Reklama

Reklama

Zaćmienie "Słońc"

Stolica Stanów Zjednoczonych okazała się niegościnna dla przybyszy z Arizony. Najlepszy zespół sezonu Phoenix Suns przegrał w Waszyngtonie z Wizards 103:108, notując trzecią porażkę z rzędu i siódmą w 38 meczach.

Stolica Stanów Zjednoczonych okazała się niegościnna dla przybyszy z Arizony. Najlepszy zespół sezonu Phoenix Suns przegrał w Waszyngtonie z Wizards 103:108, notując trzecią porażkę z rzędu i siódmą w 38 meczach.

Tylko jeden gracz wypadł ze składu wspaniale funkcjonującego mechanizmu "Słońc" i dwa ostatnie spotkania pokazały, ile Steve Nash znaczy dla ekipy z Phoenix.

- Nie mamy Steve'a Nasha. To zupełnie inna historia, kiedy nie gra lider zespołu - powiedział po meczu Quentin Richardson, który zdobył 25 punktów. - Jednak mimo tak poważnej starty mogliśmy wygrać ten mecz.

Niewątpliwym bohaterem spotkania w MCI Center był Juan Dixon. Rezerwowy Wizards zdobył 26 punktów, trafiając 10 z oddanych 13 rzutów z gry. Do tego były gwiazdor uniwersytetu Maryland zaliczył aż 4 przechwyty i zebrał 5 piłek.

Reklama

- Czasami bywa tak, że przesiedzisz cały mecz na ławce, dopingując kolegów, ale jednak tak naprawdę nie czujesz się uczestnikiem spotkania. Ja dziś dostałem szansę i możliwość dłuższego pobytu na parkiecie i poczułem się uczestnikiem tego widowiska. Daje mi to naprawdę wiele radości - powiedział uradowany Dixon.

Do rezerwowego dostroili się także Gilbert Arenas zdobywca 26 punktów, Larry Hughes (22 pkt i 13 zbiórek) oraz Antawn Jamison (17 pkt i 7 zbiórek).

Cały mecz na ławce przesiedział Maciek Lampe.

Trzeci mecz z rzędu na wyjeździe przegrali San Antonio Spurs, ulegając Houston Rockets 67:73. Wszyscy w hali Toyota Center pamiętali mecz tych drużyn z 9 grudnia, kiedy to Tracy McGrady w ostatnich 35 sekundach zdobył 13 punktów, w tym "trójkę", która dla "Rakietom" zwycięstwo. Tym razem nie było tak dramatycznie, ale to znów T-Mac był wiodącą postacią. 28 punktów skrzydłowego z Houston i 13 Yao Minga, to jedyne dwucyfrowe zdobycze punktowe w zwycięskiej ekipie. Wśród Spurs również tylko dwóch graczy przekroczyło 10 "oczek" - Tony Parker 21 i Tim Duncan 18. W spotkaniu tym obie ekipy skupiły się bardziej na obronie, stąd tak niski wynik. Tak mało punktów (73) dotąd nigdy nie pozwoliło Rakietom odnieść zwycięstwa.

Chicago Bulls wygrali szósty mecz z rzędu!!! Jest to bez wątpienia piękna chwila dla "Byków", gdyż ostatni raz zaliczyli tak pozytywną serię, ...kiedy Michael Jordan grał z numerem 23 w ich koszulce. Było to w sezonie 1997-98, kiedy Bulls w drodze po mistrzostwo odnieśli 13 zwycięstw pod rząd.

W sobotnie popołudnie Byki pokonały we własnej hali New York Knikcs 86:84, a ojcem sukcesu był Eddy Curry. W ciągu czterech sezonów w NBA Curry jeszcze nigdy nie był tak świetnie dysponowany. Center "Byków" zdobył 17 punktów, w tym dwa najważniejsze na 2,4 sekundy przed końcem, które dały cenne zwycięstwo.

Kontuzjowany Kobe Bryant zapewniał przed meczem z Golden State Warriors, że będzie duchem ze swoimi kompanami. Słowa dotrzymał, bo przez całą sobotę wydzwaniał do kolegów, którzy grali pierwszy mecz bez swojego najlepszego strzelca. Nawet w przerwie meczu, Kobe z komórką w ręku łączył się z szatnią Lakers, przekazując wskazówki. Porady Bryanta najbardziej do serca wziął Lamar Odom, który na 1.3 sekundy przed końcem zdobył zwycięskie punkty i Lakers pokonali Warriors 104-102.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 15 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL