Reklama

Reklama

Suns z Gortatem kontra rewelacyjne "Byki"

NBA wkracza w najciekawszy etap sezonu. Do końca zasadniczej części zostało dziewięć dni, a do rozegrania mnóstwo spotkań.

Mamy wiele niewiadomych, nieznani są jeszcze wszyscy uczestnicy gier playoffs, nie znamy też najlepszej drużyny po sezonie regularnym. Codziennie będę zapowiadał mecze, które mogą okazać się decydujące w rozstawieniu przed decydującymi rundami rywalizacji.

Chicago Bulls (56-20) - Phoenix Suns (37-39)

Chicago Bulls mogą uczynić kolejny krok do zapewnienia sobie pierwszego miejsca w konferencji wschodniej, wygrywając mecz u siebie z grającymi ostatnio dosyć słabo Phoenix Suns. Przewagę nad Miami Heat i Boston Celtics mają dość wyraźną, ale przed sobą jeszcze ciężkie spotkania właśnie z Celtami i z Orlando Magic.

Reklama

Do Suns po krótkiej absencji powraca Steve Nash, który był przeziębiony. Będą jednak dalej grać bez Mickaela Pietrusa, którego powrót do gry w tym sezonie jest bardzo wątpliwy. Jeśli chodzi o Bulls pod znakiem zapytania stoi występ Carlosa Boozer, który nie brał udziału w poniedziałkowym treningu drużyny z powodu przeziębienia. Ich kibiców na pewno ucieszy fakt powrotu do zdrowia Joakima Noah, który nie grał w ostatnich 3 meczach z powodu kontuzji kostki. Jego pojedynki z Marcinem Gortatem mogą być naprawdę świetne.

W pierwszym spotkaniu tych drużyn w sezonie lepsi okazali się Bulls, którzy wygrali po dwóch dogrywkach 123:115.

Atlanta Hawks (44-33) - San Antonio Spurs (58-19)

Atlanta Hawks są w o tyle komfortowej sytuacji, że nie spadną już w dół, ani nie awansują wyżej w tabeli wschodu. Oczywiście są na to matematyczne szanse, ale w praktyce jest wielce prawdopodobne, że to się nie stanie. Z kolei dla San Antonio Spurs każdy mecz będzie teraz walką o przetrwanie na pierwszym miejscu w lidze. Mocno ich naciskają zarówno Chicago Bulls, jak i LA Lakers. Jeśli Spurs zagrają tak samo dobrze jak przeciwko Phoenix Suns w niedzielę, to nie mają się o co martwić, tym bardziej, że Hawks mają tak słaby bilans tak naprawdę tylko przez samych siebie, bo często w grze brakuje im zaangażowania.

Pierwsze spotkanie wygrali Spurs 108:92 w grudniu.

Boston Celtics (53-23) - Philadelphia 76ers (40-37)

Obu drużynom bardzo będzie zależało na wygranej. Celtics walczą o powrót na drugie miejsce przed Miami Heat, a Sixers będą chcieli się obronić przed New York Knicks, którzy złapali drugi oddech i wrócili do walki o 6. miejsce na wschodzie. Celtics na półtorej kwarty odzyskali Shaqa O'Neala, który jednak doznał kontuzji łydki i zagra najwcześniej w piątek. Do gry za to wracają Nenad Krstic i Troy Murphy, dzięki czemu trener Doc Rivers będzie miał większą możliwość manewru pod koszem. Sixers stracili do końca rozgrywek zasadniczych Lou Williamsa, jednego z kluczowych zawodników. W jego miejsce zakontraktowany został weteran Antonio Daniels, ale minuty po nim prawdopodobnie przejmie debiutant Evan Turner.

Denver Nuggets (47-29) - Oklahoma City Thunder (50-26)

Gdyby playoffs zaczynały się 5 kwietnia, to taką parę byśmy obejrzeli naprzeciw siebie w pierwszej rundzie. Patrząc na bilans obu ekip, szansa na utrzymanie ich lokat jest naprawdę spora, więc możemy mieć namiastkę tego co zobaczymy w drugiej połowie kwietnia. Z jednej strony będziemy mieli duet Kevin Durant - Russell Westbrook i świetnych obrońców podkoszowych. Z drugiej szeroki wachlarz zawodników potrafiących indywidualnie rozmontować obronę każdej drużyny, których trener George Karl nauczył ultra zespołowej gry. W obecnym sezonie bilans pomiędzy nimi to 1-1, a oprócz spotkania wtorkowego, zagrają ze sobą jeszcze raz w piątek.

Los Angeles Lakers (55-21) - Utah Jazz (36-41)

LA Lakers będą starali się odbić po drugiej porażce odniesionej po przerwie na weekend gwiazd, żeby ponownie wywierać presję na prowadzących na zachodzie San Antonio Spurs. Zagrają ze zdziesiątkowanymi przez kontuzje i nie mającymi już szans na awans do playoffs Utah Jazz. Powinni sobie poradzić dość łatwo, ale koszykówka jest na tyle nieprzewidywalna, że możliwe są wszystkie scenariusze. Tym bardziej, że nie do końca jest pewny występ w tym spotkaniu Pau Gasola, który narzeka na kontuzję kolana po meczu z Denver Nuggets. Decyzja o jego ewentualnym występie zapadnie przed samym meczem.

New York Knicks (38-38) - Toronto Raptors (21-55)

New York Knicks się rozpędzili. Co prawda grają z drużynami z końcówki tabeli, ale poziom jaki reprezentuje ostatnio Carmelo Anthony jest naprawdę imponujący. Został z resztą za to doceniony tytułem najlepszego zawodnika ostatniego tygodnia w konferencji wschodniej. Raptors z kolei przed samym meczem dopiero dowiedzą się czy europejski duet Andrea Bargnani - Jose Calderon zagrają w tym spotkaniu. Ich brak w meczu z Orlando Magic był o tyle niezauważalny, że w końcu Raptors zagrali twardą koszykówkę. Byli na tyle w tym skuteczni, że pokonali rywali głównie dzięki wygranej walce na deskach 48:30. Tak, tak, Raptors tak wysoko wygrali zbiórki z Magic. To nie sen, to brak Bargnaniego.

Memphis Grizzlies (44-33) - LA Clippers (30-47)

W tym spotkaniu nie zabraknie motywacji obu drużynom. Gracze Grizzlies walczą o zajęcie 7. miejsca na zachodzie z New Orleans Hornets, a Clippers starają się udowodnić, że gdyby nie kontuzje kluczowych graczy, to także liczyliby się w walce o playoffs. To zgranie, które zdobędą pod koniec sezonu na pewno zaprocentuje za rok. Jednak w meczu z Grizzlies będzie im bardzo trudno. O ile Niedźwiadki mogą nie znaleźć dobrej odpowiedzi w obronie na Blake'a Griffina, to na Erica Gordona na pewno wypuszczą Tony Allena, który potrafił zamknąć już niejednego strzelca w tym sezonie. A bez Gordona nie będzie dobrego rozciągania defensywy Grizzlies i nie będzie dużo miejsca dla Griffina.

Portland Trail Blazers (45-32) - Golden State Warriors (33-44)

Gracze z Portland niespodziewanie mają tylko 1 zwycięstwo przewagi nad goniącymi ich Memphis Grizzlies. Dlatego też do końca będą walczyli, żeby uniknąć grania w pierwszej rundzie z Lakers lub ze Spurs. Coraz lepiej wygląda współpraca pomiędzy Geraldem Wallace'em i LaMarcusem Aldridge'em. Obaj coraz lepiej się uzupełniają w grze. Warriors już teraz zrobili duży postęp w porównaniu do poprzedniego sezonu i nie chcą na tym poprzestać. Mają w swojej ekipie trzech graczy obwodowych (Stephen Curry, Monta Ellis, Dorell Wright), których będzie bardzo trudno zatrzymać Blazersom. Ci jednak mają w swoim składzie Aldridge'a, na którego rywale raczej nie znajdą odpowiedzi. Z całym szacunkiem dla Davida Lee, ale dobrym defensorem to on nie jest.

Houston Rockets (41-36) - Sacramento Kings (22-54)

Jeśli gracze Rockets dalej chcą marzyć o graniu w playoffs, nie mogą sobie już pozwolić na przegrane. Wygrali 8 z ostatnich 10 spotkań, ale i tak to może okazać się za mało. Trener Rick Adelman świetnie poukładał swoich zawodników na boisku, mimo że ma jednego z najniższych centrów w historii NBA (Chuck Hayes mierzy zaledwie 198 cm). Potrafi jednak zbierać jak jeden z najlepszych w całej lidze. Naprzeciw niego staną DeMarcus Cousins i Samuel Dalembert, którzy będą mieli zdecydowaną przewagę wzrostu. Kings nie odpuszczą tego spotkania, bo wiedzą, że to są ich ostatnie mecze dla Sacramento. Poza tym widać, że dużą frajdę sprawia im granie w obecnym składzie ze zdrowym Tyreke'iem Evansem i z Marcusem Thorntonem.

Cleveland Cavaliers (15-61) - Charlotte Bobcats (32-44)

Bobcats maja przed sobą mecz ostatniej szansy. Jeśli przegrają na wyjeździe z Cavaliers, to ich szanse na playoffs zmaleją prawie do zera. Wygrana może im przedłużyć nadzieje. Będą grali jednak mocno osłabieni. Na pewno nie zagra ich najlepszy strzelec Stephen Jackson, nie będzie też Tyrusa Thomasa, który jest chyba najbardziej utalentowanym zawodnikiem w ekipie ze stanu Północnej Karoliny. W takiej sytuacji niestety szanse Bobcats maleją i to dość mocno. Ich rywale Indiana Pacers mają wszystkich ważnych zawodników zdrowych w końcówce i przewagę półtora meczu nad drużyną Michaela Jordana.

Więcej o NBA na blogu Piotra Zarychty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje