Reklama

Reklama

"Wolę grać w Korei niż w NBA"

"Nie grałbym w NBA, nawet gdybym miał ofertę gwarantowanego kontraktu. Prędzej podpiszę kolejny kontrakt w Korei, niż w NBA" - Gabe Muoneke, który w tym sezonie reprezentował barwy mistrza Hiszpanii, TAU Ceramiki Vitoria, a w przeszłości był bliski angażu w NBA.

Gdy dołączyłeś do zespołu TAU Ceramiki Vitoria w grudniu ubiegłego roku, spodziewałeś się, że włodarze klubu po 3 miesiącach nie przedłużą Twojego kontraktu?

Gabe Muoneke: - Wiedziałem, że będą chcieli mnie zatrzymać. I złożyli mi ofertę. Odrzuciłem ją, ale później doszliśmy do porozumienia, które satysfakcjonowało obie strony. Jednak na godzinę przed tym, jak mieliśmy podpisywać umowę, zarząd klubu chciał zmieniać ustalone warunki. Uważałem, że to było bardzo nieprofesjonalne i że traktują mnie z lekceważeniem, więc od tego czasu byłem zdeterminowany by wrócić do domu. Zarezerwowałem bilet lotniczy na samolot, którym miała wracać moja rodzina i po jakimś czasie polecieliśmy do domu. Włodarze TAU chcieli mnie w swojej drużynie, ale chyba nie chcieli bym to odczuł.

Reklama

Musiałeś być zawiedziony słysząc, że TAU zdobyło Mistrzostwo Hiszpanii bez Ciebie w składzie.

- Cieszyłem się z ich zwycięstwa, ale oczywiście chciałbym być członkiem mistrzowskiego składu do końca. Chociaż w pewnym sensie to nim byłem, przecież rozegrałem 30 spotkań w barwach TAU, to więcej niż mój następca, James Singleton. Żałuję tylko tego, że nie grałem przeciwko CSKA Moskwa w Final Four Euroligi. Bardzo dobrze kryłem ich podkoszowych zawodników w pierwszym meczu sezonu zasadniczego i czułem, że świetna obrona mogłaby odmienić losy meczu w turnieju finałowym.

W lidze ACB zdobywałeś średnio 5.2 punktu i 2.1 zbiórki na mecz, a w Eurolidze nieco więcej, odpowiednio 6.5 punktu i 2.7 zbiórki. Jesteś zadowolony z tego, jak pokazałeś się w najsilniejszych rozgrywkach koszykarskich w Europie?

- Jestem zadowolony z tego jak wykorzystałem czas spędzony w Hiszpanii. Moje statystyki były lepsze od średnich niektórych koszykarzy z wielkimi nazwiskami, którzy grali znacznie dłużej. Jestem pewien, że gdybym w każdym meczu grał po 20 i więcej minut, to moje osiągnięcia byłyby dwa razy lepsze. Myślę, że przez ten krótki czas gry byłem efektywny i udowodniłem, że w innych okolicznościach mógłbym zrobić dużo więcej.

Swój najlepszy mecz w Eurolidze rozegrałeś przeciwko Prokomowi Treflowi Sopot. Zdobyłeś 16 punktów (6/9 z gry) i miałeś 3 zbiórki. Pamiętasz to spotkanie z polskim zespołem?

- O tak, pamiętam. Musisz zrozumieć, przez długi czas byłem od zdobywania punktów. Nawet kiedy grałem na obozach treningowych NBA wszyscy mówili mi, że jedną rzeczą, którą robię naprawdę dobrze, jest rzucanie. Więc kiedy przyszedłem do TAU starałem się robić to, co umiem najlepiej. Dopiero potem uświadomiłem sobie, że trenerzy widzą mnie w innej roli, więc próbowałem się zastosować do ich wizji.

Byłeś blisko angażu w takich zespołach z NBA, jak Charlotte Bobcats, Houston Rockets, Utah Jazz, New Orleans Hornets czy Washington Wizards. Dlaczego nie udało Ci się zakotwiczyć w NBA na dłużej?

- To pytanie zadają mi wszyscy i, szczerze mówiąc, nie znam na nie odpowiedzi. Grałem dobrze na każdym poziomie. I gdziekolwiek grałem, byłem otoczony zawodnikami, którzy grali w NBA. Wydaje mi się, że byłem jedynym zawodnikiem, który w tym sezonie zasilił jedną z czterech czołowych drużyn w Hiszpanii, a nigdy nie rozegrał pełnego sezonu w NBA. Więc jak, mogę grać na najwyższym poziomie w Europie i w Azji, mogę przez trzy lata dominować w NBDL, a nie nadaję się do NBA? Wiem, że to nieprawda, więc podaję ludziom jedyny powód, jaki przychodzi mi do głowy. Kiedy skończyłem szkołę przylgnęła do mnie łatka "szalonego zawodnika", a gdy już poznali ją wszyscy w NBA, nie dało się jej pozbyć.

Na pewno nie miałbyś nic przeciwko grze w Houston. Na początku swojej kariery grałeś w szkole średniej Cypress Falls, która mieści się w Houston, a później reprezentowałeś barwy uczelni Texas. Jesteś silnie związany z tym stanem?

- Kiedyś byłem, przez długi czas był to mój drugi dom. Ale włożyłem w Teksas tak dużo od siebie, że przyszedł czas na przeprowadzkę. W tym roku wracam z moją rodziną do Afryki. Czułem się świetnie w Teksasie i zawsze będę Teksańczykiem, ale rodzice uczyli mnie, że jestem też Afrykaninem, dlatego opuszczam USA.

Bardzo ciekawa, choć niezbyt wesoła, była Twoja przygoda z klubem Washington Wizards. Mógłbyś ją opowiedzieć?

- No cóż, dla mnie ona była nawet zabawna, bo była typową anegdotką z NBA. Wizards przez całe lato wydzwaniali do mnie i namawiali, żeby przyjechał do Waszyngtonu. Nalegali, mimo że ciągle odmawiałem z powodu mojego własnego ślubu. Nawet zmieniali swoje plany, by móc je dostosować do moich. A kiedy już opuściłem Waszyngton na jeden dzień - dzień mojego ślubu, Wizards wykreślili mnie ze składu. Byłem pewien, że tam wrócę następnego dnia, więc wszystkie moje rzeczy zostały w stolicy. To świetna historia, pewnego dnia opowiem ją mojemu synowi. Zwłaszcza, jeśli w przyszłości wygram mistrzostwo Euroligi i pokażę, że "ten się śmieje, kto się śmieje ostatni".

Czy w przyszłym sezonie zobaczymy Gabe Muoneke na parkietach NBA?

- Nie ma mowy! Nie grałbym w NBA, nawet gdybym miał ofertę gwarantowanego kontraktu. Już nie mam chęci mieszkać czy grać w Ameryce. Myślę, że wystarczająco długo goniłem marchewkę zawieszoną na kiju. Na poważnie, gdybym miał do wyboru grać w czołowym europejskim zespole albo w klubie NBA, wybrałbym Europę. Prędzej podpiszę kolejny kontrakt w Korei, niż w NBA. To jest obietnica.

Rozmawiał: Tomasz Sulka

Reklama

Reklama

Reklama