Reklama

Reklama

NBA: Powrót Paytona do Seattle

Gary Payton został wspaniale powitany przez publiczność w hali KeyArena w Seattle. Mniej gościnni byli koszykarze SuperSonics, który pokonali Los Angeles Lakers 111:109.

Decydujące o zwycięstwie miejscowych punkty zdobył Ray Allen, który na 5,8 wkręcił się pod kosz i layupem uszczęśliwił wspaniałych kibiców w Seattle. Lakers kończyli mecz bez Shaquille O'Neala, który doznał kontuzji łydki.

Payton spędził w barwach Sonics ponad 12 sezonów, stając się najlepszym graczem w historii klubu, a wręcz jego symbolem. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu, Payton przeszedł do Lakers z nadzieją, że zdobędzie mistrzostwo NBA.

Niektórzy komentatorzy w przedmeczowych analizach zastanawiali się, jak zachowa się publiczność, na oczach której, Payton wiele razy wyzywał trenerów, obrzucał obelgami kolegów z drużyny oraz przeklinał w stronę właściciela klubu Howarda Schultza. Kibice zachowali się wspaniale: Payton otrzymał od fanów Sonics, trwającą ponad 2 minuty owację.

Reklama

Podczas meczu były gracz Seattle trafił 9 na 20 rzutów z gry, dodając 5 zbiórek i 5 asyst. To głównie na jego barkach ciążyła gra ofensywna Lakers w trzeciej kwarcie, kiedy to parkiet opuścił kontuzjowany O'Neal. Pomagał mu jak tylko mógł Kobe Bryant, który zakończył mecz z 32 punktami, z czego aż 18 zdobył w czwartej kwarcie.

To właśnie Bryant odpowiedział rzutem za trzy na "trójkę" Allena, doprowadzając do remisu 109:109, na 22 sekundy przed końcem. W kolejnej akcji Allen zgubił pick-and-roll'em Bryanta, minął Horace Granta i wcisnął się między Paytona i Bryona Russella, oddając zwycięski rzut. Bryant jeszcze próbował równo z syreną trafić za trzy punkty, ale spudłował i wygrana Sonics stała się faktem.

Po czterech zwycięstwach z rzędu porażki zaznali New York Knicks i to we własnej hali. Jamal Crawford zdobył w Madison Square Garden 28 punktów dla Chicago Bulls, którzy wygrali 104:99. Jeszcze w trzeciej kwarcie "Byki" przegrywały 10 punktami, ale to oni lepiej i skuteczniej grali w końcówce.

Na minutę i 21 sekund przed końcem goście z Chicago prowadzili 98:91. Wtedy to Keith Van Horn trafił za trzy, a chwilę później wyczyn ten powtórzył Charlie Ward i Knicks przegrywali tylko jednym punktem. Niestety ku rozpaczy nowojorskiej widowni, "Byki" lepiej rozegrały końcówkę, celnie egzekwując rzuty wolne.

Wielkiego wyczynu dokonał w Auburn Hills Ben Wallace, który zaliczył w meczu z Phoenix Suns aż 22 zbiórki i 10 punktów. Richard Hamilton dodał do dorobku Pistons 26 puntków i ekipa z Detroit pokonała Suns 93:81.

- Nie mogę w to uwierzyć, jak świetnie gra obecnie Ben - chwalił po meczu Wallace'a trener Pistons Larry Brown. - Wiem, że pozwalam mu grać za dużo minut, ale kiedy pytam go jak się czuje, zawsze mówi, że dobrze.

Była to już czwarta wygrana z rzędu "Tłoków", którzy nie pozwolili żadnej drużynie w tym sezonie zdobyć 100 lub więcej punktów. Ta świetna passa trwa już od 33 spotkań, a meczem z Suns wyrównali rekord NBA, należący do Knikcs z sezonu 2000-01.

Na koniec dodajmy, że ani Maciej Lampe, ani Cezary Trybański nie dostąpili zaszczytu gry w swoich zespołach.

Zobacz wyniki oraz zdobywców punktów w spotkaniach NBA z 2 stycznia.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje