Reklama

Reklama

Pistons lepsi w powtórce

W czwartek doszło do pierwszego spotkania pomiędzy Detroit Pistons a Los Angeles Lakers, od ubiegłorocznego finału NBA. "Tłoki" ponownie okazały się lepsze. Mistrzowie NBA wygrali 103:81.

W czwartek doszło do pierwszego spotkania pomiędzy Detroit Pistons a Los Angeles Lakers, od ubiegłorocznego finału NBA. "Tłoki" ponownie okazały się lepsze. Mistrzowie NBA wygrali 103:81.

Co prawda "Jeziorowcy" to już nie ta sama drużyna co w czerwcu: nie ma trenera Phila Jacksona, a także trójki gwiazd Shaquille'a O'Neala, Karla Malone'a i Gary'ego Paytona, a Kobe Bryant nie mógł w czwartek zagrać z powodu kontuzji, ale... - Oni zawsze są groźni - powiedział Chauncey Billups, obrońca Pistons, który rzucił 15 punktów i zanotował 11 asyst (jego rekord sezonu).

- Dzisiaj nie pozowliliśmy jednak rywalom wpaść w rytm gry i dlatego odnieśliśmy sukces - dodał koszykarz z Detroit.

Pistons nie mieli problemu z pokonaniem nowych Lakers. W trzeciej kwarcie prowadzili nawet 27 punktami, ostatecznie wygrywając 22 "oczkami". - Pistons grali w tym meczu, jakby walczyli o życie - stwierdził Frank Hamblen, tymczasowy coach ekipy z Los Angeles, który od czasu przejęcia drużyny po Rudym Tomjanovichu ma bilans 1-4.

Reklama

Najlepszym graczem mistrzów był Tayshaun Prince, ktory zdobył 25 punktów, trafiając 11 z 20 rzutów z gry. - Tayshaun był w wielkim "gazie" w pierwszej połowie - stwierdził Caron Butler, obrońca Lakers. W tej części gry skrzydłowy "Tłoków" zdobył 15 "oczek".

Prince'a wspierali Rasheed Wallace (23 punkty, 15 zbiórek - jego rekord sezonu), Ben Wallace (15 zbiórek) i wspomniany wyżej Billups.

Prowadzeni przed dwójkę - Steve Francis i Dwight Howard Orlando Magic pokonali Atlantę Hawks 101:96. Francis rzucił 11 ze swoich 28 punktów w czwartej kwarcie o debiutant Howard dodał 15 "oczek" i 20 zbiórek, czym ustanowił swój rekord kariery.

Na 38 sekund przed końcem gospodarze prowadzili 97:94, wtedy celnym rzutem popisał się Francis zapewniając Magic przewagę, którą utrzymali do ostatniej syreny. Tym samym ekipa z Florydy przerwała serię trzech porażek z rzędu.

Po zaciętym meczu Seattle Supersonics okazali się lepsze od Sacramento Kings. Podopieczni Nate'a McMillana wygrali 115:107. W bardzo interesującej czwartej kwarcie (cztery minuty przed końcem goście prowadzili 103:100) z dobrej strony pokazał się Antonio Daniels, który rzucił w tej części 14 punktów. Wcześniej swoje zrobili Ray Allen - 34 "oczka" i Rashard Lewis - 23, a "Naddźwiękowcy" już po raz trzeci w tym sezonie pokonali "Królów".

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 10 lutego

Reklama

Reklama

Reklama