Reklama

Reklama

Ósma z rzędu wygrana Spurs, James wyprzedził Duncana

Koszykarze San Antonio Spurs pokonali Sacramento Kings 104:94 w jednym z ośmiu sobotnich spotkań NBA i odnieśli ósme zwycięstwo z rzędu. To najdłuższa obecnie seria wygranych w lidze.

Spurs do 53. sukcesu w sezonie, a 30. we własnej hali, gdzie pozostają niepokonani, poprowadził Kawhi Leonrad, który zdobył 25 punktów, miał 13 zbiórek i sześć bloków. 22 pkt, w ciągu 15 minut spędzonych na parkiecie, dodał rezerwowy Manu Ginobili. Argentyńczyk wrócił do składu po stłuczeniu jądra, które wyłączyło go z gry w 12 meczach.

Reklama

"Nie miałem obaw. Wrażliwe miejsce było zabezpieczone. Wypróbowałem to już na treningu" - przyznał Ginobili, który bolesnego urazu doznał w zderzeniu z Ryanem Andersonem z New Orleans Pelicans.

Zawodnik Kings Darren Collison był zaskoczony energią, z jaką grał 38-letni weteran.

"Zaskoczył nas swoją żywotnością. To wybitny koszykarz, ale nie spodziewaliśmy się, że w pierwszym występie po tak nieprzyjemnej kontuzji będzie tak energiczny i zagra bez żadnych obaw" - zaznaczył.Liderem "Królów" z 31 pkt był DeMarcus Cousins.

Zespół z San Antonio z bilansem 53-9 zajmuje drugie miejsce w Konferencji Zachodniej i całej lidze, za Golden State Warriors - 55 zwycięstw przy pięciu porażkach.

Na Wschodzie dominują Cleveland Cavaliers - 44-17. W sobotę pokonali na własnym parkiecie Boston Celtics 120:103.

LeBron James zdobył dla zwycięzców 28 pkt, z czego 20 w drugiej połowie. Dzięki temu wyprzedził Tima Duncana w klasyfikacji najskuteczniejszych koszykarzy wszech czasów w NBA. Jego obecny dorobek to 26 378 pkt, o 12 więcej niż weterana z ekipy Spurs. Zajmują, odpowiednio, 14. i 15. miejsce w zestawieniu, które otwiera legendarny Kareem Abdul-Jabbar - 38 387.

Z tej okazji gwiazdor "Cavs" przypomniał ich rozmowę po finale z 2007 roku, kiedy Duncan miał mu powiedzieć, że kiedyś "jest gotów przekazać mu pałeczkę i liga będzie jego".

"On wciąż jednak gra. Z tego wniosek, że wtedy mnie okłamał" - powiedział James z szerokim uśmiechem o osiem lat starszym rywalu i koledze.

Rozgrywający Isaiah Thomas zdobył dla trzecich w Konferencji Wschodniej "Celtów" 27 pkt, trafiając m.in. cztery razy za trzy punkty.

Marcin Gortat zdobył osiem punktów i miał 17 zbiórek, ale jego Washington Wizards przegrali u siebie z Indiana Pacers 99:100. Ich druga porażka z rzędu zepsuła "polską noc" w stolicy USA.

Tego dnia na trybunach hali Verizon Center wśród 20356 widzów zasiadło więcej niż zwykle rodaków 32-letniego łodzianina. Z kraju przybyli zaproszeni przez koszykarza goście, wśród nich żołnierze jednostki "Grom", zaprezentowani w przerwie na parkiecie oraz młodzi adepci koszykówki, zwycięzcy wakacyjnych campów organizowanych przez Fundację MG13. Obecny był ambasador RP w Stanach Zjednoczonych Ryszard Schnepf.

Przed meczem Gortat wręczył koszulkę Wizards z numerem "13" pułkownikowi Romualdowi Lipińskiemu, 90-letniemu weteranowi II wojny światowej. W przerwach w grze publiczność uczestniczyła w konkursach tematycznie związanych z Polską, oglądała też na telebimie Gortata częstującego kolegów z zespołu polskimi pierogami. W przerwie spotkania na parkiecie występował zespół cheerleaderek z Gdyni.

Liderem gospodarzy był John Wall - 25 pkt, 12 asyst i sześć zbiórek. W zespole gości prym wiódł superstrzelec Paul George - 38 pkt.

Koszykarze z Waszyngtonu z bilansem 30-32 pozostają na 10. miejscu na Wschodzie.

Dowiedz się więcej na temat: Tim Duncan | LeBron James | San Antonio Spurs | Sacramento Kings

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje