Reklama

Reklama

Wspaniała kwarta przesądziła o wygranej Bulls

Najlepsza drużyna obecnego sezonu NBA Chicago Bulls pewnie pokonała Indiana Pacers 92:72. To siódme zwycięstwo tej ekipy z rzędu.

O poniedziałkowej wygranej "Byków" przesądziła trzecia kwarta, którą rozstrzygnęli na swoją korzyść 33:13. Po pierwszej połowie przegrywali z Pacers jednym punktem.

- W drugiej części mieliśmy zdecydowanie więcej energii niż w pierwszej - przyznał Luol Deng, który był najlepszym strzelcem gospodarzy, zdobywając 20 punktów.

- Staraliśmy się wrócić do gry. Na początku nam nie szło, a rzuty nie wpadały. Dobrze jednak zbieraliśmy i zakończyliśmy spotkanie po naszej myśli - stwierdził obrońca Derrick Rose (13 "oczek").

Oprócz wspaniałej trzeciej kwarty do zwycięstwa najlepszej drużyny w lidze (32-8) przyczyniła się walka na tablicach. Bulls wygrali zbiórki 60 do 32, a 17 z nich było dziełem Joakima Noaha.

Reklama

21 punktów dla gości, którzy przerwali serię sześciu kolejnych triumfów, uzyskał Paul George. Zawiódł uczestnik niedawnego Meczu Gwiazd Roy Hibbert, który szybko popełnił dwa faule, później grał ostrożnie i nieskutecznie, kończąc spotkanie z dorobkiem dwóch punktów.

- Zdrzemnęliśmy się na chwilę w trzeciej kwarcie. A świetnie dysponowani gospodarze to wykorzystali. Jeśli tak dobrej drużynie, w dodatku wspieranej przez własnych kibiców, pozwolisz się rozpędzić, to już jej nie dogonisz - przyznał skrzydłowy gości Danny Granger.

Oklahoma City Thunder po 30. zwycięstwo w sezonie (mają też osiem porażek) sięgnęli, pokonując we własnej hali broniących tytułu koszykarzy Dallas Mavericks 95:91. Russell Westbrook zdobył dla gospodarzy 24 pkt, a Kevin Durant dodał 22. Wśród pokonanych jak na mistrza przystało zagrał jedynie Niemiec Dirk Nowitzki - 27 pkt. Dobrze zagrał też rezerwowy Jason Terry - 18 pkt, siedem asyst i pięć zbiórek.

Jeszcze 2.46 przed końcem gry "Mavs" po rzucie za trzy punkty Nowitzkiego wygrywali 91:87, ale nie zdołali już powiększyć dorobku punktowego, pudłując w czterech kolejnych akcjach. Thunder odpowiedzieli "trójką" Westbrooka, następnie prowadzenie zapewnił im dwoma celnymi rzutami wolnymi reprezentant Hiszpanii Serge Ibaka, jedną z dwóch podobnych prób wykorzystał Durant, a 1,8 s przed ostatnią syreną rezultat ustalił w ten sam sposób Westbrook.

- Rywale 30 razy stawali na linii rzutów wolnych, my - 10. Graliśmy na wyjeździe, a mimo to do końca mieliśmy szanse na zwycięstwo. W zeszłym roku zdobyliśmy mistrzostwo, bo potrafiliśmy wykorzystać każdy błąd przeciwnika i trzymaliśmy równy poziom. Teraz zdarzają się nam przestoje i to w kluczowych momentach meczów - przyznał Nowitzki, którego drużyna zajmuje obecnie szóste miejsce na Zachodzie.

Los Angeles Clippers zaczynają mieć kompleks niżej notowanego zespołu Minnesota Timberwolves. Z 14 dotychczasowych porażek w tym sezonie trzy ponieśli właśnie z "Leśnymi Wilkami". W poniedziałek przegrali w ich hali 94:95.

Bohaterem spotkania był Kevin Love, który zdobył dla gospodarzy 39 pkt i miał 17 zbiórek. Wśród pokonanych wyróżnił się Blake Griffin - 26 pkt i 12 zbiórek. 18 pkt zanotował Chris Paul, ale trafiał głównie z linii rzutów wolnych. W ten sposób zmniejszył straty gości do jednego punktu, ale jego próba za trzy punkty niemal równo z końcową syreną, podobnie jak trzy wcześniejsze, była nieskuteczna.

- Nie trafiliśmy aż 11 wolnych, a w ostatniej kwarcie rywale zebrali kilka ważnych piłek pod naszym koszem. To zdecydowało - ocenił przyczyny przegranej szkoleniowiec Clippers Vinny Del Negro.

Poniedziałkowe wyniki:

Chicago Bulls - Indiana Pacers 92:72

Cleveland Cavaliers - Utah Jazz 100:109

Denver Nuggets - Sacramento Kings 119:116 (po dogr.)

Milwaukee Bucks - Philadelphia 76ers 97:93

Minnesota Timberwolves - Los Angeles Clippers 95:94

Oklahoma City Thunder - Dallas Mavericks 95:91

Portland Trail Blazers - New Orleans Hornets 86:74

Toronto Raptors - Orlando Magic 88:92

Washington Wizards - Golden State Warriors 100:120

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje