Reklama

Reklama

Udany start Pistons

Detroit Pistons, Boston Celtics, Seattle SuperSonics i Houston Rockets zaczęli od zwycięstw tegoroczny playoffs w NBA. Pierwsze trzy ekipy wygrały na własnym parkiecie, natomiast podopieczni Jeffa Van Gundy'ego na wyjeździe.

Obrońcy tytułu byli zdecydowanie lepsi od Philadelphii 76ers pokonując ich 106:85, "Celtowie" odprawili Indianę Pacers 102:82, "Naddźwiękowcy" uporali się z Sacramento Kings 87:82, a "Rakiety" okazały się silniejsze od Dallas Mavericks (98:86).

Reklama

Ekipa z Detroit, numer dwa na Wschodzie po sezonie regularnym, nie rozpoczęła sobotniego spotkania dobrze. Pod koniec pierwszej kwarty goście prowadzili nawet 28:12, ale potem mistrzowie wzięli się do roboty. W drugiej "ćwiartce" bardzo dobrą zmianę dał rezerwowy Antonio McDyess (11 punktów, 5 z 6 rzutów z gry) i na zakończenie pierwszej połowy "Tłoki" prowadziły 48:46.

Z kolei w trzeciej kwarcie ciężar gry wziął na siebie Rasheed Wallace (16 "oczek"). - On grał niewiarygodnie. Wiedziałem, że dobrze się zaprezentuje, ponieważ zagrał w swoim mistrzowskim pasie. Czekałem tylko, co dzisiaj pokaże - powiedział o R. Wallace'ie McDyess. - Nie jesteśmy pod presją. Większość ludzi zwraca uwagę na ekipy z Miami i San Antonio - stwierdził R. Wallace.

"Tłoki" wygrały walkę na tablicach (48-35), były lepsze w polu trzech sekund (42:26) i zdobyły więcej punktów drugiej szansy (14:6). Ponadto Ben Wallace notując siedem bloków wyrównał klubowy rekord z playoffs ustanowiony w 1976 roku przez Boba Laniera.

- Przed meczem zastanawiałem się, kto jest najlepszym graczem Pistons i doszedłem do wniosku, że mają pięciu równych koszykarzy - stwierdził Jim O'Brien, coach "Szóstek". Ekipie z Filadelfii nie pomogła dobra gra Allena Iversona (30 punktów i 10 asyst) i Chrisa Webbera (27 "oczek"). - Nie można zwyciężyć grając w ten sposób. W pierwszej kwarcie graliśmy na wysokim procencie rzutów, ale w następnej, to gospodarze wszystko trafiali - powiedział zawodnik znany jako "Odpowiedź".

Patrząc z historycznego punktu widzenia "Celtowie" wygrywając w sobotę z Pacers pierwszy mecz tegorocznego playoffs, praktycznie zapewnili już sobie udział w drugiej rundzie. Do tej ekipa z Bostonu ma bilans 38-3 w sytuacji, gdy wygrywała premierowe spotkanie serii.

Gospodarze zagrali bardzo zespołowo, aż sześciu graczy zdobyło 10 albo więcej punktów i po słabym początku, od drugiej kwarty, budowali przewagę, która na koniec wyniosła 20 "oczek". - To była straszna "demolka". Dobrze zagraliśmy tylko w pierwszej kwarcie - powiedział Rick Cirlisle, coach Pacers.

"Rakiety" wygrały w sobotę swój pierwszy wyjazdowy mecz w playoffs od 1998 roku. Kluczem do zwycięstwa było powstrzymanie najlepszego strzelca Mavs Dirka Nowitzkiego. Niemiec zdobył 21 punktów, ale przy słabej skuteczności (5 z 19 z gry). Z tego zadania bardzo dobrze wywiązał się Ryan Bowen, któremu pomagał Tracy McGrady. T-Mac był także najskuteczniejszy w ekipie z Houston rzucając 34 "oczka". - Chciałem dzisiaj wygrać, chciałem zanotować dobry start w playoffs - stwierdził T-Mac. Jego życzenie się spełniło.

W spotkaniu w Seattle pierwszoplanową postacią był Jerome James. Zawodnik, który w sezonie regularnym nie zawsze wychodził na parkiet, w sobotę zdobył 17 punktów, miał 15 zbiórek i pięć bloków. Z kolei w ekipie z Sacramento kompletnie zawiódł Mike Bibby. Obrońca "Królów" trafił tylko 1 z 16 rzutów z gry.

Zobacz wyniki i strzelców punktów w playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: uda | NBA | Houston Rockets | seattle | detroit | houston | start

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje