Reklama

Reklama

Reggie Miller nie traci instynktu

Chodzi oczywiście o instynkt strzelecki. Rzucający obrońca Pacers zdobył minionej nocy 36 punktów, prowadząc ekipę z Indianapolis do "domowego" zwycięstwa nad Portland Trail Blazers 95:87.

39-letni gwiazdor ligi zawodowej, który niedawno ogłosił swoje rozstanie z NBA po zakończeniu tego sezonu, po każdym z celnych rzutów nagradzany był okrzykami "Reggie, Reggie" ze strony fanów w Conseco Fieldhouse.

Reklama

Miller w pojedynku z Blazers trafił 10 z 17 rzutów z gry (w tym 4/10 za trzy) i 12 na 12 wolnych, notując swoje najlepsze rzutowe osiągnięcie od listopada 2000 roku, kiedy to przeciwko Milwaukee Bucks rzucił 41 punktów.

Reggie szczególnie błysnął wówczas kiedy było to najbardziej potrzebne czyli w drugiej połowie. Wówczas uzyskał 27 "oczek" i nic dziwnego, że cała hala należała do niego. - To miasto naprawdę wspierało mnie i moją rodzinie - wyznał gracz, komentując przychylne zachowanie widowni. - Mieliśmy zawsze świetne relacje.

Pacers wygrali po raz trzeci w ostatnich czterech spotkaniach i w dobrych nastrojach udają się na przerwę związaną z Meczem Gwiazd NBA. - Potrzebowaliśmy zwycięstwa bardziej niż czegokolwiek innego - stwierdził Miller, którego punktowo wspomagali Fred Jones i Jeff Foster (obaj po 14 pkt). - To miłe móc wyjść na parkiet, rzucić trochę punktów, spróbować starych zagrywek i po prostu dobrze się bawić.

- Reggie miał czucie tego wieczoru - skomentował występ bardziej utytułowanego kolegi Nick Van Excel, który zdobył 16 punktów i zaliczył cztery asysty dla Blazers. Zespół z Portland przegrał cztery z ostatnich pięciu spotkań.

Trzecie zwycięstwo z rzędu odnieśli Chicago Bulls, którzy wygrali 121:115 w Toronto. Co ważniejsze gracze z Wietrznego Miasta, dla których Kirk Hinrich zdobył 28 punktów, zaczynają zdobywać szacunek rywali. - Nareszcie poczuli o co chodzi w tej grze - stwierdził Donyell Marshall, który w ubiegłym sezonie przeniósł się właśnie z "Byków" do Raptors. - Kiedy grałem z nimi wszystko było powodem do śmiechu. Teraz chodzi im o zwycięstwa.

Przerwa na All-Star weekend nadchodzi trochę nie w porę dla Pistons. Obrońcy tytułu z Detroit są na fali, co udowodnili w Filadelfii. Podopieczni Larry'ego Browna rozbili Sixers 93:75, notując czwartą kolejną wygraną i dziewiątą w ostatnich dziesięciu pojedynkach. - Gramy najlepszy basket w tym sezonie - krótko podsumował Chauncey Billups, który wraz Richardem Hamiltonem zdobył minionej nocy po 20 punktów dla "Tłoków". Drużynę z Motown komplementował także Allen Iverson. - Można się wiele od nich nauczyć. Grają prawdziwą zespołową koszykówkę - powiedział lider Philly, który zdobył 23 punkty, trafiając tylko 8 z 21 rzutów z gry i popełniając sześć strat.

Sixers, dla których 14 "oczek" dodał były gracz Pistons Corliss Williamson, nie podtrzymali więc dobrej serii i nie zdołali wygrać po raz czwarty z rzędu.

Najbardziej zacięty pojedynek oglądali widzowie we Fleet Center w Bostonie. Co więcej, miejscowi kibice mieli powody, bowiem rzut z półdystansu Ricky'ego Davisa na 3,9 s przed końcem zapewnił Celtics zwycięstwo nad Grizzlies 90:88. Goście z Memphis mogli przechylić szalę na swoją korzyść równo z końcową syreną, ale piłka po rzucie za trzy Mike'a Millera nie zdołała wpaść do kosza.

Dwie minuty na parkiecie w Nowym Orleanie spędził Maciej Lampe. Polak w tym czasie oddał jeden niecelny rzut i raz faulował, a Hornets przegrali u siebie z San Antonio Spurs 78:101.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 16 lutego

Dowiedz się więcej na temat: portland | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje