Reklama

Reklama

Wizards przegrali z Hawks. 10 punktów i zbiórek Marcina Gortata

Marcin Gortat uzyskał 10 punktów i tyle samo zbiórek w sobotnim meczu NBA, który jego Washington Wizards przegrali na wyjeździe z Atlanta Hawks 99:114. To druga z rzędu porażka "Czarodziejów".

Gospodarze odnieśli siódme kolejne zwycięstwo, co oznacza najdłuższą serię sukcesów w lidze.

Dla obydwu drużyn był to rewanż na poprzedni play-off, w którym Wizards ulegli Hawks 2-4 w półfinale Konferencji Wschodniej, przegrywając trzy ostatnie mecze łączną różnicą zaledwie dziewięciu punktów.

Oba zespoły grały poprzedniego dnia ligowe mecze - Atlanta w Nowym Orleanie z Pelicans (121:115), Washington w Bostonie z Celtics (98:118). Lepiej tę sytuację znieśli w sobotę koszykarze trenera Mike’a Budeholzera, najlepszego coacha NBA w minionym sezonie, chociaż obie ekipy prześcigały się w błędach.

Reklama

O zwycięstwie "Jastrzębi" w tym chaotycznym, ale wyrównanym przez ponad trzy kwarty meczu (prowadzenie zmieniało się 19-krotnie, również 19 razy był remis) przesądziła ostatnia odsłona, wygrana przez nich 39:21.

Kluczowe dla wyniku były straty. Zespół z Waszyngtonu popełnił ich aż 26 - najwięcej w sezonie. Dwaj jego czołowi gracze John Wall i Bradley Beal mieli ich w sumie 15, w tym wiele w decydujących fragmentach meczu. Atlanta zanotowała 15 takich błędów.

Gospodarze trafili także więcej rzutów za trzy punkty (13/33, rywale - 8/24).

Jeszcze w połowie czwartej kwarty Wizards prowadzili 92:90. Ostatnie minuty spotkania były jednak dla nich fatalne. Chaotyczne akcje, straty, nierozważne decyzje spowodowały, że rywale wygrali ten fragment 24:7.Gortat rozpoczął mecz w pierwszej piątce, przebywał na parkiecie 26 minut, trafił cztery z ośmiu rzutów z gry i obydwa wolne. Miał dziewięć zbiórek w obronie i jedną w ataku, asystę, dwa przechwyty, trzy straty i faule. Dwukrotnie został zablokowany przez rywali.

Najwięcej punktów dla "Czarodziejów" zdobył jedyny zasługujący na pochwałę Otto Porter - 23, co jest jego rekordem kariery. Wall dodał 19 pkt (trafił tylko 6 z 16 rzutów z gry), miał 12 asyst, ale aż siedem strat. Beal, który w pięciu poprzednich spotkaniach zdobywał minimum 24 punkty, wyrównując klubowy rekord Earla Monroe z 1968 roku, tym razem uzyskał ich tylko 11 (5/12 z gry), mając przy tym osiem strat. W końcówce meczu doznał kontuzji barku. Nene miał identyczne double-double jak Gortat - 10 pkt i 10 zb.

W zespole gospodarzy wyróżnili się Kent Bazemore - 25 pkt (rekord kariery), Paul Milsap - 21, siedem zbiórek i sześć asyst oraz Al Horford - 19 i 9 zb.

Gortat, który uzyskał w sobotę pierwsze double-double z sezonie i wraz z kolegą z zespołu Nene był najlepiej zbierającym spotkania, nie może być jednak - jak cały zespół - zadowolony ze swojej gry. Brakowało mu agresywności i zdecydowania w walce pod tablicami.

Znamienna była akcja w końcówce, gdy przy wyniku 94:100 na 4.02 przed syreną polski środkowy wrócił na boisko. Było jeszcze dużo czasu na odrobienie strat. Piłkę mieli Wizards, za trzy punkty rzucał Kris Humphries. Odbita od obręczy piłka leciała w stronę Gortata, ale wyżej od niego skoczył niższy o 23 cm Jeff Teague, zebrał, podał do Bazemore’a, a ten trafił z dystansu. Do końca spotkania rozkojarzeni i forsujący zbyt szybką, chaotyczną grę Wizards zdobyli tylko pięć punktów.

Mają teraz w lidze po trzy zwycięstwa i porażki, Hawks legitymują się bilansem 7-1.

Kolejny mecz "Czarodzieje" rozegrają we wtorek z Oklahoma City Thunder na własnym parkiecie.

Koszykarze Golden State Warriors odnieśli w siódme zwycięstwo i pozostają jedyną niepokonaną drużyną sezonu zasadniczego NBA.

W sobotę drużyna z Oakland wygrała na wyjeździe z Sacramento Kings 103:94.

Lider mistrzów NBA Stephen Curry zdobył 24 punkty, najwięcej w zespole ale to nie był jego dzień. Trafił 8 z 18 rzutów, ale tylko 2 z 10 za trzy punkty, pudłując pierwszych osiem prób. To jednak jego "trójka" na 5.43 min przed końcem pozwoliła "Wojownikom" wyjść na prowadzenie 81:79, którego już nie oddali.

Curry zanotował w sobotę 80. mecz z rzędu, w którym trafił przynajmniej raz za trzy punkty, co jest trzecią najdłuższą serią w NBA.

W ekipie gospodarzy triple-double zaliczył Rajon Rondo (14 punktów, 15 asyst i 12 zbiórek).

Na właściwe tory wrócili zawodnicy Houston Rockets. Po przegraniu trzech pierwszych pojedynków ligowych zaliczyli cztery zwycięstwa z rzędu. W sobotę ich wyższość musieli uznać we własnej hali gracze Los Angeles Clippers - 105:109. Po raz kolejny błysnął formą w ekipie "Rakiet" Harden, dla którego 46 pkt to najlepszy wynik w tym sezonie. Najpopularniejszy brodacz w NBA dzień wcześniej w meczu z Sacramento trafił 43 pkt.

- W tych ostatnich kilku spotkaniach, w których graliśmy dobrze, nasza dobra postawa w defensywie miała przełożenie na ofensywę. Musimy się tego trzymać - podkreślił Harden.

Jego klubowy kolega Dwight Howard w sobotę dodał 20 pkt i tyle samo zbiórek. O zwycięstwie zadecydowała końcówka.

Najwięcej punktów dla Clippers - 35 - rzucił Blake Griffin, który zaliczył też 11 zbiórek. Gospodarze musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Chrisa Paula.

Wyniki sobotnich meczów NBA:

Chicago Bulls - Minnesota Timberwolves     93:102 (po dogrywce)

Philadelphia 76ers - Orlando Magic         97:105

Atlanta Hawks - Washington Wizards        114:99

Dallas Mavericks - New Orleans Pelicans   107:98

Milwaukee Bucks - Brooklyn Nets            94:86

San Antonio Spurs - Charlotte Hornets     114:94

Utah Jazz - Memphis Grizzlies              89:79

Sacramento Kings - Golden State Warriors   94:103

Los Angeles Clippers - Houston Rockets    105:109

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje