Reklama

Reklama

Wielki Amare, wygrana Lakers

- Amare Stoudemire był jak Wilt Chamberlain - powiedział o swoim koledze z Suns Quentin Richardson. Porównanie może troszkę na wyrost, ale rzeczywiście - w wygranym przez ekipę z Phoenix meczu z Blazers 117:98 - 50 punktów Amare mogło zaimponować.

Niewiele gorszy minionej nocy był Kobe Bryant, który zgromadził 42 "oczka", prowadząc Lakers do zwycięstwa nad Denver Nuggets 99:91.

Stoudemire dołączył do grona zawodników, którym udało się w jednym meczu w tym sezonie zdobyć co najmniej 50 pkt. Obok niego ta sztuka udała się tylko Allenowi Iversonowi z Philadelphia 76ers i Dirkowi Nowitzkiemu z Dallas Mavericks. 19-letni Maciej Lampe nie zagrał, całe spotkanie spędził na ławce rezerwowych.

Dallas Mavericks, którzy w Southwest Division zajmują drugie miejsce, bez problemów pokonali Milwaukee Bucks 123:104 , zespół zajmujący w Central Division ostatnie miejsce. Najwięcej punktów - 39 zdobył dla Dallas Dirk Nowitzki. W ekipie Milwaukee Bucks najlepiej zagrał Josh Howard, który uzyskał 25 pkt i 13 zbiórek.

Reklama

Michael Cooper poniósł pierwszą porażkę w roli szkoleniowca Nuggets, co "zawdzięcza" głównie Bryantowi. Cooper, który zdobywał w przeszłości tytuły mistrzowskie w barwach "Jeziorowców" nie mógł liczyć na specjalne traktowanie ze strony swoich następców. Szczególnie ze strony Kobe'ego, który zdobył pierwsze 14 punktów dla Lakers w IV kwarcie i zakończył pojedynek z dorobkiem 42 "oczek", mając prawie 50-procentową (14/29) skuteczność z gry. To był trzeci z rzędu mecz Bryanta z dorobkiem co najmniej 40 "oczek" (42 z Heat i 48 z Raptors).

- Niektóre wieczory tak właśnie będą wyglądać, ale nie możemy na tym polegać - stwierdził Kobe, który grał ze skręconym kciukiem rzucającej dłoni. - Mieliśmy już sporo meczów, w których mogliśmy zaimponować zbilansowanym atakiem.

Carmelo Anthony zdobył 27 punktów, a Nene dodał 16 dla ekipy z Denver, która miała 37-procentową skuteczność z gry.

Kilka godzin przed Nuggets w Staples Center gościli Sixers, ale i oni wyjechali z LA na tarczy, przegrywając z Clippers 83:89. Gospodarze wygrali pomimo popełnienia aż 28 strat, słabej skuteczności rezerwowych (zaledwie 4 pkt) oraz... 35 punktów Allena Iversona (16/30 z gry). Zespół z "Miasta Aniołów", dla którego Elton Brand i Corey Maggette zdobyli po 26 punktów, wypracował 24-punktową przewagę w III kwarcie.

Goście z Filadelfii byli jednak bliscy odrobienia strat. Na 77 sekund przed końcem - po serii siedmiu punktów Iversona i wolnych Kenny'ego Thomasa - przewaga miejscowych zmalała do zaledwie pięciu "oczek" (85:80). W końcówce celnie wykonywane rzuty wolne uratowały jednak zwycięstwo Clippers.

Nadal nie najlepiej wiedzie się Utah Jazz. Nie dość, że zajmują ostatnie miejsce w Northwest Division, to przegrali kolejne spotkanie, tym razem 80:99 z Houston Rocket. W zespole z Houston najlepiej zagrali Tracy McGrady - 25 pkt i Bob Sura - 24 pkt (i 10 zbiórek). Nieźle wypadł także Yao Ming, który wywalczył 15 pkt.

W Waszyngtonie miejscowi Wizards, zajmujący w Southeast Division drugie miejsce, dopiero w czwartej kwarcie uzyskali przewagę nad Atlanta Hawks i mecz wygrali 104:101. W zespole zwycięzców najlepiej rzucali Larry Hughes - 26 pkt i Juan Dixon - 15 pkt.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 2 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL