Reklama

Reklama

Warriors wygrali na inaugurację, zwycięstwo Bulls oglądał Barack Obama

Koszykarze Golden State Warriors od zwycięstwa rozpoczęli sezon 2015/16 NBA. Obrońcy tytułu u siebie pokonali New Orleans Pelicans 111:95. Przed meczem w Oracle Arena w Oakland odbyła się feta na cześć najlepszej drużyny poprzedniego sezonu.

Spotkanie w Oakland praktycznie było pozbawione emocji. "Wojownicy" od początku prezentowali mistrzowską dyspozycję i sukcesywnie powiększali przewagę. Na początku czwartej kwarty wynosiła już 23 punkty.

Przez lato nic ze swojej wielkiej formy nie stracił rozgrywający Warriors - Stephen Curry. Najbardziej wartościowy zawodnik (MVP) poprzednich rozgrywek zdobył 40 punktów, trafiając m.in. pięć rzutów za trzy punkty. Do tego miał siedem asyst i sześć zbiórek.

Ciężką noc miał natomiast gwiazdor Pelicans - Anthony Davis. Zdobył 18 punktów, ale trafił tylko cztery z 20 rzutów z gry.

Reklama

- Nauczyliśmy się cieszyć sukcesami, delektować chwilą, bawić się tym wszystkim i jednocześnie skupiać na grze, gdy przychodzi pora. Byłoby rozczarowujące zacząć sezon od porażki, a tak nastrój wciąż jest bardzo dobry i zamierzamy się tego trzymać- przyznał Curry, którego drużyna przed meczem otrzymała pierścienie za wywalczenie mistrzostwa.

Z trybun zwycięstwo podopiecznych oglądał trener Steve Kerr, który przechodzi rekonwalescencję po dwóch operacjach kręgosłupa.

Podczas krótkiej ceremonii przed meczem owację od publiczności otrzymał Alvin Gentry. 60-letni szkoleniowiec był w poprzednim sezonie asystentem Kerra. Teraz samodzielnie prowadzi Pelicans.

We wtorek w roli trenera w NBA na ławce Bulls udanie zadebiutował Fred Hoiberg. Jego zespół pokonał u siebie Cavaliers 97:95.

Wśród zwycięzców najskuteczniejszy był Hiszpan Nikola Mirotic - 19 pkt. Grający z ochronną maską Derrick Rose dołożył 18, a Jimmy Butler 17. W ofensywie niewidoczny był Pau Gasol (dwa punkty), ale to właśnie Hiszpan na 10 sekund przed końcem meczu zablokował atakującego kosz LeBrona Jamesa.

Gwiazdor "Kawalerzystów" mimo tej nieudanej akcji nie może sobie wiele zarzucić. Zdobył 25 punktów, trafiając 12 z 22 rzutów z gry. Miał także 10 zbiórek i pięć asyst.

Zwycięstwo "Byków" na żywo oglądał najważniejszy obecnie w USA kibic tej drużyny - prezydent Barack Obama.

Do niespodzianki doszło w trzecim wtorkowym meczu, w którym koszykarze Atlanta Hawks ulegli we własnej hali Detroit Pistons 94:106. W poprzednim sezonie "Jastrzębie" były najlepszą drużyną Konferencji Wschodniej, ale tej nocy kompletnie jej nie przypominały.

Goście nie zagrali wielkiego meczu, z gry trafili 37 z 96 rzutów (38,5 proc.). Kompletnie zdominowali jednak walkę pod tablicami. Pistons mieli aż 23 zbiórki w ataku, a Hawks siedem. Dzięki temu oddali o 14 rzutów więcej niż gospodarze. Częściej byli też faulowani.

Cała pierwsza piątka "Tłoków" zaprezentowała równy poziom. Najwięcej punktów - 21 - zdobył Kentavious Caldwell-Pope. Po 18 dołożyli Andre Drummond i Marcus Morris. Mieli odpowiednio 19 i 10 zbiórek.

Wśród pokonanych najlepszy był rezerwowy Dennis Schroeder. Niemiec uzyskał 20 pkt.

W środę do rywalizacji przystąpi zespół Marcina Gortata - Washington Wizards. "Czarodzieje" na wyjeździe zmierzą się z Orlando Magic.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje