Reklama

Reklama

NBA: Zwycięstwo Washington Wizards, 12 punktów Gortata

Washington Wizards pokonali na wyjeździe Indiana Pacers 97:90 w niedzielnym meczu koszykarskiej ligi NBA, w czym udział miał Marcin Gortat, który zdobył 12 punktów i zaliczył siedem zbiórek.

Obydwa zespoły kończyły w sobotę serię czterech spotkań rozgrywanych w ciągu pięciu dni. Powody do satysfakcji mają Wizards, którzy przegrali tylko poprzedniego dnia w Toronto.

Reklama

Dla zdziesiątkowanej kontuzjami drużyny Indiany (tylko 10 zawodników w meczowym składzie), grającej m.in. bez Paula George'a, Davida Westa, George'a Hilla, Rodneya Stuckeya (w pierwszej kwarcie spotkania urazu doznał także środkowy Roy Hibbert) była to szósta porażka z rzędu. Ostatnią taką serię Pacers mieli w marcu 2011, a sześciu porażek w pierwszych siedmiu meczach sezonu doznali w 1993 roku.

Wizards, którzy w środę pokonali Pacers na własnym parkiecie 96:94 po dogrywce, zwyciężyli w sezonie regularnym w hali Bankers Life Fieldhouse po raz pierwszy od 2007 roku, po 11 kolejnych porażkach. W minionym sezonie wygrali tu jednak dwa z trzech spotkań w fazie play off, w której ulegli drużynie trenera Franka Vogela 2-4.

Gortat rozegrał w sobotę kolejny dobry mecz. Przebywał na parkiecie 26 minut, trafił sześć z ośmiu rzutów z gry, miał cztery zbiórki w obronie i trzy w ataku oraz dwa przechwyty i cztery przewinienia.

Właśnie kłopoty z faulami sprawiły, że polski środkowy grał krócej niż w znakomitych w swoim wykonaniu pierwszych meczach sezonu. Wszystkie swoje punkty zdobył po przerwie. W pierwszej połowie grał niespełna osiem minut, gdyż w otwierającej kwarcie, po dwóch faulach i przewinieniu technicznym za zbyt ekspresyjną reakcję na decyzję sędziów, usiadł na ławce i wrócił do gry dopiero po przerwie.

W tym czasie Wizards uzyskali nawet 22-punktową przewagę (38:16), a do szatni schodzili przy prowadzeniu 54:35. Grali w tym okresie znakomicie. W pierwszej kwarcie nie popełnili żadnej straty (rywale - 10), do przerwy mieli ponad 51-procentową skuteczność rzutów z gry (Indiana - 38 proc.).

W drugiej połowie gospodarze systematycznie odrabiali straty. Na 8.49 min. przed końcem spotkania zmniejszyli je do trzech punktów (79:76). Wówczas na boisko wrócił Gortat, który w końcówce trzeciej kwarty usiadł na ławce po czwartym faulu.

Obecność łodzianina bardzo się przydała. Już w pierwszej akcji, po podaniu brazylijskiego skrzydłowego Nene, trafił do kosza. Nie pomylił się potem przy dwóch kolejnych swoich rzutach, zdobywając cztery z ostatnich 12 punktów zespołu.

Dodał do tego trzy ważne zbiórki pod obydwiema tablicami.

Najwięcej punktów dla Wizards zdobyli John Wall - 18, Nene - 17 (z czego 15 w pierwszej kwarcie), francuski środkowy Kevin Seraphin - 13 oraz Paul Pierce - 12.

  W ekipie gospodarzy wyróżnili się Solomon Hill - 28 (rekord kariery), Chris Copeland - 14 i Donald Sloan - 13.

"Czarodzieje" z pięcioma zwycięstwami w siedmiu meczach są ex aequo z Chicago Bulls (także bilans 5-2) na drugim miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej. Prowadzą Toronto Raptors (5-1).

Kolejny mecz Wizards rozegrają w środę w Waszyngtonie, a ich rywalem będą Detroit Pistons (2-3).

Wyniki sobotnich meczów w lidze koszykówki NBA:

Los Angeles Clippers - Portland Trail Blazers 106:102 

Indiana Pacers - Washington Wizards            90:97 

Atlanta Hawks - New York Knicks               103:96

Miami Heat - Minnesota Timberwolves           102:92

Chicago Bulls - Boston Celtics                101:106

Houston Rockets - Golden State Warriors        87:98 

Milwaukee Bucks - Memphis Grizzlies            93:92

San Antonio Spurs - New Orleans Pelicans       99:100

Dowiedz się więcej na temat: NBA | Washington Wizards | Indiana Pacers | Marcin Gortat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje