Reklama

Reklama

Zaskakujący bohater Lakers

Nie Kobe Bryant, nie Lamar Odom, ani nawet nie Chris Mihm byli bohaterami Los Angeles Lakers w niedzielnym pojedynku z Orlando Magic.

Nie Kobe Bryant, nie Lamar Odom, ani nawet nie Chris Mihm byli bohaterami Los Angeles Lakers w niedzielnym pojedynku z Orlando Magic.

Okazał się nim Jumaine Jones, który zdobył 25 "oczek" trafiając siedem raz za trzy. To głównie dzięki jego niespodziewanemu wkładowi punktowemu, "Jeziorowcy" pokonali czołową drużynę Konferencji Wschodniej 105:98.

Jones, który jest jednym z pierwszych zmienników w drużynie Rudy'ego Tomjanovicha, rzucił 22 punkty już w drugiej kwarcie i to właśnie wówczas miał fantastyczną serię w rzutach za trzy (6/6). Później wprawdzie raz spudłował, ale jego kolejna "trójka" dała gospodarzom prowadzenie 100:96 na dwie minuty przed końcem.

- Jumaine wszedł i grał jak w transie - powiedział Bryant, który uzyskał 23 punkty, ale przy bardzo słabej skuteczności (6/23 z gry). - W ostatnim meczu nie trafił rzutu z czystej pozycji i trochę byliśmy na niego źli, ale teraz w pełni się za to zrehabilitował.

Reklama

Steve Francis zdobył 27 punktów, a Grant Hill dodał 16 "oczek" dla zespołu z Orlando (bilans 13-7), który do przerwy prowadził 59:56.

Lakers (12-8), którzy wygrali walkę na tablicach (48-42), wygrali po raz drugi z rzędu i wyprzedzili w tabeli Pacific Division lokalnych rywali - Clippers (11-8).

Najlepszy wskaźnik zwycięstw na Wschodzie mają natomiast Miami Heat (15-7). Podopieczni Stana Van Gundy'ego wygrali w niedzielę w Toronto z tamtejszymi Raptors 106:98. Shaquille O'Neal i Dwyane Wade zdobyli po 20 punktów, prowadząc gości do czwartego zwycięstwa z rzędu.

Spory wkład w sukces zespołu z Florydy miał też Damon Jones (16 pkt). Od momentu gdy ten zawodnik wychodzi na parkiet w wyjściowym składzie jako rozgrywający Heat są niepokonani. - Damon Jones to dobry prowadzący grę, a dobry strzelec i ogólnie bardzo zabawny człowiek - powiedział o swoim koledze O'Neal, który obiecał Jonesowi premię w wysokości 50 tysięcy dolarów, jeśli ten wygra konkurs rzutów za trzy podczas lutowego All-Star Game.

Raptors (7-16), dla których Jalen Rose zdobył 25 punktów, przegrali siódme kolejne spotkanie. Zespół z Toronto musi występować bez Vince'a Cartera (kontuzja), bez którego nie wygrali meczu od stycznia 2003 roku.

Aż 40 punktów Allena Iversona było potrzebnych, by Sixers (8-12) wygrali na własnym parkiecie z Milwaukee Bucks 107:101. Poza swoim punktowym rekordem tego sezonu, lider filadelfijczyków zapisał na swoim koncie także 10 asyst.

Marc Jackson uzyskał 28, a Kenny Thomas 20 punktów dla gospodarzy, którzy wygrali po raz drugi z rzędu.

- To był wspaniały występ w ataku i mniej niż wystarczający w obronie - skomentował spotkanie szkoleniowiec Sixers Jim O'Brien. - Nasza obrona w pierwszych trzech kwartach była tak słaba, jak w poprzednich meczach.

Michael Redd rzucił 28 punktów, a Desmond Mason dodał 21 dla drużyny z Milwaukee (6-12), która przegrała dziesiąty pojedynek w ostatnich trzynastu występach.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 12 grudnia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL