Reklama

Reklama

NBA: Reggie jak wino...

W Indianapolis już mogą wysyłać maile do Reggie Millera, aby jeszcze raz przemyślał decyzję o zakończeniu kariery po zakończeniu bieżącego sezonu.

Blisko 40-letni weteran pokazał w piątkowy wieczór, że nic nie zatracił z umiejętności zdobywania punktów z dystansu i to w kluczowych momentach. To właśnie na barkach staruszka "Reggie'ego" Indiana Pacers dowiozła do ostatniej syreny zwycięstwo nad Los Angeles Lakers 103:97.

Reklama

Miller zdobył 39 punktów, co jest jego najlepszym osiągnięciem w tym sezonie. Co więcej, jest to najlepszy wynik od 8 listopada 2000 roku, kiedy to przeciwko Milwaukee zdobył 41 punktow.

Te najważniejsze Reggie zaliczył na 59 przed końcem oczywiście rzutem za trzy, wyprowadzając Pacers na prowadzenie 95:90, a następnie perfekcyjnie wykonał 6 rzutów wolnych w ostatnich 24 sekundach gry. Staruszek Miller udowodnił, że jest jak wino: im starszy, tym lepszy...

- Pewnie nie zawsze będę miał tak udane występy jak dziś, bo obecnie wszystko nam wychodzi - powiedział MIller, który po zakończeniu tego sezonu zamierza zakończyć karierę. - Razem ze Stephenem Jacksonem uznaliśmy, że musimy wciąć na siebie ciężar zdobywania punktów, więc od początku spotkania graliśmy bardzo aktywnie.

Miller trafił w piątek 13 z 18 oddanych rzutów oraz 3 z 5 "trójek", a w wygranej przez Pacers pierwszej kwarcie 30:22 zdobył aż 14 "oczek".

Dla Lakers (bilans 32-33) najwięcej punktów zdobył Chucky Atkins (23), a nie popisał się Kobe Bryant. Gwiazdor z LA trafił tylko 5 z 14 rzutów i zakończył spotkanie z 12 "oczkami". Dla ekipy z Los Angeles była to 16 porażka z drużynami z Konferencji Wschodniej, w tym 12. wyjazdowa.

Przed niedzielnym hitem w NBA, czyli meczem Detroit Pistons z San Antonio Spurs (transmisja w Canal+, godz. 21:30) oba zespoły odniosły zwycięstwa. Mistrzowie z Motown pokonali Toronto Raptors 103:92, a "Ostrogi" z Teksasu odprawiły Charlotte Bobcats, wygrywając 93:76. Niedzielna konfrontacja obu zespołów zapowiada się pasjonująco, zwłaszcza w defensywie.

W piątkowym meczu z Raptors liderem okazał się Chauncey Billups, który trafił pierwsze 7 rzutów w meczu, a zakończył spotkanie z 23 punktami. Było to 11. z rzędu zwycięstwo "Tłoków" na własnym parkiecie.

- Kiedy ma się dobry zespół, to przed własną publicznością trzeba wygrywać. Wydaje mi się, że jest kilka mocnych zespołów w lidze, które w tym roku są trudne do pokonania "w domu" i my do nich również należymy. Ja wręcz uwielbiam grać przed naszymi widzami - powiedział Billups.

Natomiast w San Antonio prym wiódł Tony Parker. Francuz zdobył 24 punkty i poprowadził Spurs do wygranej nad Bobcats. Parker trafił 11 z 17 rzutów i zaliczył 5 asyst, skupiając się bardziej na ofensywnie niż na grze w obronie. Było to 50. zwycięstwo Spurs w tym sezonie, które zapewniło im udział w playoff, ósmy raz z rzędu.

Dopiero 15. zwycięstwo w sezonie odnieśli New Orleans Hornets, pokonując w Chicago tamtejszych Bulls. Maciej Lampe zagrał 4 minuty, oddając jeden rzut zablokowany przez Jareda Reinera i notując jedno przewinienie.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w meczach z 18 marca

Dowiedz się więcej na temat: wino | NBA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje