąż występują bez zawieszonych za bójkę w Detroit Rona Artesta, Jermaine'a O'Neala i Stephena Jacksona, ponieśli piątą porażkę z rzędu.

Tym razem grabarzem zespołu z Indianapolis (bilans 10-8) okazał się Michael Redd, który zdobył 9 ze swoich 28 punktów w ostatnich 75 sekundach, prowadząc "Kozły" do wyjazdowego sukcesu.

Gospodarzom nie pomógł szalejący jak za dawnych lat Reggie Miller, który 19 ze swoich 32 punktow rzucił w czwartej kwarcie, ale mógł zapobiec pierwszemu w tym sezonie wyjazdowemu zwycięstwu drużyny z Milwaukee (5-10).

Reklama

- Reggie jest wspaniałym graczem i mam dla niego wielki szacunek - powiedział Redd. - Jednak nasz team zagrał wspaniale i nie pozwoliliśmy mu zmienić losów meczów.

Pacers zlikwidowali 11-punktowy deficyt, wyrównując w końcówce na 80:80. Wówczas sprawy w swoje ręce wziął Redd, trafiając rzut z półdystansu oraz popisując się celną próbą za trzy na 7 sekund przed końcem.

W rewanżu takim samym rzutem odpowiedział Fred Jones (4,1 s), ale Reed trafił dwa wolne, znów zwiększając przewagę gości do trzech "oczek". Szansę na doprowadzenie do dogrywki zmarnował Anthony Johnson, pudłując rzut z dogodnej pozycji równo z końcową syreną.

Już drugie zwycięstwo w swojej krótkiej (trzymeczowej) karierze w roli szkoleniowca zespołu z Memphis odniósł Mike Fratello. Prowadzeni przez niego Grizzlies wygrali na własnym parkiecie z Knicks 96:88, mając najlepszego gracza w Earlu Watsonie. Rozgrywający gospodarzy, który wyszedł na parkiet w wyjściowym składzie dopiero po raz trzeci w karierze, zdobył 22 punkty (rekord kariery) i pudłując tylko jeden z dziesięciu rzutów z gry.

Mike Miller dodał 20 "oczek" dla Grizzlies, przyczyniając się do trzeciej z rzędu porażki nowojorczyków, dla których 17 punktów (tylko 5/18 z gry) uzyskał Jamal Crawford.

Po poniedziałkowej bolesnej porażce z Pistons, szybko otrząsnęli się Mavericks. Ekipa z Dallas wygrała na wyjeździe z Wolves 97:87, przerywając przy okazji serię pięciu zwycięstw z rzędu drużyny z Minneapolis.

Za sukcesem gości stał głównie Dirk Nowitzki. Niemiec zdobył 34 punkty (23 w drugiej połowie), a wydatnie pomógł mu Josh Howard, uzyskując 13 "oczek" i zbierając 12 piłek z tablic. Mavs, którzy przez większość spotkania musieli sobie radzić bez wyrzuconego przez sędziów coacha Dona Nelsona, byli zdecydowanie lepsi "na deskach" (54-35) i wygrali po raz trzeci w ostatnich czterech pojedynkach.

Kevin Garnett zdobył 32 punkty oraz zaliczył 12 zbiorek i 5 asyst dla gospodarzy, którzy grali bez zawieszonego na jeden mecz Latrella Sprewella. Czołowy strzelec Wolves został ukarany przez władze ligi za wulgarne zachowanie w stosunku do jednej z fanek podczas sobotniego spotkania w Los Angeles z miejscowymi Clippers.

Piętnaste w sezonie i dwunaste w ostatnich trzynastu mecach zwycięstwo odnieśli Phoenix Suns, pokonując przed własną publicznością Golden State Warriors 118:104. W zespole gospodarzy nie wystąpił Maciej Lampe. 19-letni Polak całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych.

Wśród zwycięzców najskuteczniejszy był Amare Stoudemire, który zdobył 33 pkt, a ponadto miał 11 zbiórek. Tylko jeden punkt mniej uzyskał najlepszy zawodnik Warriors - Jason Richardson.

Drużyna z Phoenix, z bilansem piętnastu zwycięstw i trzech porażek, prowadzi w tabeli Pacific Division. W całej lidze lepszy dorobek mają tylko (po 16-3) liderzy pozostałych dywizji Konferencji Zachodniej: San Antonio Spurs (Southwest) i Seattle SuperSonics (Northwest).

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 7 grudnia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL