Reklama

Reklama

Rekordowa seria porażek Cavaliers trwa

Nic nowego w NBA. Clevelenad Cavaliers nie zamierzają przestać przegrywać, natomiast San Antonio Spurs wprost przeciwnie, wolą odnosić zwycięstwa.

Cleveland Cavaliers - Detroit Pistons 94:103

"Kawalerzyści" nadal grają w swojej własnej lidze. Ponosząc w środę 26. porażkę z rzędu wyrównali rekord we wszystkich amerykańskich ligach zawodowych. Futboliści Tampa Bay Buccaneers nie czują już się samotni.

Byron Scott, trener Cavs, tak skomentował dzisiejsze spotkanie: "Jestem strasznie wściekły. Mogę sobie poradzić z przegrywaniem meczów, szczególnie gdy nasi gracze grają najlepiej jak potrafią, a robili to w ostatnich paru tygodniach, ale nie poradzę sobie z sytuacją, gdy zawodnicy nie dojeżdżają na mecz". Scott dzisiaj nie wpuścił nikogo do szatni po meczu przez 30 minut.

Reklama

Kolejna szansa na zakończenie tej passy pojawi się w piątek z LA Clippers, a w niedzielę z Washington Wizards. Nadzieje są o tyle uzasadnione, że z "Czarodziejami" grają u siebie, a oni jeszcze nie wygrali meczu wyjazdowego.

Do zwycięstwa Pistons poprowadził Rodney Stuckey, który rzucił 22 punkty z ławki. Z resztą to właśnie rezerwowi byli dzisiaj siłą napędową Detroit. Zdobyli aż 61 ze 103 punktów drużyny. Will Bynum zagrał na poziomie 17 punktów i siedmiu asyst, a Charlie Villanueva dołożył 13 "oczek".

Z Cavs sytuacja miała się zupełnie odwrotnie. Ich rezerwowi zdobyli tylko 17 punktów. Antawn Jamison rzucił 22 punkty, a J.J. Hickson 18 i zebrał 15 piłek.

Jest jednak światełko nadziei. W czwartek do treningów wracają Mo Williams i Leon Powe. Jest szansa, że zaczną grać jeszcze przed przerwą na mecz gwiazd.

Indiana Pacers - Charlotte Bobcats 104:103

Indiana znów zwycięska. Frank Vogel ma bilans 5-1, a spotkanie z Charlotte miało zdecydować kto będzie na ósmym miejscu w Konferencji Wschodniej.

W trzeciej kwarcie Bobcats przegrywali już nawet 15 punktami, ale dobra skuteczność w ataku pozwoliła im wrócić do walki o zwycięstwo. Po celnym rzucie z półdystansu Stephena Jacksona na 1.37 do końca meczu był remis 102:102. W kolejnej akcji skuteczną dobitką popisał się Josh McRoberts. Bobcats zbliżyli się na jeden punkt, gdy Gerald Wallace trafił 1 z 2 rzutów wolnych na 29 sekund przed końcem. Darren Collison w akcji Pacers nie trafił i "Rysie" miały szanse na zwycięstwo, ale rzut S. Jacksona nie doszedł celu. Zarówno on, jak i trener Paul Silas próbowali kłócić się z sędziami uważając, że "Captain Jack" był faulowany, ale protesty na nic się nie zdały.

W barwach Indiany najlepiej zagrał Roy Hibbert, zdobywca 29 punktów, 10 zbiórek i dwóch bloków. Danny Granger dorzucił 25 punktów, a Collison 15. Dla Charlotte 27 punktów uzbierał S. Jackson, a G. Wallace 22 punkty, 9 zbiórek i 6 asyst.

New Jersey Nets - New Orleans Hornets 103:101 po dogrywce

Rzadko zdarza się, żeby Chris Paul mógł powiedzieć, że to on przyczynił się do porażki swojej drużyny. Tym razem jednak może. Trafił zaledwie 4 z 15 rzutów i miał siedem strat. Nie trafił kluczowego rzutu w końcówce, dzięki czemu gospodarze mogli doprowadzić do dogrywki, następnie już w samej dogrywce stracił piłkę na 19 sekund przed końcem, a w ostatniej akcji nie trafił rzutu za trzy, który mógł dać zwycięstwo jego drużynie.

Gracze Nets robili co mogli, żeby pomóc swoim przeciwnikom w ostatnich sekundach. A to Devin Harris nie zdążył wprowadzić piłki do gry popełniając błąd pięciu sekund, a to Kris Humphries nie trafił dwóch rzutów wolnych. Mając trzy szanse w ciągu ostatnich 30 sekund nie można było przegrać tego spotkania. A jednak się udało.

David West kolejny raz zagrał świetne spotkanie - 32 punkty i 15 zbiórek. Dołączył do niego Marco Belinelli, zdobywca 17 punktów, w tym pięciu trafionych "trójek". Dobre spotkanie zagrał też zastępujący w pierwszej piątce Emekę Okafora Aaron Gray - 10 punktów i 11 zbiórek.

Dla gospodarzy Sasha Vujacić uzbierał 25 punktów, Brook Lopez 20, a Humphries 14 i 15 zbiórek.

Philadelphia 76ers - Orlando Magic 95:99

Dwight Howard, który jest bardzo chwalony przez wszystkich, w tym sezonie bardzo rozwinął się w ataku. Częściowo jest to związane z treningami, które przed sezonem odbywał z Hakeemem Olajuwonem. W środowym spotkaniu dołożył kolejną broń w swoim ataku. Broń, której bardzo rzadko używał do tej pory - celne rzuty osobiste.

W całym spotkaniu trafił ich 14 z 19, a przed tym meczem miał skuteczność 58 procent z linii. Cała czwarta kwarta spotkania to walka Sixers o dogonienie rywali. Jak im się udało dojść do remisu po 77, to gracze z Florydy trafiali w trzech kolejnych akcjach za trzy. Jak doszli na wynik 92:94 na 22 sekundy do końca, to Howard ich pogrążył wsadzając piłkę do kosza z faulem i dorzucając punkt z linii. Zakończył on spotkanie z 30 punktami i 17 zbiórkami. 5 kolejnych graczy Magic zdobyło 10 i więcej punktów.

Dla Sixers 23 punkty z ławki rzucił Lou Williams, w pierwszej piątce szalał Andre Iguodala - 21 punktów i 8 asyst.

Washington Wizards - Milwaukee Bucks 100:85

Rozsądna gra Johna Walla, skuteczna Nicka Younga i świetna walka na tablicach JaVale'a McGee to recepta na zwycięstwo dla Wizards. Każdy z tych trzech młodych zawodników zagrał niezłe spotkanie i wystarczyło to do zwycięstwa nad Milwaukee Bucks.

W piątej minucie gracze ze stolicy objęli prowadzenie, które utrzymali już do końca, prowadząc nawet 22 punktami. Bucks przestali już dawno przypominać ten zespół, który świetnie grał w końcówce zeszłego sezonu. Przegrali zdecydowanie walkę na deskach z Wizards 39-51, a w dodatku trafili mniej niż połowę osobistych (5 z 12).

Brandon Jennings zdobył co prawda 20 punktów, ale potrzebował na to aż 24 rzuty. Andrew Bogut dołożył swoje stałe, solidne liczby - 12 punktów, 11 zbiórek, 4 bloki.

Wall w całym spotkaniu zaliczył 15 punktów, 7 zbiórek i 6 asyst, McGee 16 punktów i 17 zbiórek, a Young 26 punktów. Świetne wejście z ławki miał Cartier Martin, który rzucił 15 punktów, trafiając 5 trójek.

Toronto Raptors - San Antonio Spurs 100:111

Faworyt tego meczu był jeden. I ten faworyt zrobił swoje. Przyjechał, trzymał się równo przez trzy kwarty, po czym w czwartej zrobił to, co uczynił już 44 razy w tym sezonie.

Do sukcesu poprowadzili Spurs w tym spotkaniu role players - DeJuan Blair i George Hill. Pierwszy z nich 16 ze swoich 28 punktów zdobył w ostatniej części meczu, dołożył do tego jeszcze 11 zbiórek, drugi natomiast rzucił 18 punktów z ławki. Jeśli dodamy do tego 16 punktów Tima Duncana i Tony'ego Parkera, 12 i 9 asyst Manu Ginobiliego, to otrzymamy standardowy rezultat beznadziejnej obrony Raptors.

Dla "Dinozaurów" dobre liczby uzyskali Andrea Bargnani 29 punktów i DeMar DeRozan - 25. Ale było to za mało i gracze z Kanady przegrali 15 z 16 ostatnich spotkań.

New York Knicks - Los Angeles Clippers 108:116

Odkąd kontuzjowany jest Eric Gordon, Clippers polegali początkowo na Blake'u Griffinie. W ostatnich meczach zwyżkę formy zalicza Baron Davis. W środowym decydujący dla zwycięstwa okazał się Randy Foye. To pokazuje jak szerokim składem w tym sezonie dysponuje Vinny Del Negro. Szkoda tylko tych kontuzji Chrisa Kamana i właśnie Gordona, bo wtedy Clippers mogliby walczyć o playoffs.

Foye zdobył 17 ze swoich 24 punktów w czwartej kwarcie, Griffin dołożył 21, a B. Davis po 16 punktów i asyst. W pewnym momencie trzeciej kwarty udało im się odjechać aż na 20 punktów. W ostatniej kwarcie dzięki Foye'owi mogli kontrolować przebieg spotkania i wywieźć cenne zwycięstwo z "Wielkiego Jabłka".

Amare Stoudemire zdobył 23 punkty, ale jego minuty limitowały faule. Danilo Gallinari dorzucił 21 punktów, a Timofiejew Mozgow, pamiętany jako ten, którego przeskoczył Blake Griffin w pierwszym spotkaniu tych drużyn miał 18 punktów na skuteczności 8 z 9 rzutów.

Utah Jazz - Chicago Bulls 86:91

"Byki" grają ostatnio w kratkę. Jednego dnia przegrają w hali Golden State, a tak jak dzisiaj potrafią wywieźć zwycięstwo z gorącego terenu w Utah. W meczu, w którym do Salt Lake City powrócili Carlos Boozer, Kyle Korver i Ronnie Brewer karty rozdawał jeden zawodnik. Oczywiście chodzi o Derricka Rose, który swoim występem przyćmił Derona Williamsa, uważanego przez wielu za najlepszego obecnie rozgrywającego w NBA.

Rose kontynuuje swój wyścig do tytułu MVP zdobył tym razem 29 punktów i dołożył 7 asyst. Nie obyło się jednak w kluczowych momentach bez pomocy kolegów. Korver trafił ważną "trójkę" na 2.17 przed końcem meczu, a Brewer zaliczył przechwyt na siedem sekund przed końcem meczu, po czym faulowany trafił dwa rzuty wolne i zamknął ten mecz.

Wśród gospodarzy Al Jefferson zdobył 26 punktów, a Paul Millsap 20 i 14 zbiórek.

Sacramento Kings - Dallas Mavericks 100:102

Gracze z Dallas wrócili na dobre tory po kontuzji Dirka Nowitzkiego i wygrali 10 spotkanie z rzędu. Tym razem to jednak nie Niemiec poprowadził swoją drużynę do wygranej. W bardzo zaciętej końcówce, granej kosz za kosz minimalnie lepsi okazali się goście z Teksasu. Po koszach Jasona Terry'ego i J.J. Barei na półtorej minuty przed końcem Mavericks prowadzili 100:95. Kings trzema rzutami osobistymi doprowadzili do wyniku 98:100. W decydującej akcji Tyreke Evans zaliczył airballa, po którym Terry został sfaulowany, pewnie trafił dwa wolne i zamknął to spotkanie dla Mavericks.

Nowitzki zdobył tylko 10 punktów, trafiając 4 z 14 rzutów. Jest to następstwo kontuzji nadgarstka, jakiej się nabawił w meczu z Cleveland. Terry rzucił 22 punkty, a J.J. Barea 20, zastępując swojego najlepszego strzelca. Peja Stojaković zagrał pierwszy mecz w startowej piątce. Nie trafił żadnego z trzech rzutów za trzy, a wystarczyłby jeden, żeby wyjść na czwarte miejsce w historii w celnym "trójkach" samodzielnie. Obecnie dzieli to miejsce z Dale'em Ellisem. Obaj trafili po 1719 razy.

Wśród gospodarzy T. Evans był bliski triple-double - 16 punktów, 10 zbiorek i 9 asyst. DeMarcus Cousins miał double-double na poziomie 19 punktów i 15 zbiórek, a Samuel Dalembert z ławki dorzucił 20 punktów w 19 minut gry.

Golden State Warriors - Denver Nuggets 116:114

Gracze z Kolorado są w tym sezonie jak Dr. Jekyll i Mr. Hyde. U siebie grają skutecznie i zwycięsko mając bilans 21-7, na wyjeździe nic z tej drużyny nie zostaje. Wygrali tylko 9 z 25 wyjazdowych spotkań. Środowe zagrali bez Chaunceya Billupsa, który nabawił się kontuzji w poprzednim meczu. Ale oczekuje się, że powróci na mecz z Dallas.

Nuggets w czwartej kwarcie starali się wrócić do meczu i prawie im się to udało. Po celnym rzucie za trzy Monty Ellisa na 47 sekund przed końcem Warriors prowadzili 116:112. J.R. Smith zmniejszył straty do 2 punktów i Denver miało ostatnią szansę. Źle rozegrana akcja jednak nie pozwoliła ani doprowadzić do dogrywki, ani do wygranej. Rzut oddawał Nene, dla którego było to jedyne pudło z gry w dzisiejszym meczu. Bardzo sfrustrowany ostatnią akcją był Carmelo Anthony. Po tym jak nie dostał piłki rzucił na ziemię swoją opaskę i szybko poszedł do szatni. Takie mecze przybliżają go do odejścia z drużyny, nieważne czy teraz w wymianie czy po sezonie jako wolny agent.

Pomimo wszystkich dyskusji na temat jego transferu zagrał dobre spotkanie. Zdobył 29 punktów na dobrej skuteczności 11 z 21 rzutów. Nene dołożył 17 punktów, a rezerwowi Al Harrington i J.R. Smith odpowiednio 18 i 16. Dla zwycięzców 37 punktów rzucił Monta Ellis, a Dorell Wright 23, 11 zbiórek i 8 asyst. Powiększył też swój dorobek w celnych "trójkach:, trafiając cztery takie rzuty.

Piotr Zarychta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje