Reklama

Reklama

Wyjazdowa porażka Suns

Dokładnie 24 godziny po zwycięskim spotkaniu w Cleveland, Suns musieli po raz kolejny stanąć do walki w pojedynku z rywalem z Konferencji Wschodniej.

Tym razem nie było happy-endu. Ekipa z Phoenix, w której 9 minut na parkiecie zaliczył Maciej Lampe, uległa wciąż walczącym o playoffs Sixers 94:99.

O zwycięstwie gospodarzy przesądził dobry występ Samuela Dalemberta, który zdobył 23 punkty i zaliczył 14 zbiórek. Udanie - pod nieobecność Allena Iversona (kontuzja) - z roli lidera wywiązał się Eric Snow, zapisując na swoim koncie 19 "oczek", w tym trzy kluczowe z rzutów wolnych w ostatnich 20 sekundach pojedynku.

Iverson pauzował w drugim meczu z rzędu z powodu urazu prawego kolana i nie siedział nawet z kolegami na ławce rezerwowych. Zespół z Filadelfii powoli uczy się jednak gry bez Allena (6-1 w ostatnich 7 meczach bez jego obecności).

Reklama

W drużynie z Phoenix błysnęli Joe Johnson (27 pkt), Shawn Marion oraz Amare Stoudamire (obaj po 24 pkt).

Suns poprzedniej nocy w zwycięskim meczu z Cavaliers zaimponowali wysoką skutecznością z gry (57 procent) i także tym razem ten element nie wyszedł im najgorzej.

Swoją szansę znów otrzymał Maciej Lampe. Polak przebywał 9 minut na parkiecie w Wachovia Center. W tym czasie oddał cztery rzuty z gry, trafiając dwa. Ponadto nasz rodak popełnił jedną stratę i trzykrotnie faulował.

Johnson spudłował swoje pierwsze dwie próby, ale następnych sześć było już celnych. Goście mieli w I połowie 63-procentową skuteczność z gry i prowadzili do przerwy 53:45.

Jednak po przerwie, wraz ze wzrostem defensywnej presji Sixers, skuteczność malała, by w drugich 24 minutach wynieść 37 procent.

- Dla nas to kolejne doświadczenie - skwitował Marion. - Chodzi o to, by kończyć mecze. Kiedy jesteśmy na prowadzeniu, musimy się nauczyć utrzymać je do przez cały pojedynek.

Sixers wygrali po raz piąty z rzędu na własnym parkiecie i w Filadelfii mają bilans 7-2 od 11 lutego, kiedy Chris Ford zastąpił na stanowisku szkoleniowca Randy Ayersa.

Kobe Bryantowi najwyraźniej nie przeszkadzają częste wizyty w sądzie, wręcz przeciwnie. W środę rzucający obrońca Lakers większość czasu spędził na sali sądowej w Colorado, ale wieczorem zdołał wrócić do LA, rzucił 36 punktów i walnie przyczynił się do prestiżowego zwycięstwa nad Kings 115:91.

Gospodarze, dla których 17 "oczek uzyskał Shaquille O'Neal, już w I kwarcie zaznaczyli swoją przewagę, wygrywając jej fragment 25:1. Podobny "run" w III części (17:1) ostatecznie przesądził o ich sukcesie.

Lakers (bilans 48-23) wygrali szóste kolejne spotkanie i 10 z ostatnich 12, i zbliżyli się do prowadzącego na Zachodzie zespołu z Sacramento (51-21).

Peja Stojakovic zdobył 20 punktów dla Kings, którzy mieli 41-procentową skuteczność z gry (Lakers 51 procent) i przegrali po raz piąty w ostatnich ośmiu pojedynkach.

Dramatyczny mecz oglądali widzowie w Houston, ale doczekali się radosnego końca, bowiem Rockets wygrali z Raptors 90:89.

Rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero równo z końcową syreną dodatkowego czasu gry, kiedy to piłka po "layupie" gracza gości Donyella Marshalla nie wpadła do kosza. Drużyna z Toronto pogorszyła więc swój bilans w dogrywkach (6-4), których zresztą rozegrała - jak do tej pory - najwięcej w tym sezonie.

Siłą napędową gospodarzy był znów tercet Yao Ming (27 pkt i 17 zbiórek), Steve Francis oraz Cuttino Mobley (obaj po 17 "oczek").

Vince Carter uzyskał 26 punktów, a Jalen Rose dodał dla Raptors, którzy wygrali tylko razem w trakcie swoich dziewięciu wizyt w Houston.

W środę przegrał także zespół, w szerokim składzie którego jest Cezary Trybański (obecnie na liście kontuzjowanych). New York Knicks ulegli we własnej hali byłej drużynie Polaka Memphis Grizzlies 97:111. Nowojorczycy plasują się obecnie na siódmej pozycji w tabeli Konferencji Wschodniej.

Goście z Memphis już po pierwszej kwarcie prowadzili 15 punktami i przez kolejne dwie części gry powiększali przewagę.W ich szeregach najskuteczniej zagrał Hiszpan Pau Gasol, który uzyskał 23 punkty.

W Knicks, w barwach których zabrakło kontuzjowanych Allana Houstona i Tima Thomasa, najlepiej zaprezentował się Stephon Marbury - 23 pkt, dziesięć asyst i dwie zbiórki.

52. mecz w sezonie wygrali koszykarze Indiana Pacers, którzy legitymują się obecnie najlepszym bilansem w całej lidze (plus 19 porażek - w 71 spotkaniach). Na własnym parkiecie pokonali Dallas Mavericks 103:99.

Ron Artest uzyskał dla gospodarzy 20 pkt, miał osiem przechwytów i osiem zbiórek. Liderem gości był niemiecki skrzydłowy Dirk Nowiztki - 22 pkt, siedem zbiórek.

W spotkaniu w Conseco Fieldhouse w Indianapolis nie brakowało ostrych zagrań i złośliwości - sędziowie aż siedmiokrotnie karali zawodników przewinieniami technicznymi, a środkowy Mavericks, Scott Williams w trzeciej kwarcie został usunięty z boiska.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w spotkaniach NBA z 24 marca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje