Reklama

Reklama

​NBA. Seria porażek Houston Rockets coraz dłuższa

Koszykarze Houston Rockets przegrali już 14. spotkanie z rzędu w lidze NBA. W sobotę ulegli na wyjeździe New York Knicks 99:106. Na ścieżkę zwycięstw wydają się wracać broniący tytułu Milwaukee Bucks, którzy pokonali u siebie Orlando Magic 117:108.

W nowojorskiej Madison Square Garden w obecności kompletu 19 812 widzów do zwycięstwa poprowadzili gospodarzy wchodzący z ławki Alec Burks, który 17 ze swoich 20 punktów zdobył w czwartej kwarcie, wygranej 34:26, oraz Francuz Evan Fournier - 19 pkt i Julius Randle - 16 i 10 zbiórek, któremu jednej asysty zabrakło do triple-double.

W tym bardzo zaciętym spotkaniu, w którym prowadzenie zmieniało się 12 razy, a dziewięciokrotnie był remis, jeszcze na pięć i pół minuty przed końcem spotkania wynik był korzystny dla "Rakiet". W całym meczu koszykarze z Teksasu mieli jednak aż 22 straty, najwięcej w sezonie, i spudłowali 13 z 22 rzutów wolnych. Ich najlepszymi zawodnikami byli Christian Wood - 18 pkt i 12 zbiórek, Jalen Green - 16 i Eric Gordon - 15 i pięć asyst.

Reklama

Rockets z bilansem 1-15 są zdecydowanie najsłabszym teamem w lidze. Jedyny mecz wygrali 24 października z Oklahoma City Thunder 124:91.

"To zespół uczący się, dorastający i walczący, tak jak dziś. Na pięć minut przed końcem meczu mieliśmy szansę na sukces, więc jestem dumny z naszych chłopaków. Po prostu musimy wreszcie skończyć tę serię porażek" - powiedział trener Houston Stephen Silas.

Aktualni mistrzowie ligi z Milwaukee dzięki trzeciemu kolejnemu zwycięstwu poprawili swój bilans na dodatni (9 zwycięstw - 8 porażek). Ostatni raz w tym sezonie mieli taki 27 października (3-2). Rewelacyjne statystyki uzyskał w tym spotkaniu ich lider Grek Giannis Antetokounmpo - 32 punkty, 20 zbiórek (rekord sezonu) i pięć asyst. Został w ten sposób pierwszym od 1959 roku zawodnikiem ligi, który miał przynajmniej 30 pkt, 20 zb., i 5 as., grając mniej niż 35 minut.

Na parkiecie Fiserv Forum wspierał go Bobby Portis, który zdobył najwięcej w sezonie 24 pkt, trafiając m.in. sześciokrotnie za trzy. W ekipie Orlando wyróżnił się rezerwowy RJ Hampton - 19 pkt i dziewięć asyst.

W meczu czołowych zespołów Konferencji Wschodniej Washington Wizards pokonali u siebie Miami Heat 103:100, rewanżując się za czwartkową porażkę na Florydzie. Gospodarze, którzy w trzeciej kwarcie przegrywali już 16 punktami, zawdzięczają sukces zrywowi 15-2 w ostatniej odsłonie. Punktowymi liderami "Czarodziejów" byli Bradley Beal - 21, Spencer Dinwiddie i Kentavious Caldwell-Pope - po 16, a wśród pokonanych Jimmy Butler - 29 i rezerwowy Tyler Herro - 20.

Najlepszym strzelcem sobotniej serii gier okazał się Damian Lillard z Portland Trail Blazers, który w wygranym przez jego zespół u siebie 118:111 spotkaniu z Philadelphia 76ers uzyskał 39 punktów, co jest jego rekordem sezonu. Dla gospodarzy to trzecie zwycięstwo z rzędu, dla gości - szósta porażka w siedmiu ostatnich meczach. W ich szeregach wyróżnili się Tobias Harris - 28 i osiem zbiórek i Tyrese Maxey - 28 i dziewięć asyst. Goście już w siódmym meczu grali bez kameruńskiego środkowego Joela Embiida (protokół COVID-19), nie wystąpili także Danny Green (kontuzja) i nieobecny na boisku od początku sezonu australijski rozgrywający Ben Simmons, który poprosił o wytransferowanie go z klubu.

Liderami w Konferencji Wschodniej są nadal Broklyn Nets (12-5) przed Wizards, Chicago Bulls (po 11-5) i Miami (11-6). Najlepsi na Zachodzie i w całej lidze pozostają Golden State Warriors (14-2). Na Wschodzie prowadzą Brooklyn Nets (12-5) przed Phoenix Suns (12-3) i Utah Jazz (11-5).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje