Reklama

Reklama

Spurs nie błyszczą, ale...

...wygrywają. Tym razem ekipa z San Antonio pokonała na własnym parkiecie Toronto Raptors 92:86, choć ich szkoleniowiec Gregg Popovich nie był zadowolony.

- Po dyskusji ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak zaliczyć to jako zwycięstwo i iść dalej - powiedział coach Spurs, zarzucając swoim podopiecznym niechlujność w grze. - Mieliśmy tego najlepszy przykład w tym meczu.

Reklama

O siódmym w ostatnich dziesięciu meczach zwycięstwie zespołu z Teksasu zdecydowały ważne rzuty Manu Ginobilego i Tony'ego Parkera w końcowych dwóch minutach. Wprawdzie Spurs prowadzili w połowie trzeciej kwarty, ale wypomniana przez Popovicha niechlujność (m.in. 15 strat) i brak koncentracji pozwolił gościom wrócić do gry.

Na 113 sekund przed końcem spotkania Rafer Alston - rzutem za trzy - zmniejszył stratę Raptors do sześciu "oczek" (88:82 dla Spurs), ale wówczas Ginobili (17 pkt) i Parker (15 pkt) przesądzili o zwycięstwie zespołu z San Antonio.

Chris Bosh zdobył 16 punktów dla Raptors, którzy mieli znacznie słabszą skuteczność z gry od rywali (37 proc. - 51 proc.), ale za to wyjątkowo często stawali na linii rzutów wolnych (29/35).

40-16 to świetny bilans na tym etapie rozgrywek. Mogą pochwalić się nim "Ponaddźwiękowcy" z Seattle, którzy minionej nocy wygrali w Cleveland 103:86, psując pierwszy mecz Cavs w obecności nowego właściciela Dana Gilberta. LeBron James (11/20 z gry) uzyskał wprawdzie 32 punkty, ale nie wystarczyło to do powstrzymania Sonics od ósmego wyjazdowego zwycięstwa w ostatnich dziesięciu pojedynkach z dala od domu.

Ray Allen zdobył 31 punktów (11/22 z gry) dla gości z Seattle, którzy zafundowali rywalom czwartą porażkę z rzędu. - To jest dla nas ciężki czas - przyznał Paul Silas, szkoleniowiec Cavaliers, którzy mają sporą szansę na udział w playoffs.

Czwartą porażkę z rzędu ponieśli także Lakers, którzy zajmują ósme miejsce na Zachodzie. Zespół z LA przegrał w Bostonie z tamtejszymi Celtics 101:104 i przewaga podopiecznych Franka Hamblena nad dziewiątą drużyną Konferencji (Nuggets) spadła do pół meczu. Szansa na przerwanie złej passy była, gdyby Kobe Bryant trafił na 3 sekundy przed syreną. Piłka po rzucie za trzy odbiła się jednak od przedniej części obręczy i Ricky Davis mógł ją zebrać i przetrzymać do końca.

Kobe po meczu był głownie wypytywany o ugodę, którą zawarł z kobietą oskarżającą go w sprawie cywilnej o gwałt. Gwiazdor Lakers nie chciał odpowiadać, a do jednego z reporterów rzucił: - Wiem, że przyjechałeś aż z Nowego Jorku, ale przebyłeś taką drogę niepotrzebnie.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 2 marca

Dowiedz się więcej na temat: szkoleniowiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama