Reklama

Reklama

Thunder i Spurs wygrały po raz 16. w sezonie

Kevin Durant był minimalnie lepszy od Kobe Bryanta w pojedynku czołowych snajperów ligi, a koszykarze Oklahoma City Thunder pokonali Los Angeles Lakers 114:108 w najciekawszym piątkowym meczu NBA.

Lakers, mimo letnich wzmocnień, spisują się na razie bardzo przeciętnie. Ich obecny bilans - 9 wygranych i 11 porażek - wystarcza jedynie do 11. pozycji na Zachodzie. Dopiero po raz trzeci od 1979 roku po 20 spotkaniach mają więcej przegranych niż zwycięstw.

Reklama

Najmniej zastrzeżeń można mieć do postawy Bryanta, który ze średnią 28,4 pkt jest najlepszym strzelcem ligi. W piątek lider "Jeziorowców" zdobył 35 pkt, miał siedem asyst, po trzy bloki i przechwyty, ale to nie wystarczyło do pokonania Thunder.

Wśród gospodarzy jeszcze lepiej zagrał bowiem drugi w klasyfikacji najskuteczniejszych Durant - 36 pkt, dziewięć zbiórek i cztery asysty.

Lakers, wciąż bez kontuzjowanego Hiszpana Paua Gasola, przespali drugą kwartę, którą przegrali różnicą 15 pkt. Prowadzenie, które wówczas wywalczyli gracze z Oklahomy, wystarczyło do końcowego sukcesu.

Bryant mógł liczyć na wsparcie praktycznie tylko Dwighta Howarda - 23 pkt (w tym 5 na 7 z linii rzutów wolnych, z czym ostatnio miał spore problemy) i 18 zbiórek. Durantowi w zdobywaniu punktów sekundował Russell Westbrook, który zakończył spotkanie z dorobkiem 33 i miał osiem asyst.

- Solidnie zapracowaliśmy na to zwycięstwo. Zespół wykonał ciężką pracę, choć w drugiej połowie zdarzyło się kilka przestojów - ocenił Scott Brooks, trener ekipy Thunder, która wygrała siódmy mecz z rzędu, a z bilansem 16-4 w lidze i konferencji ustępuje jedynie Memphis Grizzlies.

Najlepsza obecnie drużyna rozgrywek w piątek odniosła 14. zwycięstwo. W Nowym Orleanie pokonała Hornets 96:89. Bohaterem meczu był skrzydłowy gości Rudy Gay - 28 pkt, osiem zbiórek, pięć asyst. Po 15 pkt dla "Szerszeni" zdobyło trzech koszykarzy, w tym dwóch rezerwowych.

W drugiej połowie zajmujący ostatnie miejsce na Zachodzie gospodarze pozwolili rzucić faworytom ledwie 45 pkt, ale straty z pierwszej odsłony zdecydowały o ich 13. porażce w sezonie.

- Walczyliśy dzielnie, ale to za mało. Nazywanie nas moralnymi zwycięzcami nie ma sensu. Mnie interesują realne wygrane - przyznał pierwszoroczniak Austin Rivers, jeden z trójki najlepszych strzelców Hornets w tym meczu, który w piątek ustanowił rekord kariery.

Tuż za Grizzlies, z identycznym bilansem jak Thunder, plasują się San Antonio Spurs. "Ostrogi" po dość jednostronnym pojedynku pokonały we własnej hali Houston Rockets 114:92. Z dorobkiem 17 pkt liderem gospodarzy był francuski rozgrywający Tony Parker. Zresztą wszystkich 13 graczy popisało się w tym spotkaniu co najmniej jednym trafieniem do kosza.

James Harden uzyskał 29 pkt dla "Rakiet", ale jego koledzy mieli znacznie gorzej wyregulowane celowniki. Cały zespół zanotował skuteczność z gry na poziomie niespełna 39 proc., przy ponad 55 gospodarzy.

- Mamy 10, może nawet 12 zawodników, którzy wchodząc na parkiet wykonują powierzone im zadania i wnoszą wkład w sukcesy zespołu. W naszej ekipie nie ma statystów, co znacznie utrudnia sprawę rywalom - ocenił środkowy Spurs Tim Duncan.

Wyniki piątkowych meczów:

Philadelphia 76ers - Boston Celtics            95:94 (po dogrywce)

Indiana Pacers - Denver Nuggets                89:92

Brooklyn Nets - Golden State Warriors         102:109

Atlanta Hawks - Washington Wizards            104:95

Detroit Pistons - Chicago Bulls               104:108

New Orleans Hornets - Memphis Grizzlies        89:96

Minnesota Timberwolves - Cleveland Cavaliers   91:73

Milwaukee Bucks - Charlotte Bobcats           108:93

San Antonio Spurs - Houston Rockets           114:92

Utah Jazz - Toronto Raptors                   131:99

Oklahoma City Thunder - Los Angeles Lakers    114:108

Sacramento Kings - Orlando Magic               91:82

Dowiedz się więcej na temat: NBA | San Antonio Spurs | Memphis Grizzlies | Oklahoma City Thunder

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama