Reklama

Reklama

"Ostrogi" wracają do gry

Phoenix Suns, najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, w pełni wykorzystała atut własnego boiska wygrywając dwa mecze w America West Arena w pierwszej rundzie playoffs ligi NBA.

W środę podopieczni Mike'a D'Antoniego pokonali Memphis Grizzlies 108:103. Podobna sztuka udała się Chicago Bulls, którzy pojadą do Waszyngtonu mając dwa zwycięstwa na koncie. San Antonio Spurs odbili sobie z nawiązką porażkę w pierwszym meczu z Denver Nuggets. W środę "Ostrogi" zmiażdżyły "Bryłki" 104:76.

Reklama

Amare Stoudemire i Quentin Richardson byli ojcami środowego zwycięstwa "Słońc". Pierwszy zdobył 34 punkty (rekord kariery w playoffs), a drugi dobrą grą w obronie i w końcówce spotkania pozwolił gospodarzom po raz drugi pokonać Grizzlies. Na 4.18 min przed końcem, po rzucie Paua Gasola, goście prowadzili 99:94, ale wtedy ekipa z Phoenix włączyła drugi bieg. Seria 14:4 zapoczątkowana "trójką" Richardsona zapewniła podopiecznym D'Antoniego zwycięstwo.

Stoudemire na swoje 34 punkty zapracował trafiając 8 z 16 rzutów z gry i 18 z 22 wolnych. Shawn Marion dorzucił 22 "oczka" i miał 13 zbiórek, a Steve Nash aż 15 razy asystował kolegom.

W Grizzlies najlepszym strzelcem był wspomniany wyżej Gasol (28 punktów), który ponadto zebrał 18 piłek.

"Ostrogi" wracają do gry. Po niespodziewanej porażce w pierwszym meczu, drużyna numer dwa Konferencji Zachodniej, w środę nie dała żadnych szans "Bryłkom". Gospodarze bardzo szybko osiągnęli wysoką przewagę (po pierwszej kwarcie prowadzili 29:18, po połowie 63:32), której nie oddali do końca. W meczu numer dwa z lepszej strony pokazał się Tin Duncan, lider gospodarzy. Zdobył najwięcej punktów (24), przy dobrej skuteczności (11 z 15 z gry). Dobry mecz rozegrał także Tony Parker. Rozgrywający Spurs, który w spotkaniu numer jeden nie mógł sobie pograć przy Andre Millerze, tym razem rzucił 19 punktów i dodał sześć asyst.

Kirk Hinrich jest świetnym rozgrywającym. Potrafi wszystko, co jest potrzebne na tej pozycji. Ma tylko jedną wadę. Zdobywa trochę za mało punktów. Taka opinia panuje w Stanach Zjednoczonych. W środę rozgrywający Chicago Bulls pokazał, że i ta sztuka nie jest mu obca. Hinrich zdobył 34 punkty (rekord kariery) w wygranym meczu z Washington Wizards 113:103.

- Czuję się bardzo dobrze. Za każdym razem, kiedy oddawałem rzut, wiedziałem, że piłka wpadnie do kosza. Złapałem rytm i piłka zawsze znajdowała mnie na dobrej pozycji - powiedział bohater wieczoru w United Center. - Miał niesamowitą drugą połowę. Nie tylko trafiał, ale również świetnie rozgrywał - stwierdził Scott Skiles, menedżer "Byków".

W czwartej kwarcie Hinrich zdobył aż 21 punktów, w tym 10 w ciągu dwóch minut zwiększając prowadzenie gospodarzy z 81:70 do 93:73. Liczby nie kłamią. W ciągu 24 minut drugiej połowy zawodnik Bulls trafił 12 z 15 rzutów z gry, w tym 5 na 5 za trzy.

"Czarodziejom" nie pomogło 39 "oczek" zdobytych przez Gilberta Arenasa. - Mieliśmy kilka lekkomyślnych zagrań, wyszedł nasz brak doświadczenia w playoffs. Mam nadzieję, że rozwiążemy ten problem na własnym parkiecie - powiedział Eddie Jordan, coach Wizards.

Zobacz WYNIKI oraz ZDOBYWCÓW punktów w NBA Playoffs 2005

Dowiedz się więcej na temat: Phoenix | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama