Reklama

Reklama

Pistons górą w Indianapolis

Broniący trofeum Detroit Pistons pokonali w Indianapolis miejscowych Pacers 88:76 w najciekawiej zapowiadającym się czwartkowym spotkaniu National Basketball Association.

Broniący trofeum Detroit Pistons pokonali w Indianapolis miejscowych Pacers 88:76 w najciekawiej zapowiadającym się czwartkowym spotkaniu National Basketball Association.

Była to trzecia konfrontacja tych zespołów w tym sezonie i po raz drugi zwycięsko wyszli z niej "Tłoki". Co ciekawe podopieczni Larry Browna triumfowali tylko na parkiecie rywali (poprzedni mecz 25 grudnia wygrali w Indianapolis 98:93). O wydarzeniach z końcówki pierwszego starcia obu drużyn w The Palace Auburn Hills Detroit nie trzeba już chyba nikomu przypominać, bowiem ich niesmak długo jeszcze będzie zaciemniał rozgrywki najlepszej na świecie zawodowej ligi koszykarzy. 19 listopada doszło do bójki kilku graczy Pacers z kibicami "Tłoków". Efektem awantur były największe w historii NBA kary nałożone na zawodników.

Reklama

"Styczeń był dla nas bardzo brutalny. W ubiegłym roku w sezonie zasadniczym mieliśmy 60 zwycięstw, a teraz na półmetku nasz bilans jest ujemny (20-21 - przyp. red.). Jestem rozczarowany. Musimy przemyśleć wszystko, żeby przetrwać ten sztorm" - nie krył rozgoryczenia najskuteczniejszy na parkiecie Jermaine O'Neal, który zakończył spotkanie z dorobkiem 27 punktów oraz 9 zbiórek.

O sukcesie gości zadecydowała doskonała współpraca całego zespołu. Każdy z graczy pierwszej piątki rzucił co najmniej 10 punktów. Richard Hamilton uzbierał 20 "oczek", Chauncey Billups trzy mniej, Tayshaun Prince dorzucił kolejne 16, Rasheed Wallace 13, a Ben Wallace 10, który dodatkowo zaliczył 11 zbiórek. W ekipie gospodarzy zawiodły takie asy jak Reggie Miller (4 punkty!) czy Jamaal Tinsley (2), ale gdy na 67 rzutów Pacers trafiło celu tylko 27 (skuteczność na poziomie marnych 40 procent) trudno wymagać cudów.

12. zwycięstwo w 13 ostatnich meczach odnieśli Chicago Bulls, pokonując we własnej hali Charlotte Bobcats 101:93. "Byki" przed własną publicznością wygrały ósme kolejne spotkanie i zajmują piąte miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. Zgoła inne nastroje panują w Charlotte, gdyż debiutujący w lidze Bobcats przegrali 16 z ostatnich 17 spotkań, a na wyjeździe wygrali do tej pory tylko raz.

17 punktów dla Bulls zdobył Argentyńczyk Andres Nocioni, a 14 - wszystkie w ostatniej kwarcie - Jannero Pargo. Kareem Rush z dorobkiem 24 pkt był najskuteczniejszy w ekipie z Charlotte.

W konfrontacji czołowych zespołów Konferencji Zachodniej San Antonio Spurs pokonali na własnym parkiecie Sacramento Kings 90:80. Liderem gospodarzy był Argentyńczyk Emanuel Ginobili , który zakończył spotkanie z dorobkiem 25 punktów, 6 zbiórek i 3 asyst. 20 punktów i 12 zbiórek zanotował Tim Duncan.

W ekipie gości, którzy jeszcze pięć minut przed końcem prowadzili 78:77, zabrakło kontuzjowanego Predraga Stojakovicia. Najwięcej punktów dla "Królów", 19, zdobył Brad Miller.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 27 stycznia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL