Reklama

Reklama

Smutne pożegnanie Phila Jacksona i druga młodość Dallas

Jeden z najbardziej utytułowanych trenerów w NBA kończy swoją przygodę z najlepszą liga koszykarską świata. Czy to koniec pewnej ery w amerykańskiej lidze basketu?

Postać Phila Jacksona już owiana jest z legendą. Mający na koncie 11 tytułów mistrzowskich trener, przed sezonem zapowiadał, że ten rok będzie jego ostatnim w NBA. Nikt jednak nie spodziewał się, że jego drużyna zgotuje mu tak przykre pożegnanie. Lakersi, z którymi Jackson zdobył 5 tytułów, także w tym roku występowali w roli faworytów. Tymczasem "Jeziorowcy" nie poradzili sobie z niżej notowanym zespołem z Teksasu. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się chyba nikt.

Drużyna z Dallas, pomimo tego że zaliczano ją do faworytów na zachodzie, przez ostatnie cztery lata odpadała w początkowej fazie rozgrywek. W tym roku, nikt nie zdziwiłby się, gdyby taka sytuacja powtórzyłaby się. Tymczasem po męczących meczach w Portland, Mavericks pokazało charakter i uskrzydlone awansem stanęło naprzeciw Lakers, które miało za sobą także ciężką przeprawę z zespołem z Nowego Orleanu. W pojedynku starych wyjadaczy, bukmacherzy nie dawali szans Teksańczykom. Ku zdumieniu wszystkich pierwsze dwa mecze w Los Angeles, zupełnie niespodziewanie wygrała drużyna gości. Trzonami obydwu drużyn są zawodnicy, którym na karku stuknęła już trzydziestka: Lamar Odom, Kobe Bryant, Ron Artest, Derek Fisher, Pau Gasol oraz Shawn Marion, Jason Kidd, Jason Terry, Dirk Nowitzki czy Peja Stojakovic. Różnica pomiędzy obiema drużynami jest taka, że gracze z Dallas przeżywają drugą młodość.

Reklama

Powrót do American Airlines Center z dwoma wygranymi stawiało Mavs w bardzo komfortowej sytuacji. Za to drużyna z Los Angeles przystępowała do rewanżu z nożem na gardle. Drużyna Phila Jacksona, nie wyszła jeszcze nigdy ze stanu 0:2 obronną ręką, co mogłoby być niebywałym wyczynem i w co wierzyli na pewno kibice z Miasta Aniołów. Wiemy już, że nie udało się tego dokonać, a sposób w jaki zaprezentowali się gracze z Kalifornii zwłaszcza w czwartym meczu, nie był godzien mistrzów. Idiotyczne i chamskie zachowanie Odoma i Bynuma, oraz nieudolność wrzucenia piłki w akcji sam na sam z koszem w wykonaniu Artesta, idealnie podsumowuje obraz i poziom "Jeziorowców", w meczach półfinałowych konferencji zachodniej.

Najbardziej na tym wszystkim wszystkich ucierpiało serce Phila Jacksona, który nigdy nie przegrał w swojej karierze trenerskiej do zera. Na szczęście wizerunek wielkiego trenera nie dozna raczej uszczerbku i kibice zapamiętają go jako człowieka, który poprowadził do 11 tytułów drużyny z Chicago (6) i Los Angeles (5). Gracze z Kalifornii, będą mieli czas na dłuższy niż w zeszłym roku urlop, na którym będą musieli uderzyć się mocno w pierś. Drużyna z Dallas, może z kolei jako pierwszy zespół w tym roku, spokojnie zacząć przygotowania do finału konferencji zachodniej, w którym ostatni raz wystąpiła w sezonie 2005/2006.

Mateusz Mikoś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje