Reklama

Reklama

Rusza 68. sezon NBA, faworytem Miami, Gortat w nowym klubie

We wtorek startuje 68. sezon NBA. Tytułu bronić będzie ekipa Miami Heat, mierząca w trzecie z rzędu zwycięstwo w lidze. Nowy rozdział rozpoczyna jedyny polski koszykarz w tych rozgrywkach Marcin Gortat, który z Phoenix Suns przeszedł do Washington Wizards.

Obrońcy tytułu są głównym kandydatem do występu w finale i ponownego sięgnięcia po mistrzowskie pierścienie. Drużyna, w której wszystko kręci się wokół największego gwiazdora NBA LeBrona Jamesa i współtworzących "wielką trójkę" Dwyane'a Wade'a i Chrisa Bosha, może trzeci kolejny raz triumfować w lidze, co ostatni raz udało się Los Angeles Lakers w latach 2000-2002.

Ekipa trenera Erika Spoelstry, z którym klub z Florydy podpisał w końcu września nowy wieloletni kontrakt, wystąpiła w trzech ostatnich finałach (w 2011 roku przegrała z Dallas Mavericks 2-4).

W minionym sezonie w rywalizacji o mistrzowskie pierścienie Heat pokonali San Antonio Spurs 4-3. Niewykluczone, że obydwa zespoły ponownie staną naprzeciw siebie. Mistrzowie Konferencji Zachodniej to drużyna zawsze groźna, nabierająca wartości wraz z wiekiem zawodników. I trenera, bo od sezonu 1996/97 prowadzi ją niezmiennie Gregg Popovich, rekordzista nie tylko pod względem stażu, ale i sukcesów (cztery mistrzowskie tytuły, dwie nagrody dla coacha roku), spośród obecnych szkoleniowców w NBA.

Główne role w Spurs ciągle odgrywają 37-letni Tim Duncan i tylko trochę młodsi Argentyńczyk Manu Ginobili czy najlepszy koszykarz tegorocznych mistrzostw Europy Tony Parker. Francuską kolonię w Teksasie tworzą wraz z nim Boris Diaw i Nando De Colo, którzy także sięgnęli po złoto ME na Słowenii, a ostatnio dołączył do nich sojusznik z Włoch Marco Belinelli, inny wyróżniający się zawodnik Eurobasketu.

Na Wschodzie obrońcy tytułu muszą się liczyć przede wszystkim z Indiana Pacers, z którymi w poprzednim sezonie stoczyli zacięty bój w finale konferencji, wygrywając dopiero po siedmiu spotkaniach. Teraz drużyna Franka Vogela jest jeszcze mocniejsza po wyleczeniu kontuzji przez Danny'ego Grangera i pozyskaniu m.in. Argentyńczyka Luisa Scoli.

Poważnym rywalem LeBrona Jamesa i spółki w konferencji powinni być także Chicago Bulls. Do składu po rocznej przerwie dołączył dynamiczny rozgrywający Derrick Rose, najlepszy zawodnik sezonu zasadniczego 2010/11.

Stawkę faworytów na Wschodzie uzupełniają dwie drużyny z Nowego Jorku - Knicks i Brooklyn Nets. W pierwszej do najlepszego strzelca minionego sezonu Carmelo Anthony'ego, byłego najlepszego obrońcy NBA Tysona Chandlera i wielokrotnego uczestnika Meczu Gwiazd Amar'e Stoudamire'a dołączyli znany ze znakomitej obrony Metta World Peace oraz włoski snajper Andrea Bargnani.

Rosyjski właściciel klubu z Brooklynu Michaił Prochorow, sprowadzając przed sezonem Kevina Garnetta, Paula Pierce'a, Jasona Terry'ego i Andreja Kirilenkę, dał czytelny sygnał, że tak wzmocniony zespół, w którym są także Deron Williams, Joe Johnson i Brook Lopez ma walczyć o najwyższe cele. Byłego zawodnika, a teraz trenera Nets Jasona Kidda czeka trudne zadanie spełnienia wysokich oczekiwań stawianych zespołowi.

W Konferencji Zachodniej druga, obok San Antonio, siła wyrosła w Teksasie. Mają nią być Houston Rockets w związku z pozyskaniem środkowego Dwighta Howarda, który zdecydował się opuścić Los Angeles Lakers. Środkowy, trzykrotnie wybierany najlepszym obrońcą NBA, wraz z najlepszym brodaczem ligi Jamesem Hardenem oraz rozgrywającym Jeremym Linem mają osiągnąć coś więcej niż awans do play off.

Olbrzymie oczekiwania mają kibice w Los Angeles, ale ci wspierający Clippers. Po 56 wygranych w ostatnim sezonie zasadniczym, podpisaniu pięciololetniego kontraktu z rozgrywającym Chrisem Paulem i pozyskaniu z Boston Celtics doświadczonego... trenera Doca Riversa, drużyna, w której pozostali Blake Griffin i DeAndre Jordan, mierzy nawet w wielki finał.

W rywalizację z najlepszymi na Zachodzie powinien wmieszać się finalista sprzed dwóch lat Oklahoma City Thunder, jeśli Russell Westbrook wróci do gry w pełni sprawny po kontuzji kolana. Czarnym koniem może być zespół Golden State Warriors, prowadzony przez byłego znakomitego rozgrywającego i ...telewizyjnego komentatora Marka Jacksona. Wzmocnił go przed sezonem m.in. Andre Iguodala, dołączając do jednego z najlepszych w lidze reżyserów gry Stephena Curry'ego.

Marcina Gortata, polskiego jedynaka w NBA, czeka niezwykle ważny, przełomowy sezon. Rozpoczyna go już w nowym klubie, Washington Wizards i będzie to dla koszykarza z Łodzi ostatni rok obowiązywania pięcioletniej umowy, którą podpisał jeszcze w Orlando Magic. W tych rozgrywkach środkowy reprezentacji Polski będzie walczył o nowy kontrakt, umowę życia. Od początku musi się starać pokazać, że na takową zasługuje.

Po najlepszym w karierze sezonie 2011/12, gdy mając u boku mistrza asyst Steve'a Nasha zdobywał dla Phoenix średnio 15,4 pkt, 10 zbiórek, 1,5 bloku w meczu oraz uzyskał 31 tzw. double-double, do minionych rozgrywek przystępował jako lider zespołu. Nie dokończył ich z powodu kontuzji stopy, a bez obsługującego go podaniami Kanadyjczyka nie był już tak skuteczny.

W 61 spotkaniach (wszystkie rozpoczął w pierwszej piątce) uzyskiwał 11,1 pkt, 8,5 zb, 1,6 bl. i miał 17 double-double. Jego średnie w spotkaniach przedsezonowych Suns były jeszcze niższe: 8 pkt, 6,7 zb., 1,57 bl. O ich poprawienie będzie się starał jednak już w innym otoczeniu.

W aktualnym rankingu ekspertów telewizji ESPN klasyfikującym wszystkich graczy NBA Polak spadł o 30 pozycji w porównaniu ze swym najlepszym sezonem - obecnie jest 87. Pod względem zarobków (otrzyma za ten sezon dokładnie 7 727 280 dolarów), w drużynie Wizards wyprzedza go tylko Brazylijczyk Nene (13 mln dol. za sezon), a identyczną gażę ma Trevor Ariza.

- Potrzebowaliśmy wysokiego gracza. Gortat jest dobrym obrońcą, potrafi zbierać, ale także może stanowić zagrożenie w ataku. Dzięki Marcinowi jesteśmy wszechstronniejsi. Jego pozyskanie przybliża nas do realizacji celu, jakim jest awans do fazy play off - powiedział generalny menedżer klubu z Waszyngtonu Erni Grunfeld.

Wizards rozpoczną sezon 30 października wyjazdowym spotkaniem z Detroit Pistons.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje