Reklama

Reklama

Wizards w II rundzie

Washington Wizards zagrają w II rundzie playoffs NBA 2005. W meczu nr 6 "Czarodzieje" ze stolicy USA pokonali we własnej hali Chicago Bulls 94-91 i wygrały serię 4-2.

Aż 23 lata kibice w Waszyngtonie musieli czekać na wygranie przez Wizards serii w playoffs, ale wreszcie się doczekali.

Reklama

Jest kilka powodów tak wspaniałej postawy stołecznych graczy w tym sezonie, ale jednym z najważniejszych jest postawa Gilberta Arenasa. W meczu numer 5. ten młody gracz rzucił zwycięskie punkty, a dzisiejszej nocy trafił tylko 6 z 24 rzutów, ale zanotował za to bardzo ważny blok w końcówce spotkania.

Na 2 minuty i 41 sekund przed końcem "Byki" prowadziły 91-87 i Kirk Hinrich "ukradł" piłkę Brendanowi Haywoodowi na połowie rywala. Gracz z Chicago miał tylko przed sobą kosz, który szybko zaatakował, ale z prawej strony wyrósł Arenas, który we wspaniałym stylu zablokował rywala.

- To było zagranie najwyższej klasy - pochwalił swojego podopiecznego trener Eddie Jordan. - Gilbert nie trafiał dziś za dobrze, ale za to pokazał swoją determinację i wole zwycięstwa w inny sposób, choćby tym wspaniałym blokiem.

Po tej akcji Arenasa punkty zdobywali już tylko i wyłącznie gospodarze. Najpierw Larry Hughes, później Antawn Jamison i Jared Jeffries, a na 16 sekund przed końcem jeden rzut wolny wykorzystał Juan Dixon.

Równo z ostatnią syreną na parkiet w MCI Center posypały się confetti oraz rozbłysły fajerwerki. Wizards wygrali serię z Chicago Bulls 4-2 i awansowali do drugiej rundy pierwszy raz od 1982 roku, kiedy to jeszcze jako Washington Bullets wygrali serię z New Jersey Nets 2-0, ale wtedy pierwsze rundy grano do dwóch zwycięstw.

- Nieprawdopodobne odrodzenie nieprawdaż? - pytał po meczu uśmiechnięty Arenas (Wizards rozpoczęli serię od dwóch porażek, aby następnie wygrać cztery mecze z rzędu). - Jesteśmy bardzo szczęśliwi. Wierzyliśmy, że możemy zajść daleko i pokazaliśmy to. Mimo, że zmagaliśmy się z kontuzjami i absencjami graczy, to cały czas stanowiliśmy jedność i mocno wierzyliśmy w sukces.

Dopiero siódmy raz w historii NBA zdarzyło się, że drużyna, która przegrała pierwsze dwa mecze uzyskała awans.

Koszykarze z Waszyngtonu nie będą mieli zbyt wiele czasu na świętowanie, bowiem już w niedzielę zagrają w półfinale Konferencji Wschodniej z głównym faworytem do gry w wielkim finale z Miami Heat. Czy Arenas i spółka powstrzymają Wade'a i Shaqa? Przekonamy się już niebawem, ale emocji nie powinno zabraknąć.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w NBA Playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: W.E. | chicago bulls | Chicago | NBA | Washington Wizards

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje