Reklama

Reklama

Suns wygrali z Heat

W starciu gigantów obecnego sezonu górą "Słońca". Ekipa z Phoenix pokonała w American West Arena Miami Heat 122:107, notując siódmą wygraną z rzędu.

W starciu gigantów obecnego sezonu górą "Słońca". Ekipa z Phoenix pokonała w American West Arena Miami Heat 122:107, notując siódmą wygraną z rzędu.

Drużynę z Cleveland do zwycięstwa nad beniaminkiem ligi Charlotte Bobcats 100:98 po dogrywce poprowadził oczywiście LeBron James. Młody obrońca zdobywał kluczowe punkty pod koniec meczu i w doliczonym czasie gry kończąc spotkanie z dorobkiem 29 "oczek", dziewięciu asyst i ośmiu zbiórek. W spotkaniu czołowych drużyn Konferencji Wschodniej z poprzedniego sezonu górą Detroit Pistons. Mistrzowie NBA pokonali New Jersey Nets 89:80.

Koszykarze "Słońc" bardzo dobrze rozpoczęli wtorkowe spotkanie. Po pierwszej kwarcie prowadzili już 40:25, trafiając w tym okresie z ponad 60-procentową skutecznością. - "Słońca" grają w wielkim stylu, a my musimy być na to gotowi - powiedział przed spotkaniem Shaquille O'Neal, center "Żaru". Jak się okazało już po pierwszej kwarcie, on i jego partnerzy, nie byli.

Reklama

- Nie wiem czy widziałem szybszą drużynę w mojej 10-letniej pracy w lidze. Mają wspaniałych zawodników na każdej pozycji - stwierdził Stan Van Gundy, coach ekipy z Miami.

Każdy z graczy pierwszej piątki Suns już do przerwy miał na swoim koncie podwójną zdobycz punktową. Najlepszym strzelcem gospodarzy był Amare Stoudemire, który zdobył 34 "oczka". Dzielnie wspierali go Shawn Marion (26 punktów i 11 zbiórek), Joe Johnson (24 i dziewięć) oraz Steve Nash (16 "oczek" i 16 asyst). - Amare był wspaniały, jak zwykle - powiedział Mike D'Antoni, coach Suns. - Zresztą inni gracze także - dodał. "Słońca" zagrały tylko siedmioosobowym składem, ale nic dziwnego, że ich szkoleniowiec nie wpuszczał zmienników, skoro gracze pierwszej piątki spisywali się znakomicie.

Spotkanie w American West Arena zapowiadano jako pojedynek Stoudemire'a z O'Nealem. - Dzisiaj spotkałem się ze sobą, ale dziesięć lat młodszym - powiedział Shaq. - Chciałem, żeby Amare dużo rzucał z dystansu i to mi się udało, ale on trafiał. To świetny dzieciak - dodał center "Żaru", który zdobył w tym meczu 34 punkty.

Pojedynek w Gund Arena wcale nie musiał zakończyć się zwycięstwem "Kawalerzystów", gdyby nie James. Na niespełna cztery minuty przed końcem Bobcats prowadzili 83:76, ale wtedy do roboty wziął się obrońca zespołu z Cleveland. Głównie po jego akcjach "Kawalerzyści" doprowadzili do remisu, ale goście mieli jeszcze szansę na zwycięstwo. Rzut Keitha Bogansa tuż przed końcem meczu był jednak niecelny. - Powinniśmy to spotkanie wygrać w normalnym czasie. Czułem, że muszę trafić, piłka leciała do kosza, ale odbiła się od obręczy - żalił się Bogans.

W dogrywce znowu dał znać o sobie James, który dał "Kawalerzystom" prowadzenie 97:93. Utrzymali je do końcowej syreny.

"Tłoki" wykorzystały nieobecność Richarda Jeffersona i pokonały drużynę "Pocisków" w ich hali. Do zwycięstwa mistrzów NBA poprowadzili Rasheed Wallace, który rzucił 19 punktów i miał 13 zbiórek (swój rekord sezonu) oraz Richard Hamilton (18 "oczek"). - Brak Jeffersona był widoczny, a my potrafiliśmy to wykorzystać - ocenił sytuację Larry Brown, coach ekipy z Detroit. To była szósta wygrana z rzędu Pistons na obcych parkietach.

Pau Gasol w meczu z Indianą Pacers przekroczył barierę 5000 tysięcy punktów, zdobywając we wtorek 31 "oczek", ale nie pomogło to Memphis Grizzlies odnieść zwycięstwa. Jego drużyna przegrała z Indianą Pacers 85:86. W drużynie gości świetny mecz rozegrał Jermaine O'Neal, który rzucił 35 punktów, łącznie z celnymi wolnymi wykorzystanymi na 4,6 s przed końcem. Potem szansę na zwycięstwo mieli jeszcze gospodarze, ale dwa rzuty Gasola były niecelne.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 11 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama