Reklama

Reklama

Pierce: Nie do pomyślenia

To był wspaniały sezon koszykarzy z Bostonu. Celtics najpierw wygrali 66 z 82 spotkań sezonu zasadniczego, a następnie udźwignęli presję faworytów i sięgnęli po mistrzostwo NBA.

Tak udanych rozgrywek, zakończonych zwycięstwem 4:2 w finale nad Los Angeles Lakers nie byłoby gdyby nie Danny Ainge. Odpowiedzialny w klubie za transfery były znakomity zawodnik przed sezonem dokonał rewolucji nie tylko w składzie Celtics, ale i układzie sił całej NBA.

Do Bostonu trafił duet wielkich gwiazd Ray Allen - Kevin Garnett, który błyskawicznie porozumiał się z liderem zespołu Paulem Piercem i resztą "Celtów". Jednym z ojców sukcesu był także trener Doc Rivers, któremu udało się bardzo szybko poukładać grę drużyny.

Reklama

"Defensywa. To było pierwsze słowo, jakie im powiedziałem. To świetni zawodnicy. Powiedziałem im, że jeśli tylko będą dobrze bronić, to możemy zajść naprawdę daleko. Jestem z nich dumny. Cały sezon stanowili świetny zespół" - podkreślał szkoleniowiec Celtics.

Na parkiecie motorem napędowym w defensywie bostońskiej ekipy był Garnett. Były gwiazdor Minnesota Timberwolves bezbłędnie kierował grą obronną zespołu, za co przypadła mu nagroda dla najlepszego obrońcy roku.

"Założenie koszulki Celtics było dla mnie wielką odpowiedzialnością. Jestem niesamowicie szczęśliwy. Jesteśmy na szczycie świata!" - cieszył się po meczu Garnett, który w szóstym spotkaniu całkowicie wyeliminował z gry podkoszowych graczy Lakers.

Tak odmienieni Celtics, z Allenem i Garnettem na pokładzie, zdobyli mistrzowski tytuł dokonując po drodze niesamowitego postępu. Rundę zasadniczą skończyli z dorobkiem 66 zwycięstw (w 82 spotkaniach), odnosząc aż o 42 wygrane więcej niż przed rokiem.

"To nie do pomyślenia. Wszyscy pamiętamy gdzie byliśmy rok temu. Dziękuję trenerowi i całej drużynie. Ten klub miał wiele wspaniałych sezonów. Cieszę się, że udało nam się dołożyć kolejny i zapisać w historii" - dodał MVP finałów Paul Pierce.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL